niedziela, 7 października 2018

rozdział 1


Przybyła niespodziewanie — horda stworzeń z północnego-wschodu. Szaro-białe kreatury wysokie na ponad dziesięć stóp, uzbrojone w potężne maczugi, opancerzone kolcami, butnie przemierzały alejki. Wśród nich znalazły się także mniejsze osobniki, lecz szybsze i zwinniejsze. Taranowały stoiska, wypełniały sobą większe uliczki. Krzyki ich ofiar niosły się po osadzie, głośne i przeraźliwe.
Krew doszczętnie zbrukała niewielką wioskę.
Sunął przez drogi usłane trupami mieszkańców. Prędko powalał przeciwników, jeszcze na długo, zanim w ogóle zdążyli go zauważyć. Czerń ciekła z rozpruwanych ciał, ale kolor ten nie dorównywał ich oczom — smolistym, zimnym, nieprzeniknionym. Pochłaniały wszystko i bezdusznie otumaniały. Paraliżowały. Więziły. Ślepia te zapowiadały koniec; wymalowana w nich śmierć śmiała się z każdej zdobyczy.
Stworzenia i ich złowróżbne oczy w istocie przerażały.
Niemniej jednak Sasuke Uchiha pozostał niewzruszony, z mrokiem bowiem sprzymierzył się dawno temu i nigdy nie zerwał tego sojuszu całkowicie. Dlatego raz za razem wyrzynał wrogów, delektując się ich omylnością i nadchodzącą zgubą. Otrzymane zlecenie, jak się okazało, nie należało do trudnych.
Jeden z nich głośno zaryczał. Wyróżniał się spośród pozostałych — był masywniejszy, wyższy o głowę, albo dwie. Wbił czarne ślepia w mężczyznę, którego długi płaszcz powiewał na wietrze. Obaj zamarli na moment, tocząc walkę na spojrzenia, a stworzenia wokół jakby wyczekiwały — Sasuke nie wiedział czego.
Olbrzym postawił pierwszy krok w jego stronę — tak potężny, że posadzka oraz ściany pobliskich budynków zadrżały. Rozdziawiwszy paszczę, wydał kolejny ryk, tym razem donośniejszy, długi i wyzywający. Z wielkiego pyska pociekła gęsta ślina, a odór rozniósł się po okolicy. Shinobi mocniej pochwycił swoje Kusanagi, w myślach szacując szanse na przebicie mieczem grubej warstwy skóry potwora. Z bliska wyglądała niczym poszarzała skorupa.
Nie zgłupiał; nie było na to szans. Schował broń do pokrowca.
Wtedy bydlę podeszło jeszcze bliżej, warcząc i charcząc. Podniósł łapsko, zaciskając pięść, aby w zawrotnym tempie wymierzyć ją w stronę mężczyzny. Ten natychmiastowo odskoczył, zdziwiony szybkością, z jaką stworzenie wykonało atak. Kątem oka spostrzegł, jak pozostałe stworzenia nieśpiesznie zatapiały się w brukowej kostce.
W pierwszej sekundzie pomyślał o technice Białego Zetsu.
Czym wy, do licha, jesteście?
Odskoczył ponownie, kiedy kolejny cios tego największego zmierzał w jego stronę. Kiedy znów chybił, zawył głośno, wyraźnie niezadowolony i rozjuszony. Sasuke natomiast nie tracił więcej czasu; aktywował Sharingana.
Wtedy ostry, nagły ból rozszedł się wokół prawej skroni chłopaka, pulsując i przyćmiewając zmysły. Ledwie uniknął następnego ataku. Odskoczył w miejsce bardziej zabudowane, aby wielkolud nieprędko go zauważył. Kilka sekund później Uchiha poczuł krew w ustach — spływała z oka, po policzku. Świat zawirował. Nachylił się nad ziemią, odczuwając mdłości. Obraz się rozmazywał, a przydługa grzywka dodatkowo ograniczyła pole widzenia. W końcu dezaktywował kekkei genkai. Próbując doprowadzić się do porządku, nabrał kilka głębszych wdechów i z trudem przełknął ślinę.
Pilnował poczynań wyprowadzonej z równowagi kreatury, próbującej go wywąchać. Najprawdopodobniej okazało się to niemożliwe przez niewyobrażalne ilości krwi — pobratymców olbrzyma oraz mieszkańców tej wioski. Sasuke wstał, orientując się, że ślęczał w wielkiej, czerwonej kałuży. W pobliżu wciąż nie było nikogo innego; żadne z tych stworzeń nie pojawiło się tu ponownie, odkąd zniknęły. Wszyscy mieszkańcy natomiast uciekli daleko od wschodniej części osady.
Pastw się nad nim. Chcesz tegobrzmiał cichy głos w głowie Uchihy. — Chcesz, aby cierpiał. P ł o n ą ł.
