Przybyła niespodziewanie —
horda stworzeń z północnego-wschodu. Szaro-białe kreatury wysokie
na ponad dziesięć stóp, uzbrojone w potężne maczugi, opancerzone
kolcami, butnie przemierzały alejki. Wśród nich znalazły się
także mniejsze osobniki, lecz szybsze i zwinniejsze. Taranowały
stoiska, wypełniały sobą większe uliczki. Krzyki ich ofiar niosły
się po osadzie, głośne i przeraźliwe.
Krew doszczętnie zbrukała
niewielką wioskę.
Sunął przez drogi usłane
trupami mieszkańców. Prędko powalał przeciwników, jeszcze na
długo, zanim w ogóle zdążyli go zauważyć. Czerń ciekła z
rozpruwanych ciał, ale kolor ten nie dorównywał ich oczom —
smolistym, zimnym, nieprzeniknionym.
Pochłaniały wszystko
i bezdusznie otumaniały. Paraliżowały. Więziły. Ślepia te
zapowiadały
koniec; wymalowana w nich śmierć śmiała się z każdej zdobyczy.
Stworzenia
i ich złowróżbne oczy w
istocie przerażały.
Niemniej
jednak Sasuke Uchiha pozostał niewzruszony, z
mrokiem bowiem sprzymierzył
się dawno temu i nigdy nie zerwał tego sojuszu całkowicie. Dlatego
raz za razem wyrzynał wrogów, delektując się ich
omylnością i nadchodzącą
zgubą. Otrzymane zlecenie,
jak się okazało, nie należało do trudnych.
Jeden
z nich głośno zaryczał. Wyróżniał
się spośród pozostałych — był masywniejszy, wyższy o głowę,
albo dwie. Wbił czarne ślepia w mężczyznę, którego długi
płaszcz powiewał na wietrze. Obaj zamarli na moment, tocząc walkę
na spojrzenia, a stworzenia wokół jakby wyczekiwały — Sasuke nie
wiedział czego.
Olbrzym
postawił pierwszy krok w jego
stronę — tak potężny, że posadzka oraz
ściany pobliskich budynków
zadrżały. Rozdziawiwszy
paszczę, wydał
kolejny ryk, tym razem
donośniejszy, długi i wyzywający. Z wielkiego
pyska pociekła gęsta ślina, a odór rozniósł się po okolicy.
Shinobi mocniej pochwycił
swoje Kusanagi, w myślach
szacując szanse na przebicie mieczem grubej warstwy skóry potwora.
Z bliska wyglądała niczym
poszarzała skorupa.
Nie
zgłupiał; nie było na to szans. Schował
broń
do pokrowca.
Wtedy
bydlę podeszło jeszcze bliżej, warcząc i charcząc. Podniósł
łapsko, zaciskając pięść, aby w zawrotnym tempie wymierzyć ją
w stronę mężczyzny. Ten
natychmiastowo odskoczył,
zdziwiony szybkością, z jaką stworzenie wykonało atak. Kątem
oka spostrzegł, jak pozostałe
stworzenia nieśpiesznie
zatapiały
się w brukowej
kostce.
W
pierwszej sekundzie pomyślał o technice Białego Zetsu.
— Czym
wy, do
licha, jesteście?
Odskoczył
ponownie, kiedy kolejny cios tego
największego zmierzał
w jego
stronę. Kiedy znów chybił,
zawył głośno, wyraźnie niezadowolony i
rozjuszony. Sasuke
natomiast nie tracił więcej
czasu; aktywował Sharingana.
Wtedy
ostry, nagły ból rozszedł się wokół prawej
skroni chłopaka,
pulsując i przyćmiewając zmysły. Ledwie
uniknął następnego ataku. Odskoczył
w miejsce bardziej zabudowane, aby wielkolud
nieprędko go
zauważył. Kilka
sekund później Uchiha
poczuł krew w ustach —
spływała z oka, po
policzku. Świat
zawirował. Nachylił
się nad ziemią, odczuwając
mdłości. Obraz się
rozmazywał, a przydługa grzywka dodatkowo ograniczyła pole
widzenia. W końcu
dezaktywował kekkei genkai. Próbując doprowadzić się do
porządku, nabrał kilka głębszych wdechów i z trudem przełknął
ślinę.
Pilnował
poczynań wyprowadzonej
z równowagi kreatury,
próbującej
go wywąchać.
Najprawdopodobniej
okazało się to niemożliwe
przez
niewyobrażalne ilości
krwi — pobratymców olbrzyma
oraz mieszkańców tej
wioski. Sasuke wstał,
orientując się, że ślęczał w wielkiej, czerwonej kałuży. W
pobliżu wciąż nie było nikogo innego; żadne z tych stworzeń nie
pojawiło się tu ponownie, odkąd zniknęły.
Wszyscy
mieszkańcy natomiast
uciekli daleko od wschodniej
części osady.
Pastw
się nad nim. Chcesz tego —
brzmiał cichy głos w głowie
Uchihy. — Chcesz,
aby cierpiał. P ł o n ą ł.
Dlatego
postanowił sprawić mu
tortury.
Pomimo
dolegliwości, zaryzykowł. Zignorował
ból i możliwe konsekwencje. Ponownie zasięgnął mocy kekkei
genkai, kiedy spojrzenia
mężczyzny
oraz olbrzyma skrzyżowały się.
Amaterasu.
Czarne
płomienie chłonęły stwora długie minuty, a jego ryk niósł się
wokół.
Zgasił
je, dopiero gdy ciemny popiół porwał wiatr, a nagła cisza skalała
okolicę.
Wtedy
usłyszał kobiecy krzyk. Dobiegał zza masywnego muru wioski —
spoza pola bitwy. Znad ceglanej ściany nie wyglądały żadne
ogromne łby, a więc dziewczyna nie padła ofiarą nieznanych nikomu
kreatur. Dopadło ją coś innego. Sasuke, wyczuliwszy zmysły,
uchwycił siedem osób władających czakrą.
Shinobi.
Troje
z nich, w tym prawdopodobnie drąca się wniebogłosy dziewczyna,
wydawało
się znacznie osłabionych.
Leżeli na ziemi, nad nimi
stała pozostała czwórka, najpewniej napastnicy.
Wrzaski urywały się co jakiś czas, zupełnie nagle. Nie wiedział
czemu — mógł jedynie przypuszczać, że oponenci próbowali
skutecznie uciszyć ofiarę.
Uchiha
odwrócił się w stronę zupełnie przeciwną. Nie zamierzał się
mieszać.
Zmarnował
już zbyt wiele czasu. Wykonanie zadania, za które spodziewał się
pokaźnej sumy pieniędzy, zajęło dłużej, niż przypuszczał.
