niedziela, 30 lipca 2017

Rozdział 7

Kazuma Saito — wypowiedział powoli Kakashi, znużony i spokojny, jak na niego przystało. Mając mordercę kilka metrów przed sobą, wyzywającego go jeszcze przed kilkoma minutami, zachowywał zimną krew. Nie raz i nie dwa nawet się zamyślił, marszcząc brwi w osobliwy sposób.
Tylko tyle? — zapytałem, kiedy nie dotarła do nas kontynuacja meldunku Hatake. Ten jedynie pokręcił głową.
Obrzuciłem wzrokiem pomieszczenie i nie natafiłem na nic zajmującego. Metalowe ściany nadawały miejscu surowego wyrazu, a ich zadaniem najpewniej było przyćmienie pewności siebie wielu zbojów. Bynajmniej nikomu nie zależałoby na rozweselaniu. Miny strażników wartujących przy wielkich, stalowych drzwiach, wyrażały oschłość, nieustępliwość i lata doświadczeń. Żaden z nich nie pałałby wyrozumiałością dla zbrodniarzy. Prawdopodobnie po godzinach pracy naśmiewali się z niejednego, głupiego tłumaczenia, którym usprawiedliwiano dokonane przestępstwa.
Zauważyłem, że ścian nie pokrywała rdza — widziałem ją tu dwa lata temu. Wtedy to miejsce nie prezentowało się schludnie, raczej przywodziło na myśl niezadbane, dawno wyburzone komórki. Brakowało tam jedynie pękniętych rur, z których ciekłaby woda. Na ten moment jednak to miejsce wyglądało, jakby zostało świeżo wybudowane. Najwyraźniej Konoha, odbudowując się po wojnie, zaczęła od podziemi. Ponurych, jednolitych — takich jak ten przedsionek, w którym wyróżniało się jedynie wielkie lustro weneckie, a za nim kolejne podobne pomieszczenie — z jednym krzesłem na środku, które zajmował pojmany zbir. Uparcie wpatrywał się w szybę przed sobą; doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jest obserwowany.
Nie chce nic więcej powiedzieć — mruknął Szósty. W zamyśleniu kilkakrotnie potarł palcami brodę, z uwagą przypatrując się mężczyźnie. — Ibiki Morino go przesłucha. Wtedy wszystko z niego wyciągniemy. To kwestia czasu, aż dorwiemy pozostałych.
Ponownie tego dnia spojrzałem na zabójcę. Podczas ataku na szpital nie miałem okazji przyjrzeć się jego gębie, wtedy zasłoniętej przez maskę. Na niewiele jednak się zdała, bo i bez znajomości twarzy rozpoznałem w nim jednego z tamtych śmiałków. Teraz mogłem taksować wzrokiem niebieskie tęczówki i masę blizn, szpecących policzki, czoło, brodę. Wyglądał na niewiele starszego ode mnie. W jego spojrzeniu czaiło się czyste obłąkanie, szaleństwo, które niejednego doprowadziłyby do ogromnego poczucia niepewności, może i strachu. Wyglądał jak psychol. Być może nawet i spróbowałby uciec z pokoju przesłuchań, gdyby nie kaftan bezpieczeństwa krępujący jego ruchy. Osobiście przekonałem się o jego skutecznej blokadzie ruchów i przepływu chakry.
Nie mogłem się doczekać, aż Ibiki Morino go przesłucha, a ten wszystko zdradzi. W końcu moglibyśmy naprawdę zacząć działać.
Przestrzeń wypełnił śmiech, gardłowy i długi, dochodzący z cały czas włączonego głośnika. Saito był szczerze rozbawiony, sprawiał wrażenie, jakby sam nie potrafił powstrzymać tej nagłej frenezji. Kryło się za tym coś szalonego i niepokojącego.
To zdecydowanie on — wyrzucił z siebie Kiba, podchodząc bliżej okna. Jad wyczuwalny w jego głosie był dostatecznie zdradliwy.
Jesteś pewien? — zapytała rzeczowym tonem Tsunade, stojąca kilka metrów za Szóstym Hokage, podpierając ściany.
Nigdy nie zapomnę tego śmiechu. Nigdy.