Dlatego postanowił sprawić mu tortury.
Pomimo dolegliwości, zaryzykowł. Zignorował ból i możliwe konsekwencje. Ponownie zasięgnął mocy kekkei genkai, kiedy spojrzenia mężczyzny oraz olbrzyma skrzyżowały się.
Amaterasu.
Czarne płomienie chłonęły stwora długie minuty, a jego ryk niósł się wokół.
Zgasił je, dopiero gdy ciemny popiół porwał wiatr, a nagła cisza skalała okolicę.
Wtedy usłyszał kobiecy krzyk. Dobiegał zza masywnego muru wioski — spoza pola bitwy. Znad ceglanej ściany nie wyglądały żadne ogromne łby, a więc dziewczyna nie padła ofiarą nieznanych nikomu kreatur. Dopadło ją coś innego. Sasuke, wyczuliwszy zmysły, uchwycił siedem osób władających czakrą.
Shinobi.
Troje z nich, w tym prawdopodobnie drąca się wniebogłosy dziewczyna, wydawało się znacznie osłabionych. Leżeli na ziemi, nad nimi stała pozostała czwórka, najpewniej napastnicy. Wrzaski urywały się co jakiś czas, zupełnie nagle. Nie wiedział czemu — mógł jedynie przypuszczać, że oponenci próbowali skutecznie uciszyć ofiarę.
Uchiha odwrócił się w stronę zupełnie przeciwną. Nie zamierzał się mieszać.
Zmarnował już zbyt wiele czasu. Wykonanie zadania, za które spodziewał się pokaźnej sumy pieniędzy, zajęło dłużej, niż przypuszczał. Musiał jeszcze udać się do wieśniaków po należne za przepędzenie stworów. Wracały tu co jakiś czas już od paru tygodni, dlatego Sasuke mógł ugrać dobry interes na ich ubiciu. Zarabiał w podobny sposób już od pół roku — od zakończenia Czwartej Wielkiej Wojny Shinobi — kręcąc się co jakiś czas po mniejszych wioskach i wykonując różnego rodzaju zadania.
W każdym razie nagroda czekała na niego w zachodniej części osady tam, gdzie było najbezpieczniej. Pomyślał chwilę i upewniwszy się, że w kalendarzu na pewno widniała data drugiego maja, ruszył przed siebie.
Wciąż słyszał wrzaski maltretowanej kobiety. Nie zawrócił. Czekała go jeszcze kilkugodzinna podróż do Kumogakure, czyli na wschód. U Raikage miał stawić się wieczorem, aby osiąść w Wiosce Chmury na jakiś czas. Chciał zdążyć przed zmrokiem — bądź co bądź Raikage nie pałał do niego sympatią, zatem lepiej było nie nadwyrężać jego cierpliwości.
W końcu zapadła zupełna cisza, pusta i nieprzerywana już żadnymi krzykami. Sasuke brnął więc dalej, bez najmniejszych wyrzutów sumienia. Nie zastanawiał się nawet, czy dziewczyna zdawała sobie sprawę z jego obecności.
Najpewniej i tak padła już martwa.

***

Szedł niestrudzenie. Jego sylwetka malowała się na horyzoncie już od dłuższego czasu, lecz dla osób stojących przed bramą zapewne wciąż zdawała się kroczyć daleko. Płaszcz schował już dawno, gdy tylko przekroczył granice i stopniowo zaczął odczuwać ocieplenie. Upchnął odzienie do torby przewieszonej przez ramię. Sapał lekko, zgrzany od doskwierającego upału. Czerwiec tego roku okazał się bezlitosny dla Kraju Ognia. Sasuke w duchu przeklinał zbyt długi postój, na który się zdecydował. Gdyby nie to, w wiosce byłby już z samego rana — wtedy nie szedłby usypaną drogą, wystawioną na żar słońca, w samo południe. Westchnął cicho, zirytowany.
W kieszeni spodni ciążył mu list. Wezwanie — od samego Hokage. Był potrzebny. Pilnie, tyle tylko wiedział. Dlatego jak rozwinął zwitkę, dostarczoną przez prążkowanego jastrzębia, i przeczytał tych kilka słów, od razu spakował się i wyruszył.
Kakashi — mruknął i nieznacznie skinął głową w przywitaniu. Nie ukłonił się na widok głowy wioski, jak to inne osoby miały w zwyczaju. Przeszło mu przez myśl, że mistrz z dziecięcych lat nie postarzał się tak bardzo. Na pierwszy rzut oka zmarszczek nie przybyło, ale na twarzy mężczyzny widniało wyraźne zmęczenie.
Jak zawsze punktualny. Witaj, Sasuke. Dobrze cię widzieć. Jak podróż?