Musiał jeszcze udać się do wieśniaków po należne za
przepędzenie stworów. Wracały tu co jakiś czas już
od paru tygodni, dlatego
Sasuke mógł ugrać dobry interes na ich ubiciu. Zarabiał
w podobny
sposób już od pół roku — od zakończenia Czwartej
Wielkiej Wojny Shinobi
— kręcąc się co jakiś czas po mniejszych wioskach i wykonując
różnego rodzaju zadania.
W
każdym razie nagroda czekała na niego w zachodniej części osady —
tam, gdzie było najbezpieczniej.
Pomyślał chwilę i
upewniwszy się, że w kalendarzu na pewno widniała data drugiego
maja, ruszył przed siebie.
Wciąż
słyszał wrzaski maltretowanej kobiety. Nie zawrócił. Czekała
go jeszcze kilkugodzinna podróż do Kumogakure,
czyli na wschód.
U Raikage miał stawić się wieczorem, aby osiąść w Wiosce Chmury
na jakiś czas. Chciał
zdążyć przed zmrokiem —
bądź co bądź Raikage nie pałał do niego sympatią, zatem
lepiej było nie nadwyrężać jego cierpliwości.
W
końcu zapadła zupełna
cisza, pusta i
nieprzerywana już żadnymi krzykami. Sasuke brnął
więc dalej, bez najmniejszych wyrzutów sumienia. Nie
zastanawiał się nawet, czy dziewczyna zdawała sobie sprawę z jego
obecności.
Najpewniej
i tak padła już martwa.
***
Szedł
niestrudzenie. Jego sylwetka malowała się na horyzoncie już od
dłuższego czasu, lecz dla osób stojących przed bramą zapewne
wciąż zdawała się kroczyć daleko. Płaszcz schował już dawno,
gdy tylko przekroczył granice i stopniowo zaczął odczuwać
ocieplenie. Upchnął odzienie do torby przewieszonej przez ramię.
Sapał lekko, zgrzany od doskwierającego upału. Czerwiec tego roku
okazał się bezlitosny dla Kraju Ognia. Sasuke w duchu przeklinał
zbyt długi postój, na który się zdecydował. Gdyby nie to, w
wiosce byłby już z samego rana — wtedy nie szedłby usypaną
drogą, wystawioną na żar słońca, w samo południe. Westchnął
cicho, zirytowany.
W
kieszeni spodni ciążył mu list. Wezwanie — od samego Hokage. Był
potrzebny. Pilnie, tyle tylko wiedział. Dlatego jak rozwinął
zwitkę, dostarczoną przez prążkowanego jastrzębia, i przeczytał
tych kilka słów, od razu spakował się i wyruszył.
— Kakashi
— mruknął i nieznacznie skinął głową w przywitaniu. Nie
ukłonił się na widok głowy wioski, jak to inne osoby miały w
zwyczaju. Przeszło mu przez myśl, że mistrz z dziecięcych lat nie
postarzał się tak bardzo. Na pierwszy rzut oka zmarszczek nie
przybyło, ale na twarzy mężczyzny widniało wyraźne zmęczenie.
— Jak
zawsze punktualny. Witaj, Sasuke. Dobrze cię widzieć. Jak podróż?
Oczy
Szóstego zdawały się zaciekawione i jakoby przenikliwe. Policzki,
nos, usta i brodę szczelnie okrywała czarna maska, od lat
nieodłączny element jego stroju. Przenikał przez nią słaby
uśmiech.
— Względnie
— odparł. — Ciepło trochę. Na północy lepiej. Po co mnie
wezwałeś?
— No
proszę, bezpośredni jak zawsze. — Hatake zaśmiał się pod
nosem.
— Hej,
Sasuke! Nawet się nie przywitasz z najlepszym przyjacielem — wciął
się Naruto. Stał nieopodal, ze zmarszczonymi brwiami i rozbawionym
spojrzeniem. Ramiona złożył pod piersią. Postawiwszy kilka
kroków, wyszedł naprzeciw chłopakowi. — Półtora roku, a ty jak
zwykle tylko konkrety, bałwanie! Nawet listów żeś nie słał
pierwszy. Ja musiałem.
Sasuke
obrzucił go wzrokiem. Pierwsze, na co zwrócił uwagę to
przystrzyżone włosy — zupełnie niewspółgrające z dawnym
obrazem Uzumakiego — które obwiązał ochraniaczem ze znakiem
rodzimej wioski. Czarno-pomarańczową bluzę zamienił na czarną,
cienką kurtkę z postawionym kołnierzem. Wciąż nosił stare
dresy, a na prawej nodze miał kaburę. Wprawdzie fizycznie
wydoroślał, ale Uchiha nie oczekiwał zbyt wiele w kwestii
zachowania.
— Czy
naprawdę musisz tak się drzeć, młocie, już na samym początku?
Naruto
zacisnął pięści — jedną swoją, drugą zabandażowaną protezę
— ewidentnie przygotowując kolejną odzywkę; już nawet otworzył
buzię, aby dalej się przekomarzać.
— Dobra,
dzieciaki! — wtrącił się Szósty. — Brama Konohagakure nie
jest najlepszym miejscem na tego typu rozmowy. Zapraszam do gabinetu.
Tam przedstawię ci szczegóły, Sasuke. No, co tak stoicie?
Chodźcie. — Machnął ręką zachęcająco.
Ruszyli.
Wioska
iście tętniła życiem. Mieszkańcy korzystali z letniej pogody,
ochoczo zalewając alejki. Pokaźne stoiska wystawiono przed
budynkami wypełnionymi tłumami, a z barów dobiegała muzyka.
Rozmawiano, tańczono, ganiano się. Sasuke nie umknęło raz za
razem powtarzane jego nazwisko, coraz częściej, coraz głośniej.
Zauważono go niemal od razu — ciemno ubrany, z grobową miną, u
boku Hokage oraz Bohatera Liścia wyróżniał się od razu; a ludzie
go znali. Trochę z opowieści, trochę z plotek. Niektórzy
słyszeli, a nawet byli świadkami jego wojennych zasług, inni zaś
pamiętali zdradę Konohagakure. Szeptali między sobą. Obserwowali
każdy ruch Uchihy.
— Widzę,
że twój powrót już wzbudził zainteresowanie — mruknął
Naruto, obrzucając wzrokiem ciekawskich gapiów. Sasuke tego nie
skomentował, przyzwyczajony do podobnych sytuacji.
— Jak
zawsze w centrum uwagi — spostrzegł Hatake. — Powiedz no, mój
mały uczniu, gdzie podróżowałeś przez minione miesiące? Ostatni
raz byliśmy w kontakcie, gdy zatrzymałeś się w Kumogakure.