Utkwił nienawistne spojrzenie w mężczyźnie o psychicznej, złowrogiej mimice, upewniając wszystkich w tym, kto zasiadał na krześle po drugiej stronie lustra. Przeniosłem więc wzrok na jak dotąd milczącego Shikamaru — nerwowo zmarszczył brwi i zaciskał niemalże posiniałe już pięści na zielonej kamizelce.
Dorwaliśmy jednego z porywaczy, tym samym potwierdzając, jakoby wszystkie osoby, zagrażające w ostatnim czasie Liściu, stanowiły jedną drużynę.
W takim razie bierzemy go w obroty, dattebayo! — wykrzyknął Uzumaki, z determinacją pchając się ku drzwiom. Nie pozwoliłem jednak mu ich przekroczyć, szarpiąc go za kołnierz bluzy, na skutek czego gwałtownie poleciał do tyłu. Spiorunował mnie wzrokiem. — E-ej, kretynie!
Uspokój się — warknąłem.
Kiba poruszył się niespokojnie, jakby wstrząsały nim emocje. Miał prawo być rozstrojony.
Blondyn wstał pośpiesznie z podłogi, ostentacyjnie otrzepując ubranie, którego nawet nie zabrudził.
Naruto, Sasuke ma rację — wtrącił Hatake, nie obdarowując go nawet ukradkowym spojrzeniem. — Ibiki zrobi to tak, jak należy.
I oby porządnie! — żachnął się Kiba, nabuzowany, a zarazem jakby zlękniony. Był kłębkiem nerwów, odkąd tu wszedł. Gdy po raz pierwszy usłyszał głos Kazumy, w którym rozpoznał swojego dawnego oprawcę, nie mógł już dłużej kryć emocji. Od gniewu, przez strach, aż do determinacji. Wszystko dało się wyczytać z jego postawy. — Nienawidzę gnoja. Nienawidzę.
Opętańczy chichot ponownie dobiegł do naszych uszu, zupełnie jakby rozbawiły go słowa Inuzuki, jakby nas słyszał. Mikrofon jednak był wyłączony i mógł co najwyżej domyślać się, że ktoś w ogóle stoi po drugiej stronie. Powiedziałbym, że miał idealne wyczucie czasu.
Nie wyciągniecie ze mnie nic. Nic! Słyszycie?! — wydarł się w końcu, dając ujście wszystkiemu, co do tej pory nieudolnie próbował schować w sobie. — Nic!
Potem znów roześmiał się w niebogłosy.
Zwariował — skomentował Naruto, patrząc na niego z odrazą.
Kazuma w końcu przycichł, aby wbić skupione spojrzenie w lustro. Z jego oczu, na które opadła czerwona grzywka, bił chłód. Żądza mordu.
Wasza Keiko wyrżnie was w pień. Wszystkich. Ciebie także, Uchiha.
Sparaliżowało nas. Nawet strażnicy, dotąd niby posągi, wydawali się zdezorientowani, choć wciąż próbowali utrzymać pozory. Z uwagą obserwowali Kazumę. Pozostali — Kakashi, Tsunade, Naruto, Shikamaru i Kiba — nie kryli szoku, jaki owładnął ich umysły. Sam zresztą próbowałem zrozumieć, co tak właściwie miał na myśli Saito.
Tak naprawdę potwierdził moje wcześniejsze przypuszczenia.
Keiko żyła, a łańcuszek stanowił jedynie element długiej zapowiedzi.
W zasadzie to nie obchodziła mnie jej osoba, a to, że i ja byłem na celowniku. Nigdy nie miałem do czynienia z Keiko — czego, do cholery, mogła ode mnie chcieć?
Niespodziewanie ktoś zerwał się z miejsca — Kiba doskoczył do drzwi i szarpnął za klamkę. Te pozostawały w bezruchu, zamknięte na klucz.
Nikt wam nie pomoże — dorzucił jeszcze Kazuma, a jego słowa ponownie ustąpiły śmiechom i spojrzeniom — drapieżnym, prowokującym i rozbieganym.
Inuzuka natomiast wciąż próbował wtargnąć do pokoju przesłuchań. Walił w drzwi, szarpał się, a stróże mieli problem z utrzymaniem go w rydzach. Krzyki Naruto i Kakashiego go nie powstrzymywały, aż w końcu ten stanął twardo niczym kamień. Z trudem odwrócił głowę w naszym kierunku. Spostrzegłem długi cień, mknący wzdłuż korytarza, łączący Kibę i Shikamaru.