Oczy Szóstego zdawały się zaciekawione i jakoby przenikliwe. Policzki, nos, usta i brodę szczelnie okrywała czarna maska, od lat nieodłączny element jego stroju. Przenikał przez nią słaby uśmiech.
Względnie — odparł. — Ciepło trochę. Na północy lepiej. Po co mnie wezwałeś?
No proszę, bezpośredni jak zawsze. — Hatake zaśmiał się pod nosem.
Hej, Sasuke! Nawet się nie przywitasz z najlepszym przyjacielem — wciął się Naruto. Stał nieopodal, ze zmarszczonymi brwiami i rozbawionym spojrzeniem. Ramiona złożył pod piersią. Postawiwszy kilka kroków, wyszedł naprzeciw chłopakowi. — Półtora roku, a ty jak zwykle tylko konkrety, bałwanie! Nawet listów żeś nie słał pierwszy. Ja musiałem.
Sasuke obrzucił go wzrokiem. Pierwsze, na co zwrócił uwagę to przystrzyżone włosy — zupełnie niewspółgrające z dawnym obrazem Uzumakiego — które obwiązał ochraniaczem ze znakiem rodzimej wioski. Czarno-pomarańczową bluzę zamienił na czarną, cienką kurtkę z postawionym kołnierzem. Wciąż nosił stare dresy, a na prawej nodze miał kaburę. Wprawdzie fizycznie wydoroślał, ale Uchiha nie oczekiwał zbyt wiele w kwestii zachowania.
Czy naprawdę musisz tak się drzeć, młocie, już na samym początku?
Naruto zacisnął pięści — jedną swoją, drugą zabandażowaną protezę — ewidentnie przygotowując kolejną odzywkę; już nawet otworzył buzię, aby dalej się przekomarzać.
Dobra, dzieciaki! — wtrącił się Szósty. — Brama Konohagakure nie jest najlepszym miejscem na tego typu rozmowy. Zapraszam do gabinetu. Tam przedstawię ci szczegóły, Sasuke. No, co tak stoicie? Chodźcie. — Machnął ręką zachęcająco.
Ruszyli.
Wioska iście tętniła życiem. Mieszkańcy korzystali z letniej pogody, ochoczo zalewając alejki. Pokaźne stoiska wystawiono przed budynkami wypełnionymi tłumami, a z barów dobiegała muzyka. Rozmawiano, tańczono, ganiano się. Sasuke nie umknęło raz za razem powtarzane jego nazwisko, coraz częściej, coraz głośniej. Zauważono go niemal od razu — ciemno ubrany, z grobową miną, u boku Hokage oraz Bohatera Liścia wyróżniał się od razu; a ludzie go znali. Trochę z opowieści, trochę z plotek. Niektórzy słyszeli, a nawet byli świadkami jego wojennych zasług, inni zaś pamiętali zdradę Konohagakure. Szeptali między sobą. Obserwowali każdy ruch Uchihy.
Widzę, że twój powrót już wzbudził zainteresowanie — mruknął Naruto, obrzucając wzrokiem ciekawskich gapiów. Sasuke tego nie skomentował, przyzwyczajony do podobnych sytuacji.
Jak zawsze w centrum uwagi — spostrzegł Hatake. — Powiedz no, mój mały uczniu, gdzie podróżowałeś przez minione miesiące? Ostatni raz byliśmy w kontakcie, gdy zatrzymałeś się w Kumogakure.
Kręciłem się po mniejszych wioskach — odpowiedział, kiedy skręcili za jakąś kawiarnią. — Kilka tygodni spędziłem w Sunagakure, później miałem sprawy w Kraju Rzek, dokładniej w Takumi. Nieistotne, niezwiązane z misją. Niedługo potem wróciłem na północ. Znów były ataki. Wracam z Shimogakure. Tamtejsze klimaty zupełnie różnią się od tutejszej pogody.
Ach, Shimogakure. — Szósty westchnął. — Mroźna kraina. Pewnie trochę potrwa, zanim przestawisz się z ujemnych temperatur na ten upał.
W końcu spostrzegli biuro Hokage — ogromny budynek w samym centrum Konohagakure. Znad niego wyłaniały się rzeźby dotychczasowych dowódców wioski, niewzruszenie spoglądające na wciąż trwającą historię Liścia. Wyżej, tuż nad skałą z sześcioma twarzami, pracowały dźwigi i dziesiątki robotników.
Widzę, że remonty nadal są w toku.
Przez ostatnie półtora roku mieszkańcom i robotnikom udało się naprawić szkody powstałe wskutek wojny. Teraz cała wioska pracuje nad rozbudowaniem Konohagakure — odpowiedział Kakashi. — Od nastania ery pokoju szlaki handlowe bardzo się poprawiły, więc możemy sobie na to pozwolić. W dodatku przyrost naturalny po wojnie gwałtownie skoczył do góry, co jest dobrym uzasadnieniem zapotrzebowania na większą ilość mieszkań. Z tego względu pracujemy też nad drapaczami chmur.