— Kręciłem
się po mniejszych wioskach — odpowiedział, kiedy skręcili za
jakąś kawiarnią. — Kilka tygodni spędziłem w Sunagakure,
później miałem sprawy w Kraju Rzek, dokładniej w Takumi.
Nieistotne, niezwiązane z misją. Niedługo potem wróciłem na
północ. Znów były ataki. Wracam z Shimogakure. Tamtejsze klimaty
zupełnie różnią się od tutejszej pogody.
— Ach,
Shimogakure. — Szósty westchnął. — Mroźna kraina. Pewnie
trochę potrwa, zanim przestawisz się z ujemnych temperatur na ten
upał.
W
końcu spostrzegli biuro Hokage — ogromny budynek w samym centrum
Konohagakure. Znad niego wyłaniały się rzeźby dotychczasowych
dowódców wioski, niewzruszenie spoglądające na wciąż trwającą
historię Liścia. Wyżej, tuż nad skałą z sześcioma twarzami,
pracowały dźwigi i dziesiątki robotników.
— Widzę,
że remonty nadal są w toku.
— Przez
ostatnie półtora roku mieszkańcom i robotnikom udało się
naprawić szkody powstałe wskutek wojny. Teraz cała wioska pracuje
nad rozbudowaniem Konohagakure — odpowiedział Kakashi. — Od
nastania ery pokoju szlaki handlowe bardzo się poprawiły, więc
możemy sobie na to pozwolić. W dodatku przyrost naturalny po wojnie
gwałtownie skoczył do góry, co jest dobrym uzasadnieniem
zapotrzebowania na większą ilość mieszkań. Z tego względu
pracujemy też nad drapaczami chmur.
Sasuke
skinął głową, natychmiast przyswajając nowe informacje. W
istocie — zarówno Konohagakure, jak i cały świat, stawał na
nogi po tragicznych wydarzeniach sprzed miesięcy. Wszystko w
zastraszającym tempie szło do przodu.
A
jednak...
— Radzę
wam korzystać z tych standardów, póki to możliwe — rzucił
Uchiha, kiedy wreszcie weszli do gmachu, gdzie dalej szli długim
korytarzem. Powietrze naraz stało się bardziej rześkie. — Pokój
nigdy nie trwa wiecznie.
— Od
tego jesteśmy my! — wtrącił Naruto, pokonując prowadzące w
górę stopnie. — I nowe pokolenia. Wspólnie zadbamy o to, żeby
kolejne lata biegły spokojnie, dattebayo!
Stanęli
przed drewnianymi drzwiami. Kakashi włożył nieduży klucz do zamka
i przekręcił.
— Mimo
to wciąż mają miejsca ataki, o których nic nie wiemy —
skwitował Sasuke, przekroczywszy próg okrągłego gabinetu. Od razu
spostrzegł, że był czystszy niż dawniej; ustawione pośrodku
biurko niemal lśniło, papiery i zwoje ułożono w należytym
porządku, a ściany o orzechowym odcieniu niewątpliwie odmalowano
jakiś czas temu. — Czyżbyś dlatego mnie wezwał, Kakashi?
Szósty
podszedł do dziewięciu ogromnych okien, umiejscowionych zaraz za
biurkiem, rozpostartych niemal na połowę pomieszczenia. Czujnie
spoglądał przez nie na Konohagakure.
— Przez
jakiś czas będziesz potrzebny tutaj, Sasuke. — Kakashi poprawił
maskę na twarzy, a Naruto postawił kilka kroków w stronę biurka.
— Nie wiemy, czym są te istoty, które pojawiają się zupełnie
znienacka i tak samo po prostu znikają. Nie mamy też pojęcia, kto
je nasyła. Dotąd najwięcej tych ataków odnotowano na północy.
Co ciekawe, tylko wtedy, kiedy ty tam byłeś. O czym zresztą już
wspominałem w listach do ciebie. Dlatego jesteś potrzebny, ponieważ
tylko ty z całej wioski z nimi walczyłeś i zdaje się, że
działasz na nie jak magnes.
— Ktoś
tu nie może odpędzić się od wielbicieli — parsknął Naruto,
mierzwiąc włosy dłonią. Uchiha puścił kąśliwą uwagę
przyjaciela mimo uszu. — Jakkolwiek okropni by nie byli. Tylko
pytanie, skąd ta zależność? Tych stworów od Sasuke, rzecz jasna.
Kakashi
przeniósł spojrzenie czarnych oczu na dwoje byłych uczniów i
zlustrował ich uważnie.
— Tego
chcemy się dowiedzieć — powiedział. — Dlatego wędrówki po
światach Kaguyi trzeba teraz odstawić na bok. Ataki tych stworzeń
to jedno, ale co jakiś czas pojawia się również pewna grupa
ludzi. Czteroosobowa. Porywają silne oddziały. Albo się nad nimi
znęcają i porzucają, albo mordują. Nie szukalibyśmy powiązania
między jednym a drugim, ale wszystko to zaczęło się praktycznie w
tym samym czasie. Trzy... Może cztery miesiące po wojnie.
Przesłuchiwaliśmy oddziały, którym udało się wydostać i wrócić
do swoich wiosek. Jeden z porwanych shinobi wyraźnie stwierdził, że
w trakcie tortur, jakie im zaserwowano, pilnował go biały olbrzym z
maczugą. Zupełnie jak te z północy.
Sasuke
skinął głową.
— Pojedyncze
osobniki są raczej łatwe do pokonania, ale przemieszczają się
stadami. Dużymi. Mają swego rodzaju przywódców. Potrafią wnikać
w ziemię. Powinieneś liczyć się z tym, Kakashi, że skoro
pojawiają się tam, gdzie ja, mogą zawędrować również tutaj.
— I
o to chodzi — odparł Hatake. Odsunąwszy krzesło od biurka,
leniwie na nim usiadł. — Dzięki temu może szybciej rozwiążemy
tę sprawę. Pozostaje jeszcze sprawa tych czterech mężczyzn,
którzy porywają i mordują innych shinobi. Nigdy cywili. Z różnych
wiosek, głównie Kraju Ognia i Kraju Wiatru. Nie znamy nawet
szczegółów z samych porwań. Przez wszystkie raporty przedziera
się to samo; cały oddział niespodziewanie ogłuszono. Zbudzono ich
dopiero za kratami, związanych i poturbowanych. Przechodzili liczne
brutalne tortury aż do upadłego. Fizyczne i psychiczne.
Szczęściarze za którymś razem odzyskali przytomność gdzieś w
pobliżu Sunagakure. Tyle tylko wiadomo.
Ciążąca
cisza ogarnęła pomieszczenie.