Nie zachowuj się upierdliwiej niż on.
A-ale...!
Naraz usłyszeliśmy kaszel, przerodzony ze śmiechu, suchy i duszący. Morderca zanosił się nim bez chwili wytchnienia, a ja odniosłem wrażenie, jakoby miał zaraz wypluć płuca. Poczerwieniał na twarzy, a oczy wypełniły łzy.
Co do...? Przecież on się zaraz udusi — zauważył trafnie Naruto. Kakashi rozkazał natychmiast otworzyć wielkie, stalowe drzwi, oddzielające nas od mężczyzny. Jeden z shinobi pilnujących wejścia, pośpiesznie wyciągnął pęk kluczy i chwycił za odpowiedni, wciskając go w zamek i przekręcając. W tym samym czasie z ust Kazumy wypłynęła gęsta, czerwona ciecz, a on sam zaniósł się od stęków, drgając przy tym.
Kakashi odsunął się na kilka metrów, podobnie jak Naruto. Nawet uprzednio rozwścieczony Kiba, wyswobodzony spod techniki Nary, wyprowadzony z równowagi i zmieszany, usunął się w tył.
Przepuścić mnie! — rozkazała zbrojnym Piąta, dobiegając do dławiącego się własną juchą mężczyzny. Kobieta przyjrzała mu się dokładnie, przeprowadzając powierzchowne oględziny i próbując powstrzymać krwotok. Wciąż miał nam wiele do opowiedzenia. Zbyt wiele, aby można było pozwolić na jego śmierć.
Niestety, jego sytuacja nie wyglądała ciekawie.
Medycy, po których w międzyczasie posłał jeden ze strażników, pobiegli z odlatującym Kazumą do szpitala, aby tam zaopiekowała się nim Tsunade. My staliśmy w osłupieniu, usiłując zrozumieć, co takiego właśnie miało miejsce.


Przeszliśmy do gabinetu Hokage, wciąż wstrząśnięci, próbując ułożyć wszystko w całość.
Informacja o Keiko najbardziej odbiła się na Kibie; raz chciał rozsadzić wszystko wokół, a za chwilę markotniał i pogrążały go wspomnienia. Pokrzepiająco nie wpływała na niego również nieobecność wiernego towarzysza u boku — jak zdążył nam wcześniej przekazać, Akamaru wciąż wypoczywał po zażyciu trucizny. Nie chciał go przemęczać i targać ze sobą, ale gdy usłyszał o schwytanym Kazumie, natychmiast (tak jak zresztą Shikamaru) pojawił się w strażnicy.
Nie wierzę. Nie wierzę, nie wierzę, nie wierzę — lamentował. Nikt nie mógł na niego wpłynąć. — To nie może być prawda. Nie może i koniec. Widziałem. Przecież widziałem. — Dłonie zatopił w ciemnych włosach, zbierając je w garść. Mocno zacisnął powieki, jakby walczył ze łzami. Nie zapowiadało się jednak na to, więc ostatecznie uznałem, że po prostu próbuje zapanować nad emocjami. Sam do dziś pamiętałem, co czułem, gdy ujrzałem Itachiego na długo po jego śmierci. Wprawdzie było to Edo Tensei, ale i tak ciężko było mi wyjść z szoku. — Muszę się o tym przekonać osobiście. Rozumiecie? Muszę to zobaczyć. Jeśli tam, w świątyni, nie będzie jej ciała, to...
Kiba — przerwał ostro Shikamaru, aż wzdrgnęło zarówno Inuzuką, jak i Uzumakim. Wypuścił ze świstem powietrze, potarł w zamyśleniu czoło, a następnie obrzucił wzrokiem każdego po kolei. — To było lata temu, a świątynia jest w gruzach. Jeśli nawet udałoby ci się dostać na jej najniższy poziom, na co są małe szanse, nie odnajdziesz już tam żadnego ciała. Co najwyżej stertę kości. Poza tym, was chyba też zastanowił nagły krwotok tego całego Kazumy, prawda?