Sasuke skinął głową, natychmiast przyswajając nowe informacje. W istocie — zarówno Konohagakure, jak i cały świat, stawał na nogi po tragicznych wydarzeniach sprzed miesięcy. Wszystko w zastraszającym tempie szło do przodu.
A jednak...
Radzę wam korzystać z tych standardów, póki to możliwe — rzucił Uchiha, kiedy wreszcie weszli do gmachu, gdzie dalej szli długim korytarzem. Powietrze naraz stało się bardziej rześkie. — Pokój nigdy nie trwa wiecznie.
Od tego jesteśmy my! — wtrącił Naruto, pokonując prowadzące w górę stopnie. — I nowe pokolenia. Wspólnie zadbamy o to, żeby kolejne lata biegły spokojnie, dattebayo!
Stanęli przed drewnianymi drzwiami. Kakashi włożył nieduży klucz do zamka i przekręcił.
Mimo to wciąż mają miejsca ataki, o których nic nie wiemy — skwitował Sasuke, przekroczywszy próg okrągłego gabinetu. Od razu spostrzegł, że był czystszy niż dawniej; ustawione pośrodku biurko niemal lśniło, papiery i zwoje ułożono w należytym porządku, a ściany o orzechowym odcieniu niewątpliwie odmalowano jakiś czas temu. — Czyżbyś dlatego mnie wezwał, Kakashi?
Szósty podszedł do dziewięciu ogromnych okien, umiejscowionych zaraz za biurkiem, rozpostartych niemal na połowę pomieszczenia. Czujnie spoglądał przez nie na Konohagakure.
Przez jakiś czas będziesz potrzebny tutaj, Sasuke. — Kakashi poprawił maskę na twarzy, a Naruto postawił kilka kroków w stronę biurka. — Nie wiemy, czym są te istoty, które pojawiają się zupełnie znienacka i tak samo po prostu znikają. Nie mamy też pojęcia, kto je nasyła. Dotąd najwięcej tych ataków odnotowano na północy. Co ciekawe, tylko wtedy, kiedy ty tam byłeś. O czym zresztą już wspominałem w listach do ciebie. Dlatego jesteś potrzebny, ponieważ tylko ty z całej wioski z nimi walczyłeś i zdaje się, że działasz na nie jak magnes.
Ktoś tu nie może odpędzić się od wielbicieli — parsknął Naruto, mierzwiąc włosy dłonią. Uchiha puścił kąśliwą uwagę przyjaciela mimo uszu. — Jakkolwiek okropni by nie byli. Tylko pytanie, skąd ta zależność? Tych stworów od Sasuke, rzecz jasna.
Kakashi przeniósł spojrzenie czarnych oczu na dwoje byłych uczniów i zlustrował ich uważnie.
Tego chcemy się dowiedzieć — powiedział. — Dlatego wędrówki po światach Kaguyi trzeba teraz odstawić na bok. Ataki tych stworzeń to jedno, ale co jakiś czas pojawia się również pewna grupa ludzi. Czteroosobowa. Porywają silne oddziały. Albo się nad nimi znęcają i porzucają, albo mordują. Nie szukalibyśmy powiązania między jednym a drugim, ale wszystko to zaczęło się praktycznie w tym samym czasie. Trzy... Może cztery miesiące po wojnie. Przesłuchiwaliśmy oddziały, którym udało się wydostać i wrócić do swoich wiosek. Jeden z porwanych shinobi wyraźnie stwierdził, że w trakcie tortur, jakie im zaserwowano, pilnował go biały olbrzym z maczugą. Zupełnie jak te z północy.
Sasuke skinął głową.
Pojedyncze osobniki są raczej łatwe do pokonania, ale przemieszczają się stadami. Dużymi. Mają swego rodzaju przywódców. Potrafią wnikać w ziemię. Powinieneś liczyć się z tym, Kakashi, że skoro pojawiają się tam, gdzie ja, mogą zawędrować również tutaj.
I o to chodzi — odparł Hatake. Odsunąwszy krzesło od biurka, leniwie na nim usiadł. — Dzięki temu może szybciej rozwiążemy tę sprawę. Pozostaje jeszcze sprawa tych czterech mężczyzn, którzy porywają i mordują innych shinobi. Nigdy cywili. Z różnych wiosek, głównie Kraju Ognia i Kraju Wiatru. Nie znamy nawet szczegółów z samych porwań. Przez wszystkie raporty przedziera się to samo; cały oddział niespodziewanie ogłuszono. Zbudzono ich dopiero za kratami, związanych i poturbowanych. Przechodzili liczne brutalne tortury aż do upadłego. Fizyczne i psychiczne. Szczęściarze za którymś razem odzyskali przytomność gdzieś w pobliżu Sunagakure. Tyle tylko wiadomo.