Sasuke
nie miał pojęcia o żadnych porwaniach ani morderstwach. Jedyne, z
czym dotychczas się spotkał, to ogromne kreatury, kiedy bywał w
północnych rejonach — zarówno w Kumogakure, Shimogakure, jak i
pomniejszych wioskach. Nieznani mężczyźni byli zaś dla niego
zupełnie nową informacją.
— Tylko
tyle?
— Tylko
tyle. — Szósty westchnął, podparłszy brodę na złożonych
dłoniach. — Nikt na nic się nie natknął, przeszukując okolice
Piasku. Są zupełnie nieuchwytni.
— Ale
ja zamierzam ich w końcu złapać i im dokopać! — wtrącił
Naruto, stając w dużym rozkroku, jakby szykował się do walki. —
Szczególnie za Sakurę-chan, Kibę i Shikamaru!
Uchiha
natychmiast podłapał ostatnie słowa przyjaciela. Obrzucił go
natarczywym spojrzeniem — pytającym, spod zmarszczonych brwi.
— Problem
tkwi w tym, że na razie mamy za mało tropów, żeby cokolwiek
zdziałać — mruknął Hatake. — I jeżeli te dwie sprawy są
powiązane to liczę, że twoja obecność w Konohagakure, Sasuke,
pomoże doprowadzić nas do odpowiednich osób. Póki co zdaj raport
z ostatnich miesięcy i rozgość się u Naruto.
Uchiha
zamrugał kilkakrotnie.
— U
Naruto?
Bohater
Liścia nerwowo podrapał się po karku. Wzrok utkwił w suficie.
— No,
przecież dogadaliście się, że tymczasowo będziesz mieszkać z
Naruto, żebyś nie musiał przejmować się kosztami wynajmu —
odrzekł Hatake, spoglądając to na jednego, to na drugiego.
— Mieszkać
z tobą? — Sasuke obrzucił Naruto sceptycznym spojrzeniem. —
Chyba śnisz. Jestem tylko chwilowo spłukany. Nie chory psychicznie.
— No
ej! Dobra, dobra. Przyznaję. — Uzumaki, obruszywszy się
gwałtownie, zaczął burzliwie wymachiwać rękoma. — Załatwiłem
to za twoimi plecami, ale sam potwierdziłeś, że jesteś spłukany.
Mieszkając u mnie, zaczniesz odkładać. Z czasem będziesz mógł
wziąć kredyt na coś swojego. Nie powiesz, że tego nie
przemyślałem!
Zrezygnowane
westchnienie Sasuke rozeszło się po gabinecie.
— Czyli
wszystko ustalone — podsumował Kakashi. Wyciągnął się wygodnie
na krześle, zakładając jedną rękę za głowę. Drugą leniwie
przeczesywał szufladę.
— To
ty zdaj ten raport, a ja zaczekam — zwrócił się Naruto do
przyjaciela. — Później obowiązkowy ramen!
Zanim
wyszli z gabinetu Hokage, spostrzegli jeszcze, jak Szósty wygrzebał
z szuflady znajomą książkę.
***
U
c h i h a.
Echo
jego nazwiska sponiewierało myśli Sakury Haruno jeszcze na długo
po tym, jak — wróciwszy do pustego domu — zatrzasnęła się w
swoim pokoju. Dygotała. Chwiejnym krokiem dotarła do łóżka.
Szczelnie okryła się kołdrą, zupełnie odpędzając od siebie
świat zewnętrzny. Jej serce biło gwałtownie. Nie potrafiła
opanować niespokojnego oddechu.
W
r ó c i ł.
Nie
dowierzała. Minęło tylko i aż półtora roku od
ich pożegnania, podczas
którego dziewczyna u m i e r a ł a.
Z tęsknoty, z miłości, ze
strachu. Dlatego, gdy tylko dobiegły ją wieści, poczuła jakby
grunt walił się pod
jej nogami.
Obróciła
się na drugi bok i naciągnęła
pościel na głowę. Wizja
Sasuke w Konohagakure okazała się zdecydowanie zbyt irracjonalna,
aby Sakura ot
tak mogła przyjąć ją do
świadomości. Zupełnie niespodziewana.
Bez zapowiedzi.
Bez przygotowania. A przecież po
dziś dzień wspomnienia, myśli i uczucia z nim związane żyły tak
prawdziwie, jak przed laty.
Tak
prawdziwie, że... Pragnęła
u c i e c.
Przed
wspomnieniami, myślami, uczuciami. Przed nim.
Bała
się.
Skuliła
się, usłyszawszy pukanie do drzwi; nagłe i głośne. Ostrożnie
wyjrzała zza krawędzi materiału, nasłuchując. Jej
rodzice wyszli przed paroma
godzinami, dlatego
kunoichi
natychmiast wyczuliła zmysły; wyczuła czakrę. Odetchnęła
jednak,
kiedy tylko
ją rozpoznała.
Ociężale i niedbale
wyczłapała się z łóżka. Po otwarciu drzwi napotkała badawcze,
niejako zmartwione spojrzenie turkusowych oczu Temari
no Sabaku.
W nieładzie opadała na nie blond grzywka, a z dwóch kucyków
wysunęło się kilka
niedługich pasm.
Sakura spostrzegła u przyjaciółki przyspieszony oddech.
—
Sakura
— mruknęła Temari, a Haruno natychmiast zauważyła, że
przyglądała jej się z uwagą. Nie wątpiła, że w jej zielonych
oczach widać było lęk i zdezorientowanie. Tym razem jednak
pozostawała w stanie względnie
spokojnym.
— Spotkałam mamę Ino. Powiedziała mi, co usłyszałaś na ulicy,
gdy ludzie gadali. I o twojej reakcji. Trzymasz się?
W
odpowiedzi przytaknęła delikatnie, odsuwając się od progu.
Wpuściła przyjaciółkę do środka. Obie usiadły na niedużym
łóżku, które cicho zaskrzypiało.
—
Żałuję,
że nie zdążyłam przekazać ci tego osobiście. Shikamaru nie
utrzymał przede mną języka za zębami. — Temari westchnęła i
obrzuciła obojętnym spojrzeniem żółte, wyblakłe ściany,
pamiętające dzieciństwo Haruno. — Już od paru godzin
wiedziałam, że Uchiha wrócił. Zresztą cała wioska gada, odkąd
tylko przekroczył bramę. Nawet nie próbował utrzymać tego w
tajemnicy. Dostał oficjalne wezwanie od Szóstego Hokage i przybył.
Tak po prostu.
Sakura
z całych sił pragnęła zapytać o powód wezwania. Zdawała sobie
jednak sprawę z tego, że jeśli przyjaciółka nie uchyliła rąbka
tej tajemnicy,
prawdopodobnie sama nie wiedziała. Albo były to informacje na tyle
tajne, że nie mogła tego wyjawić. W co dziewczyna szczerze
wątpiła.