Idioci — jak to idioci — nie zrozumieli, do czego zmierzał Nara. Kakashi natomiast po prostu czekał, aż będzie kontynuować, choć jego mina zdradzała, że tak jak ja i Shikamaru, nie uznał tego za nieszczęśliwy zbieg okoliczności.
Wiedział, że nic z niego nie wyciągniemy. Wiedział, co się z nim stanie. Cokolwiek to było, musiał zrobić sobie to jeszcze przed przesłuchaniem, ale kiedy? Przecież całą drogę aż do momentu, kiedy został posadzony w tamtej sali, był pod wpływem genjutsu Sasuke. Nie mógł więc wtedy targnąć się na własne życie. Musiał zrobić to dużo wcześniej, jeszcze w Piasku. — Wziął głęboki wdech i ze znużeniem przymknął powieki. — Wiedział o tym, że tam zawędrowaliście. Rzeź dokonana w Pustynnych Zaroślach była przynętą, jemu dokładnie o to chodziło. Miał przekazać informację o tym, że Keiko żyje i chce nas zabić. Potem miał umrzeć.
Sam dopiero domyślałem się, że nie była to kwestia przypadku, natomiast Shikamaru miał już wszystko dogłębnie przeanalizowane. Nadal jednak mieliśmy wiele niewiadomych.
Tylko... tylko co teraz? Czekamy, aż Keiko zaatakuje? — dopytywał Naruto, kompletnie nie myśląc. — Przecież to...
Głąbie, zastanów się przez chwilę! — warknąłem w końcu, a Nara mi zawtórował.
Gadka o Keiko może być równie dobrze wielką bujdą — wytłumaczył Shikamaru, bawiąc się zapalniczką. Zabiła ciszę, gdy Nara przestał mówić, a brzęk metalu na ułamek sekundy wypełnił gabinet. Szybko jednak schował ją z powrotem do kieszeni. — Kilka dni temu rozmawialiśmy o niej na ulicy. Każdy mógł usłyszeć. Może byli gdzieś w pobliżu i postanowili wykorzystać tę historię. Przypuścili, że będziemy chcieli dowiedzieć się, czy Keiko naprawdę przeżyła. Zaplanowali zasadzkę. Nie zakładałbym od razu, że mogła wyjść z tego cało i teraz kombinuje, jak się nas pozbyć, bo po co? W Konoha nadal ma rodzinę. Wątpię, aby nie chciała... — Przerwałem Narze machnięciem ręki, na co ten zawiesił głos, patrząc na mnie uważnie, zupełnie tak jak pozostali. Dopiero po chwili wychwycili to, co ja.
Pewnym krokiem podszedłem do drzwi i nacisnąłem klamkę. Obiekt naszego rozproszenia stał w przejściu, roztrzęsiony, z szeroko rozwartymi oczami, których zieleń przebijała się spod kosmyków opadniętej na nie grzywki.
K-Keiko? — spytała z niedowierzaniem, zamierając w bezruchu. — Ona żyje?
Sarada w niczym nie przypominała dziewczyny, którą widziałem ostatnim razem. Od tej bił smutek i rozgoryczenie. Drżała. Zniknął optymizm, nie pojawił się cień radości. Była kłębkiem nerwów, spoglądającym na nas z dystansem. Potwierdziła moje wcześniejsze przypuszczenia, że to właśnie Keiko była jej siostrą.
Naprzeciw, o dziwo, wyszedł jej Kiba.
Sarada, spokojnie. To najpewniej tylko plan, aby nas zwabić w pułapkę, rozumiesz? Gdyby Keiko żyła, dowiedziałabyś się jako pierwsza, przysięgam — powiedział szczerze, z ręką na sercu, patrząc jej głęboko w oczy. Sęk w tym, że nikt z nas nie wiedział, czy naprawdę przetrwała. Mało tego, sam jeszcze przed paroma minutami miał zamiar wyruszyć, aby dowiedzieć się prawdy. Słowa Shikamaru najwyraźniej do niego dotarły. Przynajmniej jego uspokajanie mieliśmy już z głowy. — Nie ma niczego, o czym byś nie wiedziała.
Ona natomiast zdawała się nie słuchać. Odwróciła się na pięcie, obrzucając nas rozbieganym, niepewnym spojrzeniem. Wybiegła na korytarz, a Inuzuka próbował ruszyć za nią. Powstrzymał go jednak Naruto.