Ciążąca cisza ogarnęła pomieszczenie.
Sasuke nie miał pojęcia o żadnych porwaniach ani morderstwach. Jedyne, z czym dotychczas się spotkał, to ogromne kreatury, kiedy bywał w północnych rejonach — zarówno w Kumogakure, Shimogakure, jak i pomniejszych wioskach. Nieznani mężczyźni byli zaś dla niego zupełnie nową informacją.
Tylko tyle?
Tylko tyle. — Szósty westchnął, podparłszy brodę na złożonych dłoniach. — Nikt na nic się nie natknął, przeszukując okolice Piasku. Są zupełnie nieuchwytni.
Ale ja zamierzam ich w końcu złapać i im dokopać! — wtrącił Naruto, stając w dużym rozkroku, jakby szykował się do walki. — Szczególnie za Sakurę-chan, Kibę i Shikamaru!
Uchiha natychmiast podłapał ostatnie słowa przyjaciela. Obrzucił go natarczywym spojrzeniem — pytającym, spod zmarszczonych brwi.
Problem tkwi w tym, że na razie mamy za mało tropów, żeby cokolwiek zdziałać — mruknął Hatake. — I jeżeli te dwie sprawy są powiązane to liczę, że twoja obecność w Konohagakure, Sasuke, pomoże doprowadzić nas do odpowiednich osób. Póki co zdaj raport z ostatnich miesięcy i rozgość się u Naruto.
Uchiha zamrugał kilkakrotnie.
U Naruto?
Bohater Liścia nerwowo podrapał się po karku. Wzrok utkwił w suficie.
No, przecież dogadaliście się, że tymczasowo będziesz mieszkać z Naruto, żebyś nie musiał przejmować się kosztami wynajmu — odrzekł Hatake, spoglądając to na jednego, to na drugiego.
Mieszkać z tobą? — Sasuke obrzucił Naruto sceptycznym spojrzeniem. — Chyba śnisz. Jestem tylko chwilowo spłukany. Nie chory psychicznie.
No ej! Dobra, dobra. Przyznaję. — Uzumaki, obruszywszy się gwałtownie, zaczął burzliwie wymachiwać rękoma. — Załatwiłem to za twoimi plecami, ale sam potwierdziłeś, że jesteś spłukany. Mieszkając u mnie, zaczniesz odkładać. Z czasem będziesz mógł wziąć kredyt na coś swojego. Nie powiesz, że tego nie przemyślałem!
Zrezygnowane westchnienie Sasuke rozeszło się po gabinecie.
Czyli wszystko ustalone — podsumował Kakashi. Wyciągnął się wygodnie na krześle, zakładając jedną rękę za głowę. Drugą leniwie przeczesywał szufladę.
To ty zdaj ten raport, a ja zaczekam — zwrócił się Naruto do przyjaciela. — Później obowiązkowy ramen!
Zanim wyszli z gabinetu Hokage, spostrzegli jeszcze, jak Szósty wygrzebał z szuflady znajomą książkę.

***

U c h i h a.
Echo jego nazwiska sponiewierało myśli Sakury Haruno jeszcze na długo po tym, jak — wróciwszy do pustego domu — zatrzasnęła się w swoim pokoju. Dygotała. Chwiejnym krokiem dotarła do łóżka. Szczelnie okryła się kołdrą, zupełnie odpędzając od siebie świat zewnętrzny. Jej serce biło gwałtownie. Nie potrafiła opanować niespokojnego oddechu.
W r ó c i ł.
Nie dowierzała. Minęło tylko i aż półtora roku od ich pożegnania, podczas którego dziewczyna u m i e r a ł a. Z tęsknoty, z miłości, ze strachu. Dlatego, gdy tylko dobiegły ją wieści, poczuła jakby grunt walił się pod jej nogami.
Obróciła się na drugi bok i naciągnęła pościel na głowę. Wizja Sasuke w Konohagakure okazała się zdecydowanie zbyt irracjonalna, aby Sakura ot tak mogła przyjąć do świadomości. Zupełnie niespodziewana. Bez zapowiedzi. Bez przygotowania. A przecież po dziś dzień wspomnienia, myśli i uczucia z nim związane żyły tak prawdziwie, jak przed laty.
Tak prawdziwie, że... Pragnęła u c i e c.
Przed wspomnieniami, myślami, uczuciami. Przed nim.
Bała się.
Skuliła się, usłyszawszy pukanie do drzwi; nagłe i głośne. Ostrożnie wyjrzała zza krawędzi materiału, nasłuchując. Jej rodzice wyszli przed paroma godzinami, dlatego kunoichi natychmiast wyczuliła zmysły; wyczuła czakrę. Odetchnęła jednak, kiedy tylko rozpoznała. Ociężale i niedbale wyczłapała się z łóżka. Po otwarciu drzwi napotkała badawcze, niejako zmartwione spojrzenie turkusowych oczu Temari no Sabaku. W nieładzie opadała na nie blond grzywka, a z dwóch kucyków wysunęło się kilka niedługich pasm. Sakura spostrzegła u przyjaciółki przyspieszony oddech.