— Aha,
jeszcze jedno — zaczęła kunoichi Piasku. Przysunęła się bliżej
ściany i oparła, zamykając oczy. — Widziałam dziś Saradę.
Mówiła, żebyś do niej zajrzała. Ma coś dla ciebie. Nie wiem co.
Jej rodzice dziś pracują, więc cały dzień siedzi sama. Później
idzie do szpitala. Możemy iść do niej razem.
Sakura
kiwnęła głową. Podkuliwszy nogi, wsparła brodę na kolanach. W
ciszy chłonęła wzrokiem pomału usychającego figowca, stojącego
naprzeciw — zaraz obok biurka. Stwierdziła tylko, że należałoby
go wreszcie podlać.
Następnie
myślami wróciła do Sasuke Uchihy i jego nagłego powrotu.
***
Aleją pełną barów,
restauracji i karczm niósł się intensywny zapach różnorodnych
bulionów oraz potraw. Spękaną, gruntową drogą kroczyli ludzie
już zdecydowanie mniej zaaferowani powrotem Uchihy niż godzinę
temu.
A jednak wciąż pamiętają
— odezwał się nieproszony,
cichy głos z tyłu głowy Sasuke. Naraz westchnął, usiłując
przenieść uwagę na liczne wystawy ryb, importowanych najpewniej z
wybrzeży Kraju Ognia. Obrzucił wzrokiem także stoiska z wszelakimi
rupieciami, między którymi kręcili się mieszkańcy wioski. Koniec
końców, nic nie sprawiło, że
mężczyzna całkiem zignorował swoje upierdliwe od miesięcy
alter-ego. Nawet bezsensowny potok słów Naruto, drepczącego tuż
obok, ginął gdzieś w zgiełku Konohagakure.
— To
jak?
Sasuke w zdezorientowaniu
obrzucił przyjaciela wzrokiem.
— Co
jak? — zapytał, nie
próbując kryć się z tym, że przestał
słuchać. Nie zdziwiło go
więc wywrócenie oczami przez Naruto oraz jego pełen
oburzenia jęk.
— Czy
idziemy teraz na to ramen, skoro
już tu jesteśmy, czy wolisz najpierw się rozpakować?
— Ramen
— odpowiedział niemal bez
zastanowienia, choć
obszerna torba ciążyła mu na ramieniu już którąś godzinę.
Naruto uśmiechnął się
szeroko na te słowa. Natychmiast
ruszył przed siebie.
Sasuke jedynie pokręcił głową. Nieśpiesznie
poszedł za przyjacielem.
Zatrzymali
się pod znanym Ichiraku
Ramen, w którym spędzili
część dziecięcych lat. Odświeżony
lokal przykuwał uwagę, a przyjemna woń dobiegająca z wnętrza
budynku budziła apetyt. Mężczyźni przeszli przez pomarańczowe
zasłony i witając się ze znajomą obsługą, zasiedli na wysokich
stołkach. Sasuke zastanowił się przez chwilę, czy pan Teuchi w
ogóle się starzał. To samo zresztą tyczyło się jego córki,
Ayame. Zupełnie jakby czas
się dla nich zatrzymał. Oprócz
wyglądu nie zmienił się także przyjazny uśmiech tej
dwójki.
— No,
Naruto, dzisiaj cię tu jeszcze nie było — zagadnął właściciel
wesoło. Uważnie zlustrował
klientów ciepłym spojrzeniem. — I widzę, że dzisiejsze pogłoski
okazały się prawdziwe. Wróciłeś do wioski już na stałe,
Sasuke?
Uchiha umiejętnie ukrył
zdziwienie, jakie poczuł po usłyszeniu tych słów, wypowiedzianych
tak miłym tonem. Nabrał większą dawkę powietrza do płuc.
— Na czas nieokreślony.
Teuchi kiwnął głową w
zamyśleniu.
— W każdym razie, cieszę
się, że tu wpadłeś. W końcu dotychczas miałem okazję gościć
tylko jednego z dwóch bohaterów Czwartej Wielkiej Wojny Shinobi. —
Sasuke poczuł się niezmiernie dziwnie. Częściej traktowano go
nieprzychylnymi wypowiedziami i spojrzeniami, niźli jakąkolwiek
aprobatą lub podziwem. Coś tak niespodziewanego wprawiło go w
niemałą konsternację. Nie potrafił znaleźć słów na tyle
odpowiednich, ażeby jakkolwiek to skomentować. Przemilczał więc
słowa starszego mężczyzny. — No, chłopcy, to co zamawiacie?
Dziś dla bohaterów wojennych przysługuje rabat!
Po krótkim namyśle obaj
zamówili to samo: uwielbiany przez Naruto ramen z dodatkiem miso.
— Jakiś
plan działania? — zaczął Sasuke, podpierając się rękoma o
czerwony blat. Westchnął, kiedy przyjaciel spojrzał na niego
niezrozumiale. — Ataki, młocie. Dobrze byłoby mieć punkt
zaczepienia. Póki co nasuwa mi się jedynie Sunagakure.
Uzumaki
wydobył z siebie pomruk zastanowienia, palcami pocierając
podbródek. Widocznie usiłował zebrać wszystkie znane mu fakty do
kupy; Uchiha podejrzewał, że nie było tego wiele.
— Ej! Tylko nie młocie,
ty kretynie! — sarknął Uzumaki, krzyżując ramiona na piersi i
marszcząc brwi. Po paru sekundach boczenia się wyprostował plecy i
westchnął. Przybrał poważniejszą mimikę. — Tak właściwie
wiem niewiele więcej niż ty. Też myślałem nad Piaskiem, ale
żadne z dotychczasowych śledztw w tamtych okolicach nic nie dały.
Ludzie się niepokoją, a my jako shinobi mamy związane ręce.
— Do tego dochodzą te
stwory na północy — wtrącił Sasuke, kiedy właściciel lokalu
postawił na blacie dwie porcje zupy i życzył smacznego posiłku. —
Choć ciężko powiązać te dwie sprawy, kiedy Kraj Wiatru od Kraju
Błyskawicy oddziela Kraj Ognia. To zupełnie inne rejony.
Uchiha nieśpiesznie nabrał
pałeczkami pierwszą porcję makaronu, podczas gdy Uzumaki zajadał
się w najlepsze.
— Mimo to do porwań i
mordów dochodziło głównie na terenie Krajów Ognia i Wiatru. A
wersję, w której to jedna z tych kreatur znalazła się w kryjówce
naszych wrogów, potwierdza nie tylko ten wspomniany przez Kakashiego
shinobi... Ale również Kiba. — Naruto odstawił pałeczki na
blat, choć w misce wciąż tkwił posiłek. — I tu dochodzimy do
interesującego cię tematu, poruszonego przeze mnie w gabinecie
Hokage.