Niech sobie to na spokojnie przemyśli. Zareagowałbyś podobnie na miejscu Sarady. To mądra dziewczyna. Ochłonie i dojdzie do niej, że wszystko to są kłamstwa, a Keiko naprawdę już od dawna nie ma — stwierdził Naruto.
Kiba walczył sam ze sobą. Raz za razem zaciskał i rozluźniał pięści. Mnie interesował jedynie mężczyzna z pokoju przesłuchań, z którego nie zdążyliśmy nic więcej wycisnąć.
A wisiorek? — wyrzucił z siebie Inuzuka, zdradzając tym samym, że jeszcze nie zwątpił. Wciąż myślał o Keiko i mimo wyraźnych gróźb oraz zagrożenia, w głębi niego zapłonęła iskierka nadziei. — Skąd go mogli mieć? Skąd wiedzieli?
Właściwie to ciężko było znaleźć na to sensowne wytłumaczenie, nie będące zarazem potwierdzeniem słów Kazumy. Dostali się do zwłok. Mogli jednak pozostawić w domu Sakury wszystko inne. Ubranie, obuwie, broń Keiko. Czy wybranie akurat sentymentalnego łańcuszka naprawdę było kwestią przypadku?
Dowiemy się wszystkiego, Kiba — powiedział Naruto. W jego oczach błysnęła determinacja.
Ja natomiast chciałem dociec przede wszystkim tego, dlaczego i mnie zamierzali dopaść. Z pewnością nie postanowili tego po ataku na szpital. Śledzili mnie na długo przed powrotem do wioski.
Bo świat cię nienawidzi, a ty nienawidzisz świata — rozbrzmiało alter ego gdzieś między myślami. Kpiło sobie ze mnie i coraz częściej, gdy go słyszałem, miewałem wrażenie, że na powrót powinienem mu ustąpić.
Wisiorek? A skąd o nim wiecie? — zapytał Kakashi, niespecjalnie zaskoczony, jednak przypatrujący się nam z zainteresowaniem. Wymieniliśmy spojrzenia, jakbyśmy próbowali ustalić jakąś wersję. W końcu Shikamaru westchnął. Znużenie na jego twarzy przybierało coraz to wyraźniejszą formę.
Szukaliśmy jakichś śladów w domu Sakury. Jakichkolwiek. Znaleźliśmy jedynie ten łańcuszek — wyjaśnił pokrótce. — Należał do Keiko. To prezent od Kiby, nie mógł się pomylić. Sam go zresztą rozpoznałem. — Mówiąc to, nie spuszczał wzroku z Hatake, który nie był mu dłużny.
Trwającą ciszę przerwało trzaśnięcie drzwiami. Inuzuka, z trudem dusząc w sobie emocje, opuścił gabinet.
Czyli znów zrobiliście coś bez mojej wiedzy — stwierdził Kakashi, zupełnie ignorując nagłe wyjście szatyna. — Następnym razem informujcie mnie o swoich poczynaniach. Rozumiem, że chcecie brać czynny udział w tym wszystkim. Współpraca, dzieciaki. — Pod maską Hatake dało się dostrzec uśmiech.
Przytaknęliśmy w odpowiedzi; żaden z nas nie miał nic więcej do dodania. Mogliśmy tylko czekać.
Nie możemy zlekceważyć jego słów. — Twarz Hokage spoważniała. Oparł brodę na splecionych dłoniach i wbił w nas skupione spojrzenie. — Najpewniej znudziła im się zabawa w kotka i myszkę. Zaostrzę więc straż w wiosce, wystawię więcej patroli. Wyślę także oddział ANBU w okolice Pustynnych Zarośli, dołączą do oddziałów Piasku i przeszukają teren. My póki co musimy czekać, aż Piątej uda się doprowadzić Kazumę do stanu używalności. Bez informacji nic nie zdziałąmy.
Wprawdzie dotarły do mnie wszystkie plany, jednak największą uwagą obdarzyłem część o zwiększeniu patroli w wiosce. Mogłem być tam naprawdę użyteczny. Nie zamierzałem od tego odstąpić. Dla Itachiego liczyło się bezpieczeństwo Konohy. Jako ostatni spadkobierca klanu Uchiha musiałem wypełnić wolę brata.