Sakura — mruknęła Temari, a Haruno natychmiast zauważyła, że przyglądała jej się z uwagą. Nie wątpiła, że w jej zielonych oczach widać było lęk i zdezorientowanie. Tym razem jednak pozostawała w stanie względnie spokojnym. — Spotkałam mamę Ino. Powiedziała mi, co usłyszałaś na ulicy, gdy ludzie gadali. I o twojej reakcji. Trzymasz się?
W odpowiedzi przytaknęła delikatnie, odsuwając się od progu. Wpuściła przyjaciółkę do środka. Obie usiadły na niedużym łóżku, które cicho zaskrzypiało.
Żałuję, że nie zdążyłam przekazać ci tego osobiście. Shikamaru nie utrzymał przede mną języka za zębami. — Temari westchnęła i obrzuciła obojętnym spojrzeniem żółte, wyblakłe ściany, pamiętające dzieciństwo Haruno. — Już od paru godzin wiedziałam, że Uchiha wrócił. Zresztą cała wioska gada, odkąd tylko przekroczył bramę. Nawet nie próbował utrzymać tego w tajemnicy. Dostał oficjalne wezwanie od Szóstego Hokage i przybył. Tak po prostu.
Sakura z całych sił pragnęła zapytać o powód wezwania. Zdawała sobie jednak sprawę z tego, że jeśli przyjaciółka nie uchyliła rąbka tej tajemnicy, prawdopodobnie sama nie wiedziała. Albo były to informacje na tyle tajne, że nie mogła tego wyjawić. W co dziewczyna szczerze wątpiła.
Aha, jeszcze jedno — zaczęła kunoichi Piasku. Przysunęła się bliżej ściany i oparła, zamykając oczy. — Widziałam dziś Saradę. Mówiła, żebyś do niej zajrzała. Ma coś dla ciebie. Nie wiem co. Jej rodzice dziś pracują, więc cały dzień siedzi sama. Później idzie do szpitala. Możemy iść do niej razem.
Sakura kiwnęła głową. Podkuliwszy nogi, wsparła brodę na kolanach. W ciszy chłonęła wzrokiem pomału usychającego figowca, stojącego naprzeciw — zaraz obok biurka. Stwierdziła tylko, że należałoby go wreszcie podlać.
Następnie myślami wróciła do Sasuke Uchihy i jego nagłego powrotu.

*
**


Aleją pełną barów, restauracji i karczm niósł się intensywny zapach różnorodnych bulionów oraz potraw. Spękaną, gruntową drogą kroczyli ludzie już zdecydowanie mniej zaaferowani powrotem Uchihy niż godzinę temu.
A jednak wciąż pamiętają — odezwał się nieproszony, cichy głos z tyłu głowy Sasuke. Naraz westchnął, usiłując przenieść uwagę na liczne wystawy ryb, importowanych najpewniej z wybrzeży Kraju Ognia. Obrzucił wzrokiem także stoiska z wszelakimi rupieciami, między którymi kręcili się mieszkańcy wioski. Koniec końców, nic nie sprawiło, że mężczyzna całkiem zignorował swoje upierdliwe od miesięcy alter-ego. Nawet bezsensowny potok słów Naruto, drepczącego tuż obok, ginął gdzieś w zgiełku Konohagakure.
To jak?
Sasuke w zdezorientowaniu obrzucił przyjaciela wzrokiem.
Co jak? — zapytał, nie próbując kryć się z tym, że przestał słuchać. Nie zdziwiło go więc wywrócenie oczami przez Naruto oraz jego pełen oburzenia jęk.
Czy idziemy teraz na to ramen, skoro już tu jesteśmy, czy wolisz najpierw się rozpakować?
Ramen — odpowiedział niemal bez zastanowienia, choć obszerna torba ciążyła mu na ramieniu już którąś godzinę. Naruto uśmiechnął się szeroko na te słowa. Natychmiast ruszył przed siebie. Sasuke jedynie pokręcił głową. Nieśpiesznie poszedł za przyjacielem.
Zatrzymali się pod znanym Ichiraku Ramen, w którym spędzili część dziecięcych lat. Odświeżony lokal przykuwał uwagę, a przyjemna woń dobiegająca z wnętrza budynku budziła apetyt. Mężczyźni przeszli przez pomarańczowe zasłony i witając się ze znajomą obsługą, zasiedli na wysokich stołkach. Sasuke zastanowił się przez chwilę, czy pan Teuchi w ogóle się starzał. To samo zresztą tyczyło się jego córki, Ayame. Zupełnie jakby czas się dla nich zatrzymał. Oprócz wyglądu nie zmienił się także przyjazny uśmiech tej dwójki.