Sasuke przyjrzał się
przyjacielowi i uniósł jedną brew.
— Nie, żebym w ogóle o to
zapytał. — Wzruszył ramionami. — Ale mów.
Domyślił się, że
przyjaciel szukał odpowiednich słów, ponieważ cisza przed
kolejnymi słowami Uzumakiego trwała długo. Za długo jak na niego.
— Rok temu Sakura-chan, Kiba
i Shikamaru wyruszyli na misję. Mieli tylko pomóc w czymś w
Kumogakure. Zanim zdążyli przekroczyć granicę Kraju Ognia, coś
poszło nie tak. Przepadli bez śladu na prawie miesiąc. Odnaleziono
ich w pobliżu Wioski Piasku, czyli jak trafnie zauważyłeś, w
zupełnie innym rejonie. Shikamaru zeznał, że ogłuszono ich i nie
zdążyli się nawet zorientować, że ktokolwiek ich śledzi. Kiba
wspominał o obecności jakiegoś białego stwora tam, gdzie ich
trzymano. — Naruto przełknął ślinę. Jego wzrok uciekał
nerwowo przed czarnymi oczami. — W szczegóły nie będę się
teraz wdawał, ale jest coś, o czym nie chciałem wspominać ci w
listach, Sasuke. Tylko przy spotkaniu twarzą w twarz, choć od ich
odnalezienia minął już rok.
Głos Bohatera Liścia drżał.
Sam Naruto stał się jakiś niepewny, niemrawy i wydawał się
stracić apetyt.
Sasuke bezwiednie zacisnął
pięść.
— Stało się coś —
stwierdził chłodno, stanowczo. Bez cienia wątpliwości.
A Naruto przytaknął.
— Powiedz, Sasuke —
mruknął nagle Uzumaki, jakby zmieniając temat. Sasuke jednak
pozwolił mu kontynuować. — Obiecałeś jej, prawda? Wrócić do
wioski. Powiedziałeś jej, że zobaczycie się następnym razem.
Spadkobiercę Sharingana
natychmiast nawiedził obraz sprzed półtora roku, kiedy po wojnie
wyruszał w swoją podróż. Kiedy się żegnał.
— Obiecałem.
Naruto ponownie skinął
głową, a Sasuke coraz mniej podobała się ta wymiana zmian.
Zupełnie nie wiedział, czego mógł się spodziewać. Mimo to
postanowił zachować spokój i nie pospieszać przyjaciela w
wyjaśnieniach.
— Domyślam się więc, że
jeszcze dziś będziesz chciał tę obietnicę spełnić —
powiedział w zamyśleniu, jakby nieświadomy swoich słów. — Bo
widzisz, Sasuke, też jej coś obiecałem. Dawno temu obiecałem ją
chronić, żeby ani jeden włos z głowy jej nie spadł. I
spieprzyłem to, Sasuke. Spieprzyłem na całej linii — warknął,
otwartą dłonią uderzając w blat. Naczynia zadrżały, wydając
charakterystyczny odgłos, a ich zawartość prawie się wylała.
— Co się tam wydarzyło, u
diabła?
Sasuke zaciskał swą pięść
coraz mocniej i mocniej, zupełnie tego nieświadom.
— Miałem iść na tę misję
razem z Kibą i Shikamaru, ale złamałem w tamtym czasie rękę.
Dlatego na moje miejsce wskoczyła Sakura-chan. I nigdy sobie tego
nie wybaczę, dattebayo. — Naruto westchnął i wbił harde
spojrzenie niebieskich oczu w Sasuke. — Jeżeli zamierzasz się z
nią spotkać, muszę cię uświadomić w czymś cholernie ważnym.
Torturowano ich tam, to wiesz. Sakurę-chan niejednokrotnie tam
podduszono. Przez to jej struny głosowe zostały uszkodzone i nawet
babunia Tsunade nic z tym nie potrafi zrobić. Nasza Sakura-chan jest
niemową, Sasuke. Od cholernego roku nie mówi, bo ja wtedy złamałem
rękę i to ona wyruszyła na tę cholerną misję. Nie wspomnę już
nawet o atakach paniki, jakie do dziś jej towarzyszą.
Sasuke Uchiha szybko pożałował
swojej dociekliwości.
Od autorki: Witam
ponownie na The Silent Scream, Kochani! Niektórzy znają mnie
zapewne z pierwszej wersji tego bloga, inni są tu pierwszy raz, ale
mimo to mam nadzieję, że pierwszy rozdział nie zawiódł.
Wierzcie mi, naprawdę mam
nadzieję, że uda mi się doprowadzić do końca nową odsłonę tej
historii i nie porzucę jej po siedmiu rozdziałach, jak ostatnio.
Postaram się walczyć, ale nie ma co ukrywać, że jestem z tych
autorek, które piszą rozdział miesiącami, dlatego nie chcę
niczego obiecywać. Po prostu postanowiłam podjąć tę próbę
przez zbyt wielki sentyment do tego bloga (zachęcam do odwiedzenia
zakładki o blogu).
Także trzymajcie kciuki i
jeżeli ktoś spodziewał się kontynuacji tamtego opowiadania,
zamiast jego nowej wersji — przepraszam. Naprawdę przepraszam, ale
nie byłam w stanie. Niemniej historia będzie biegła całkiem
podobnym torem i główny wątek fabularny wciąż pozostaje bez
zmian. Zachęcam do pozostania — skrycie liczę na to, że razem
damy radę poznać zakończenie tego bloga.
I tak, wiem, Noctis w
nagłówku, a nie Sasuke, ale ćśśś, to tylko szczegół. Lubię z
nim nagłówki, no, świetne arty z nim powstają, a obaj są — nie
oszukujmy się — jak dwie krople wody.
No to ten, do następnego, a
kto jeszcze nie czytał mojego drugiego bloga — zapraszam na już
zakończone Sześć godzin, również SasuSaku w kanonicznym
świecie.
Pozdrawiam! ♥
PS Żeby lepiej zrozumieć ten
rozdział, zalecam przewertowanie mapy świata Naruto.
AAAAAA! Boże no to mnie ucieszyłaś powrotem na ten blog!
OdpowiedzUsuńKurcze krzyki kobiecej shinobi na bank Sakura i pewnie Sasuke sobie to brutalnie uświadomił.
Ach czuć tu klimat oryginalnego Naruto. Podejrzane ataki, dziwni tajemniczy shinobi - Sasuke jest sasukowaty, Naruto taki dattebayo i oczywiście Sakura, którą chłopaki będą chronić za wszelką cenę.
W sumie nawet dobrze, że zaczynasz od nowa - fajnie znowu zacząć historię od początku i czuć ekscytację na nowy rozdział. Gdybym mogła też bym się nie bawiła w kontynuowanie.