Zgłaszam się na ochotnika do patroli — oznajmiłem, odruchowo się prostując i wbijając uparty wzrok w Kakashiego.
Były nauczyciel przyjrzał mi się w zamyśleniu, zachowując znaczną rezerwę.
Wykluczone, Sasuke. Dopiero wróciłeś z misji, wypocznij.
Jest dopiero południe, zdążę się wyspać. Prawda jest taka, że jestem w stanie wychwycić o wiele więcej niż te oddziały patrolujące, szczególnie w nocy. Ich zwykłe oczy nie równają się z kekkei genkai — stwierdziłem. — Ostatnim razem wraz z Naruto dałem radę przemknąć się do archiwum, a twój człowiek zauważył nas dopiero, gdy wychodziliśmy. Do domu Sakury również dostaliśmy się bez problemu.
Zrezygnowane westchnięcie Hatake przegnało głuchą ciszę. Naruto i Shikamaru wbijali spojrzenia to we mnie, to w głowę wioski.
O, o! Ja też chcę! Zrobię wszystko dla dobra wioski i jej mieszkańców! — wykrzyczał Naruto, a entuzjazm i determinacja biły od niego z ogromną siłą. — Nie zamierzam tracić czasu. Jako przyszły Hokage muszę dopilnować porządku.
Kakashi ostatecznie uległ. Pozwolił nam na udział w nocnych patrolach i mogliśmy zacząć jeszcze tego samego dnia. O dziewiętnastej mieliśmy stawić się w jego gabinecie — do tej godziny było jednak jeszcze sporo czasu, który należało przeznaczyć na odpoczynek przed dwunastoma godzinami pilnowania spokoju w Liściu.
Wychodząc z gabinetu, ja i Naruto odebraliśmy zapłatę za wykonaną misję. Sakura zrobiła to już dużo wcześniej. Nie zawracała sobie głowy czekaniem na przesłuchanie tego skurwysyna, tylko od razu powróciła do bezpiecznych ścian — tak jak osobiście jej nakazałem. W końcu nie była tam potrzebna, nic by nie wniosła swoją osobą.
Shikamaru poszedł w swoją stronę. Naruto postanowił zjeść ramen, bo nie zdążył w Piasku, a następnie odpocząć. Ja natomiast pomaszerowałem w przeciwnym kierunku — na pole treningowe numer trzy.
Położyłem się w łóżku dopiero po wyczerpującej walce z pięcioma klonami — z całą masą obrażeń, umazany krwią i błotem, ale chociaż odprężony i wyciszony.


Namówienie Naruto na obserwację okolic posiadłości Hinaty Hyuugi należało do niezwykle prostych zadań. Właściwie nawet nie namówienie, lecz co najwyżej podpuszczenie. Czysta manipulacja mająca na celu przypilnowanie jednej z kluczowych osób w całej tej układance.
W rzeczy samej — gdyby coś zagrażało życiu Sakury, aktualnie mieszkającej u przyjaciółki, byłoby to naprawdę denerwujące, kłopotliwe i niepotrzebne, jak określiłby to Shikamaru. Dlatego postanowiłem przypilnować jej pod osłoną nocy, kiedy spała spokojnie, nieświadoma świata wokół, bezbronna, wystawiona na wszelkie możliwe nieprzychylności. Było ich wiele, a my nie mogliśmy być niczego pewni. Poza tym, nie chciałoby mi się marnować czasu na pogoń za nią.
Nie znaliśmy szczegółów, pionków i wszystko nadal stanowiło niewiadomą.
Kazuma Saito wciąż przebywał w śpiączce po, jak się okazało, zażyciu trucizny. Wprawdzie Tsunade podała mu antidotum, ale stężenie toksyny było niewątpliwie ogromne. Liczył się także czas, który działał na naszą niekorzyść. Nie mogliśmy mieć pewności, że Kazuma kiedykolwiek uniesie powieki, odsłaniając wyprane z ludzkich uczuć niebieskie oczy. Był naszym jedynym tropem. Tylko z niego mogliśmy wyciągnąć informacje i upewnić się, na ile gadka o Keiko mogła być prawdziwa.