No, Naruto, dzisiaj cię tu jeszcze nie było — zagadnął właściciel wesoło. Uważnie zlustrował klientów ciepłym spojrzeniem. — I widzę, że dzisiejsze pogłoski okazały się prawdziwe. Wróciłeś do wioski już na stałe, Sasuke?
Uchiha umiejętnie ukrył zdziwienie, jakie poczuł po usłyszeniu tych słów, wypowiedzianych tak miłym tonem. Nabrał większą dawkę powietrza do płuc.
Na czas nieokreślony.
Teuchi kiwnął głową w zamyśleniu.
W każdym razie, cieszę się, że tu wpadłeś. W końcu dotychczas miałem okazję gościć tylko jednego z dwóch bohaterów Czwartej Wielkiej Wojny Shinobi. — Sasuke poczuł się niezmiernie dziwnie. Częściej traktowano go nieprzychylnymi wypowiedziami i spojrzeniami, niźli jakąkolwiek aprobatą lub podziwem. Coś tak niespodziewanego wprawiło go w niemałą konsternację. Nie potrafił znaleźć słów na tyle odpowiednich, ażeby jakkolwiek to skomentować. Przemilczał więc słowa starszego mężczyzny. — No, chłopcy, to co zamawiacie? Dziś dla bohaterów wojennych przysługuje rabat!
Po krótkim namyśle obaj zamówili to samo: uwielbiany przez Naruto ramen z dodatkiem miso.
Jakiś plan działania? — zaczął Sasuke, podpierając się rękoma o czerwony blat. Westchnął, kiedy przyjaciel spojrzał na niego niezrozumiale. — Ataki, młocie. Dobrze byłoby mieć punkt zaczepienia. Póki co nasuwa mi się jedynie Sunagakure.
Uzumaki wydobył z siebie pomruk zastanowienia, palcami pocierając podbródek. Widocznie usiłował zebrać wszystkie znane mu fakty do kupy; Uchiha podejrzewał, że nie było tego wiele.
Ej! Tylko nie młocie, ty kretynie! — sarknął Uzumaki, krzyżując ramiona na piersi i marszcząc brwi. Po paru sekundach boczenia się wyprostował plecy i westchnął. Przybrał poważniejszą mimikę. — Tak właściwie wiem niewiele więcej niż ty. Też myślałem nad Piaskiem, ale żadne z dotychczasowych śledztw w tamtych okolicach nic nie dały. Ludzie się niepokoją, a my jako shinobi mamy związane ręce.
Do tego dochodzą te stwory na północy — wtrącił Sasuke, kiedy właściciel lokalu postawił na blacie dwie porcje zupy i życzył smacznego posiłku. — Choć ciężko powiązać te dwie sprawy, kiedy Kraj Wiatru od Kraju Błyskawicy oddziela Kraj Ognia. To zupełnie inne rejony.
Uchiha nieśpiesznie nabrał pałeczkami pierwszą porcję makaronu, podczas gdy Uzumaki zajadał się w najlepsze.
Mimo to do porwań i mordów dochodziło głównie na terenie Krajów Ognia i Wiatru. A wersję, w której to jedna z tych kreatur znalazła się w kryjówce naszych wrogów, potwierdza nie tylko ten wspomniany przez Kakashiego shinobi... Ale również Kiba. — Naruto odstawił pałeczki na blat, choć w misce wciąż tkwił posiłek. — I tu dochodzimy do interesującego cię tematu, poruszonego przeze mnie w gabinecie Hokage.
Sasuke przyjrzał się przyjacielowi i uniósł jedną brew.
Nie, żebym w ogóle o to zapytał. — Wzruszył ramionami. — Ale mów.
Domyślił się, że przyjaciel szukał odpowiednich słów, ponieważ cisza przed kolejnymi słowami Uzumakiego trwała długo. Za długo jak na niego.
Rok temu Sakura-chan, Kiba i Shikamaru wyruszyli w misję. Mieli tylko pomóc w czymś w Kumogakure. Zanim zdążyli przekroczyć granicę Kraju Ognia, coś poszło nie tak. Przepadli bez śladu na prawie miesiąc. Odnaleziono ich w pobliżu Wioski Piasku, czyli jak trafnie zauważyłeś, w zupełnie innym rejonie. Shikamaru zeznał, że ogłuszono ich i nie zdążyli się nawet zorientować, że ktokolwiek ich śledzi. Kiba wspominał o obecności jakiegoś białego stwora tam, gdzie ich trzymano. — Naruto przełknął ślinę. Jego wzrok uciekał nerwowo przed czarnymi oczami. — W szczegóły nie będę się teraz wdawał, ale jest coś, o czym nie chciałem wspominać ci w listach, Sasuke. Tylko przy spotkaniu twarzą w twarz, choć od ich odnalezienia minął już rok.