Trzymam kciuki żeby udało się doprowadzić historię do końca!
Skoro Ty się cieszysz, to i ja się cieszę! :D Powiem tak: co się wydarzy lub też wydarzyło, to się jeszcze okaże, ale uprzedzam — bohaterowie nie będą mieli lekko. ;)
UsuńYup, lepszej decyzji odnośnie tego bloga, jak zaczęcie go od nowa, podjąć chyba nie mogłam. Od razu jakoś mi lepiej z myślą o nim.
"Gdybym mogła teżbym się nie bawiła w kontynuowanie." ughh, ile bym dała, żebyś w ogóle wróciła do pisania, dziewczyno, seerio. ._.
Dziękuję za komentarz i pozdrawiam! ♥
O boszzzz, pomysł na to opowiadanie jest po prostu genialny. Naprawdę nie spordziewałam się, że ktokolwiek może wpleść do świata Naruto jakieś białe stwory, które przypominają mi yeti. Bardzo agresywne yeti xD
OdpowiedzUsuńSama kreacja Sasuke przyprawia o coarki. Nie mogę rozgryźć czy jest to bohater zły, dobry czy neutralny. Może i działa w imię wioski, ale jego myśli i zachowanie wskazują na duże powiązanie z ciemną stroną mocy xDD
Sakura niemowa, omygy. To sprawia, że wątek SasuSaku staje się jeszcze bardziej wciągający. Zastanawia mnie ich pierwsze sporkanie. Najbarfziej reakcja Sasuke na widok dziewczyny, która z pewnością przeszła sporą przemianę, zwłaszcza wewnętrzną.
Właściwie, nic dodać, nic ujac. Kolejna perełka do czytania.
Pozdrawiam cieplutko,
Yakiimo ♥️
PS. przepraszam za błędy, ale pisanie komentarza z telefonu jest straszne xD
UsuńBARDZO AGRESYWNE YETI, KOCHAM NO!
UsuńObawiam się, że Sasuke chyba sam jeszcze nie może tego rozgryźć. Skoro przy temacie ciemnej strony mocy jesteśmy — Anakin też przez pewien czas miał dylemat i cóż... wiadomo, jak się sprawy potoczyły. X D
*pssst* spoko, mnie też jeszcze zastanawia ich pierwsze spotkanie, na żywioł chyba pójdę *pssst*
Dziękuję za komentarz i pozdrawiam! ♥
Warsztatowo od razu lepiej. Dobrze, że zaczęłaś od nowa tę historię. Coś mi świta ta fabuła, ale nie do końca. W sumie może to i lepiej, będę miała niespodziankę. Piszesz lekko i oczy same płyną po zdaniach.
OdpowiedzUsuńPodoba mi się, że to historia w dużej mierze z perspektywy Sasuke. Moim zdaniem to dość wymagająca postać i bardzo wysoko postawiłaś sobie poprzeczkę. Jestem niezwykle ciekawa rezultatów. Mało jest opowiadań z perspektywy Uchihy. No, no powodzenia ;)
Ten kobiecy krzyk z początku rozdziału, to chyba Sakura. Jestem ciekawa kiedy nasz emoboy połączy te fakty ze sobą i jaka będzie jego reakcja.
Chyba każdy tutaj czeka na ich spotkanie. Ja również. Opisywanie scen SasuSaku wcale nie należy do najprostszych zadań. Mam mimo wszystko nadzieję, że nie będziemy musieli czekać kilka miesięcy na to cudo, bo włosy z głowy będę sobie wyrywać z ciekawości.
Pozdrawiam ciepło,
Wiktoria K.
Chyba nie ma dla pisarza lepszej opinii, niż ta mówiąca o poprawie warsztatu. Serio, czuję się o wiele bardziej zmotywowana, gdy widzę, że moje umiejętności naprawdę zaczynają się rozwijać, zatem bardzo, ale to bardzo dziękuję!
UsuńZrobię co w mojej mocy, aby czas oczekiwania faktycznie nie wynosił kilku miesięcy. :D
Pozdrawiam! ♥
Doczekałam się! :D
OdpowiedzUsuńRozdział bardzo mi się podobał i nawet nie wiesz, jak się cieszę, że wróciłaś do tego bloga <3
Ciekawa jestem spotkania Sasuke z Sakurą. Mam nadzieję, że Sasuke będzie trochę mniej oziębły w sotsunku do niej. ;)
Ale ciekawi mnie też ten motyw porywanych shinobi i tych potworów, co Sasuke przyciąga. xD On jest sexy i w ogóle, no ale żeby takie stwory...? xD
Buziaki!~
Ach, jeśli na początku rozdziału to Sakura tak krzyczała, to kiedy Sasuke zda sobie z tego sprawę, że ją zignorował i pozostawił na pastwę losu...
UsuńO rety. Czuję emocje, dużo emocji. :D
Doczekałaś się, doczekałaś!
UsuńCóż, bardziej oziębły niż w przypadku mojej drugiej historii chyba być już nie może, mam nadzieję. XD
No nawet Naruto zauważył, że kolejni wielbiciele, no! Taki sexy ten Sasuke. :D
Dziękuję za komentarz i pozdrawiam! ♥
Jak wiesz jestem świeżo po "Sześć godzin". Idąc za ciosem postanowiłam zerknąć, co to tu jeszcze naskrobałaś.
OdpowiedzUsuńNie zawiodłam się! 6G miałam podane na tacy, w całości, nie musiałam na nic czekać, a tu... Ja już czuję ten dreszcz ekscytacji na kolejny rozdział! Już bardzo dawno nie doświadczyłam tego uczucia, więc jest ono dla mnie jeszcze silniejsze. Hahahah... mam nadzieję że nie będę musiała czekać kilku miesięcy, chociaż wiem że będzie warto.
Zastanawia mnie kilka rzeczy, czy to faktycznie Sakura krzyczała? Sprawdziłam jeszcze raz w tekście, że Sasuke upewnił się wtedy, że był to 2 maj. A przybył do Konohy w czerwcu, ale nie ma podanych lat, więc to mogła być ona. Myślę, że ta konkretna data nie jest podana przypadkowo, być może ktoś z porwanych ją poda? :)
No i czym są te biały stwory?! Twój opis ich ataku na wioskę skojarzył mi się z tytanami z "Attack on Titans", ale takimi połączonymi z Białymi Zetsu. Połączenie idealnie złe :D
Po rozmowie Temari z Sakurą nie zorientowałam się w ogóle, że Sakura jest niemową! Tak to było poprowadzone, że byłam pewna, że nie odzywa się ze względu na swój kiepski stan psychiczny. A tu proszę! Tytuł nabrał sensu. Przeżyłam szok, jak Naruto opowiadał o tym Sasuke.