Nie działał sam, a grupa ta, może i pełna tchórzy, ale nadal nieprzewidywalna, nie zawahała się przed poświęceniem jednego z towarzyszy na rzecz całego planu. Tak naprawdę mogliśmy mieć na uwadze jedynie Kazumę, któremu groziła śmierć w każdej chwili, oraz Keiko — możliwie, że jedynie przynętę.
Jak dobrze, że jest spokojnie — powiedział Naruto. Wyciągnął ręce ku górze, ziewając cicho. Następnie powrócił do uważnego rozglądania się po wiosce.
Od czasu do czasu przemieszczaliśmy się między alejami, tym samym pozostając w wyznaczonym obrębie.
Sharinganem badałem pogrążoną w głębokim śnie Konohę; zaułki, najmniejsze uliczki rozświetlane przydrożnymi lampami, wysokie, gęste korony drzew, dachy budynków. Całą noc, bite dwanaście godzin, śledziłem wzrokiem okolicę i nie natrafiłem na nic, co mogłoby wzbudzić jakiekolwiek podejrzenia. Inne oddziały także nie wykazywały zaniepokojenia.
Czasem tylko, wciąż zachowując uwagę, odlatywałem myślami do przeszłości.
Podobno noc była porą przemyśleń. Czy jakoś tak. Mnie jednak zawsze nawiedzały obrazy sprzed miesięcy, lat. Niezależnie, czy wpatrywałem się w gwiazdy, czy w zwykły sufit.
Kiedy myślałem o rzeczach, których nie zrobiłem, zastanawiałem się, czy aby na pewno przyczyną było tchórzostwo, wzbudzające we mnie poczucie winy i odrazę do samego siebie.
Moje oczy miały ogromną moc, potrafiłem walczyć i niejedno przetrwałem. Z wyjątkiem Naruto nie wskazałbym osoby na równi ze mną. Nie było powodu, dla którego mógłbym czegokolwiek się obawiać.
Niestety coraz częściej dopadała mnie myśl, że to nie strach odpowiadał za to wszystko, a czysta ignorancja, tak typowa dla mnie od najmłodszych lat. I choć pozornie obawa wydawała się gorsza, w rzeczywistości to nieczułość na krzywdę innych uznawana była za coś godnego potępienia.
Jedyne, co mnie obchodziło to przyjaciele, co najwyżej Konoha — ze względu na Itachiego. Nigdy nie obdarzyłem bezinteresowną uwagą nikogo więcej.
Wciąż słabszy od Naruto — ponownie odezwało się alter ego. Zbyłem je natychmiastowo.
Westchnąłem ociężale, tocząc spojrzeniem dookoła.
Regularnie zwracałem wzrok ku ogromnej rezydencji, przed którą rozpościerały się bogate ogrody. Okna zostały uchylone, a przez nieduże szczeliny mogłem dostrzec białe zasłony, łagodnie porywane z letnim wiatrem.
Przekonałem się jedynie, że nic się nie dzieje, a Sakura śpi.


No to jak, Sasuke, może ramen na dobry sen?
Prychnąłem w odpowiedzi i nieśpiesznie wsunąłem dłonie w obszerne kieszenie czarnych spodni. Jedne z wygodniejszych par, teraz ubrudzone od mchu z kory drzew. Po powrocie do domu od razu zamierzałem dać je do prania. Na szczęście zostaliśmy już rozliczeni z całonocnej obserwacji wioski, wystarczyło jedynie kilka ulic dzielących nas od mieszkania. Jak zwykle, plany i spokój zaburzał Naruto.
No dawaj, Sasuke! — Nie dawał poznać po sobie zmęczenia i z godnym podziwu zaangażowaniem zatarasował mi drogę.
Kurwa — syknąłem. Odruchowo nakryłem dłonią prawe oko i przymrużyłem powieki.
Poczułem namacalny ból, rozchodzący się od gałki ocznej, przez skroń, sięgający potylicy. Ostrość widzenia zdecydowanie się pogorszyła i nie miałem pojęcia, co wywołało taki stan. Pulsowało i niemalże rozrywało mi czaszkę.
Zmęczenie, to tylko zmęczenie, pomyślałem.
S-Sasuke, co się dzieje? — spytał Naruto. Był wyraźnie zaniepokojony i podobnie jak ja, zdezorientowany.