Głos Bohatera Liścia drżał. Sam Naruto stał się jakiś niepewny, niemrawy i wydawał się stracić apetyt.
Sasuke bezwiednie zacisnął pięść.
Stało się coś — stwierdził chłodno, stanowczo. Bez cienia wątpliwości.
A Naruto przytaknął.
Powiedz, Sasuke — mruknął nagle Uzumaki, jakby zmieniając temat. Sasuke jednak pozwolił mu kontynuować. — Obiecałeś jej, prawda? Wrócić do wioski. Powiedziałeś jej, że zobaczycie się następnym razem.
Spadkobiercę Sharingana natychmiast nawiedził obraz sprzed półtora roku, kiedy po wojnie wyruszał w swoją podróż. Kiedy się żegnał.
Obiecałem.
Naruto ponownie skinął głową, a Sasuke coraz mniej podobała się ta wymiana zmian. Zupełnie nie wiedział, czego mógł się spodziewać. Mimo to postanowił zachować spokój i nie pospieszać przyjaciela w wyjaśnieniach.
Domyślam się więc, że jeszcze dziś będziesz chciał tę obietnicę spełnić — powiedział w zamyśleniu, jakby nieświadomy swoich słów. — Bo widzisz, Sasuke, też jej coś obiecałem. Dawno temu obiecałem ją chronić, żeby ani jeden włos z głowy jej nie spadł. I spieprzyłem to, Sasuke. Spieprzyłem na całej linii — warknął, otwartą dłonią uderzając w blat. Naczynia zadrżały, wydając charakterystyczny odgłos, a ich zawartość prawie się wylała.
Co się tam wydarzyło, u diabła?
Sasuke zaciskał swą pięść coraz mocniej i mocniej, zupełnie tego nieświadom.
Miałem iść na tę misję razem z Kibą i Shikamaru, ale złamałem w tamtym czasie rękę. Dlatego na moje miejsce wskoczyła Sakura-chan. I nigdy sobie tego nie wybaczę, dattebayo. — Naruto westchnął i wbił harde spojrzenie niebieskich oczu w Sasuke. — Jeżeli zamierzasz się z nią spotkać, muszę cię uświadomić w czymś cholernie ważnym. Torturowano ich tam, to wiesz. Sakurę-chan niejednokrotnie tam podduszono. Przez to jej struny głosowe zostały uszkodzone i nawet babunia Tsunade nic z tym nie potrafi zrobić. Nasza Sakura-chan jest niemową, Sasuke. Od cholernego roku nie mówi, bo ja wtedy złamałem rękę i to ona wyruszyła na tę cholerną misję. Nie wspomnę już nawet o atakach paniki, jakie do dziś jej towarzyszą.
Sasuke Uchiha szybko pożałował swojej dociekliwości.


Od autorki: Witam ponownie na The Silent Scream, Kochani! Niektórzy znają mnie zapewne z pierwszej wersji tego bloga, inni są tu pierwszy raz, ale mimo to mam nadzieję, że pierwszy rozdział nie zawiódł.
Wierzcie mi, naprawdę mam nadzieję, że uda mi się doprowadzić do końca nową odsłonę tej historii i nie porzucę jej po siedmiu rozdziałach, jak ostatnio. Postaram się walczyć, ale nie ma co ukrywać, że jestem z tych autorek, które piszą rozdział miesiącami, dlatego nie chcę niczego obiecywać. Po prostu postanowiłam podjąć tę próbę przez zbyt wielki sentyment do tego bloga (zachęcam do odwiedzenia zakładki o blogu).
Także trzymajcie kciuki i jeżeli ktoś spodziewał się kontynuacji tamtego opowiadania, zamiast jego nowej wersji — przepraszam. Naprawdę przepraszam, ale nie byłam w stanie. Niemniej historia będzie biegła całkiem podobnym torem i główny wątek fabularny wciąż pozostaje bez zmian. Zachęcam do pozostania — skrycie liczę na to, że razem damy radę poznać zakończenie tego bloga.
I tak, wiem, Noctis w nagłówku, a nie Sasuke, ale ćśśś, to tylko szczegół. Lubię z nim nagłówki, no, świetne arty z nim powstają, a obaj są — nie oszukujmy się — jak dwie krople wody.
No to ten, do następnego, a kto jeszcze nie czytał mojego drugiego bloga — zapraszam na już zakończone Sześć godzin, również SasuSaku w kanonicznym świecie.
Pozdrawiam! ♥

PS Żeby lepiej zrozumieć ten rozdział, zalecam przewertowanie mapy świata Naruto.


LAYOUT BY OKEYLA