Sasuke,ty seksowna bestio! Przynęto na dziwaczne stwory!:D Fajne były te humorystyczne nawiązania Naruto, uśmiałam się. Takie rozluźnienie przed najbardziej smutną częścią. Właśnie! Czy tylko ja zauważyłam, jak w miarę opowieści Naruto, Sasuke zaciskał coraz bardziej pięść? On to autentycznie przeżywał! Tym bardziej interesuje mnie ich spotkanie :D
Wspomnę jeszcze, że te kilka lat temu byłam aktywna w blogosferze i nie pamiętam żebym przeczytała twoje opowiadanie, a twój nick kojarzę... Jak to możliwe to nie wiem, ale w sumie mnie to cieszy, bo teraz będę mieć jeszcze więcej niespodzianek. Będę ci mocno kibicować, żebyś nie poprzestała na tych 7 rozdziałach! Jednak rozumiem jak to jest. Ja na swoim blogu opublikowałam prolog i aż 3 rozdziały w dużych odstępach czasu i... już dalej nie mogłam, a ostatnio znowu zaczęłam myśleć nad tą nieopowiedzianą historią, właśnie z sentymentu. Także tym bardziej będę za Ciebie trzymać kciuki, żeby wszystko szło do przodu ;)
Aaa... jeszcze z technicznych rzeczy, nie wiem czy to tylko na moim telefonie, ale czcionka w jednej z wypowiedzi Temari nagle jest większa. I gdzieś tam na początku rozmowy Naruto z Sasuke o tych stworach zamiast "kreatur" jest słowo "kreatów".
Ech,no to teraz będę umierać w oczekiwaniu. Rozdział przeczytałam już 2 razy, a rozmowę na ramenie... No więcej jak te 2 xD
Życzę dużo weny i czasu!
Pozdrawiam cieplutko! ❤
O mamciu, znów Twój komentarz zrobił na mnie wrażenie.
UsuńUhuh, widzę, że niezły z Ciebie detektyw. Uwielbiam czytać przeróżne teorie czytelników, tym bardziej Twój komentarz sprawił uśmiech na mojej twarzy. Niemniej odpowiedzi na pytania dostaniesz dopiero w dalszym ciągu historii. :D
Yakiimo o Yeti, Ty o "Attack of Titans". Kocham takie skojarzenia, no! XD
Kurczę, ale powiem Ci, że Twój nick również kojarzę, ale nie mogę przypomnieć sobie Twojego bloga. :( Hm, skoro znów zaczęłaś nad tą historią myśleć, może warto trochę bardziej się w temat wdrążyć? ;)
O, faktycznie, dziękuję za wskazanie literówki — pędzę ją poprawić. Tekst rzeczywiście w tamtym momencie jakby zmienił swoją wielkość, więc postaram się coś z tym zrobić. Pytanie tylko, czy Blogger mi na to pozwoli...
Dziękuję za słowa wsparcia oraz za tak miły i wyczerpujący komentarz! Naprawdę nic tak nie motywuje jak Wy! Kocham, no!
Pozdrawiam serdecznie ♥
Nie pamiętam tego dokładnie, ale WYDAJE mi się, że kiedyś bez powodzenia próbowałam przebrnąć przez pierwszą część opowiadania... ale pewności nie mam. Niemniej jednak jestem tu teraz i mam nadzieję towarzyszyć Ci aż do końca. :) Doskonale rozumiem Twoją sytuację z TSS, bo sama mam podobnie z Czarnym Kotem i obecnie też próbuję dokończyć drugą wersję. Ale do rzeczy!
OdpowiedzUsuńJak... jak ten Sasuke mnie denerwuje! xD To jest chyba jedyna postać m&a,, którą kocham, ale to jest bardzo burzliwa miłość, pełna sprzecznych emocji. No ale z drugiej strony go trochę rozumiem. Chociaż to porzucenie tej 3 shinobi nadal jest niewybaczalne, ok? Mam nadzieję, że dopadną go wyrzuty sumienia.
Naruto to jest taki przymilaśny, no nie da się go nie kochać. I ta akcja z mieszkaniem xD Liczę na jakieś ciekawe akcje, hi hi. :)
Jak przeczytałam, że Sakura nie może mówić, to miałam takie: halo, co? Nawet wróciłam do poprzedniej części i faktycznie, nie powiedziała ani słowa! Nie ukrywam, że taki obrót spraw jest... bardzo ciekawy. Poza tym masz całkiem przyjemny styl i z taką płynnością czytałam ten rozdział.
Weny życzę :3 Buziaki!
Cieszę się, że zajrzałam na ten blog.
OdpowiedzUsuńPodoba mi się szablon i kolory, które są takie typowo Saskowe :D
Co do samej treści rozdziału, czytałam go chyba na jednym tchu, no maksymalne skupienie :D Widzę drugi maj będzie tutaj miał znaczenie. 2 maja mam urodziny :D Kurde, na początku to chyba na pewno była Sakura. Ech, co za ironia losu :/ Fajny jest ten Twój Sasuke, w ogóle cały ten rozdział, jak z nowelki. A ostatnia informacja o Sakurze to szok. Musiałam wrócić i faktycznie nic nie mówiła :o Masakra.
Życzę Ci duużo weny, bo to opowiadanie zakłada się naprawdę dobrze!
I żeby nie skończyło się na siedmiu rozdziałach, a na epilogu :)
Dodaję do linków i z niecierpliwością czekam na dalszy rozwój wydarzeń.
Pozdrawiam <3
JAK JA SIĘ CIESZĘ!!!
OdpowiedzUsuńCzytałam pierwszą wersję i się zakochałam w opowiadaniu!!
Cierpliwie czekałam aż wrócisz!! I się doczekałam!!
Bardzo się cieszę! Cieszę ! Cieszę!!
Życzę weny!!
Ps. W tym również opowiadaniu się zakochałam! Jest jeszcze lepsze! o ile to możliwe , bo piszesz zawsze fenomenalnie!!
Pozdrawiam!
MAKO :D
Można gdzieś przeczytać pierwszą wersję opowiadania? ��
OdpowiedzUsuńWłaściwie to miałam ją opublikować, ciągle mam ją na docsach, także proszę bardzo: [link] :3
UsuńDziękuję!!! Cudowne opowiadanie. Twój Sasuke jest zajebisty. Nie mogę się doczekać drugiego rozdziału tej nowej wersji !! :)
UsuńDziękuję ♥
OdpowiedzUsuńWitam ! Cudowny blog :) kiedy można się spodziewać kolejnego rozdziału? Bo od dwóch miesięcy codziennie patrze czy już się pojawił ��
OdpowiedzUsuńA dzisiaj! :D
Usuń