Dłoń pokryła się lepką mazią, czerwoną i startą z policzka. Spod powiek wypływała krew, a właściwie — spora jej smuga. Ból zagłuszył większość zmysłów i nawet paniczne okrzyki Naruto słyszałem jak przez mgłę.
Poczułem jednak, jak Uzumaki obejmuje mnie ramieniem i dokądś ciągnie, ale obraz był cholernie rozmazany, dźwięków niemalże nie rejestrowałem i w pełni skupiałem się cholernym pulsowaniu oraz krwawieniu z oka.


Posadził mnie na krześle w lekarskim gabinecie. Pozostawił samego i pobiegł po kogoś.
Ból w przeciągu ostatnich kilku minut na zmianę wzrastał i malał, ostatecznie prawie minął. Krwawienie ustało. W ciszy siedziałem na stołku przed biurkiem.
Właściwie to nie czułem potrzeby, aby ktokolwiek to obejrzał. Lata temu miewałem podobne problemy ze wzrokiem, przed przeszczepieniem oczu brata. Teraz jednak miałem cichą nadzieję, że dotyczyło to jedynie zmęczenia i niczego więcej.
Jeśli jednak... Nie. Na pewno nie potrzebowałem kolejnego przeszczepu. Nie było mowy o utracie tych oczu.
To tylko zmęczenie.
Powtarzałem te słowa jak mantrę.
Zdałem sobie sprawę, że pokój należy do Piątej, kiedy się rozejrzałem. Byłem w nim nie tak dawno. Ostatnio gdy oglądała moją rękę, zaraz po wstawieniu protezy z komórek Hashiramy.
Odruchowo zacisnąłem pięść owiniętą bandażem. Nadawał się już do wymiany.
Zastanawiałem się, dlaczego pozostawiła gabinet otwarty. Z tak ważnymi informacjami, jakie można było tu znaleźć, nie powinna była nie zamykać drzwi na klucz. Musiała więc mieć jakiś powód, albo była głupsza niż sądziłem.
Kiedy przyglądałem się pomieszczeniu, zauważyłem, że panował tutaj okropny nieład — zupełnie przeciwnie niż wtedy. Wówczas gabinet wydawał się schludny, teraz jednak spostrzegłem wiele dokumentów porozrzucanych na biurku, poprzewracane segregatory na półkach. Na fotel Tsunade niedbale zarzuciła zielony, rozpoznawalny płaszcz, jaki nosiła od lat.
Nie mogłem jednak nie dostrzec teczki podpisanej: Sakura Haruno. Wysuwała się z niej kartka, na której napisany tytuł musiałem przeczytać dwa razy, aby upewnić się, że naprawdę dobrze zrozumiałem.
KARTA EWIDENCYJNA PACJENTA PORADNI PSYCHIATRYCZNEJ / ODWYKOWEJ.
Nikt mi o tym nie wspomniał ani słowem. Być może ani Naruto, ani Kiba i Shikamaru nie wiedzieli. W końcu nie było to coś, czym ktokolwiek chciałby się chwalić.
Nie zwalczyłem pokusy sięgnięcia do tych papierów i przestudiowania ich. Oczywiście domyślałem się, że miało to ścisły związek z porwaniem — w końcu sam Shikamaru przyznał, że po torturach długo dochodzili do siebie. Niemniej byłem ciekaw zawartości tej karty.
Zastanawiałem się jedynie nad tym, co ta dokumentacja robiła u Tsunade. Nie była psychiatrą ani nawet psychologiem.
Wstałem ze stołka i wyciągnąłem rękę po papiery. W zasadzie nie miałem pojęcia, czego mogłem się tam spodziewać i w jaki sposób mogłoby mi to posłużyć. Niemniej pokusa była zbyt wielka.
Naraz usłyszałem pośpieszne kroki, a chakra, jaką rozpoznałem, należała do samej Tsunade. Zerwałem się jak oparzony, ponownie zajmując wcześniejsze miejsce i zamarłem. Niestety ruch ten nie okazał się najlepszy w skutkach — na powrót poczułem uciążliwe pulsowanie w prawym oku i kolejne strużki czerwonego płynu uwolniły się spod powiek.
Uchiha — powiedziała kobieta po szybkim otwarciu drzwi. — Miałam pilne wezwanie, ale Naruto powiedział mi, co się stało.
Obrzuciłem ją znużonym spojrzeniem, przykładając dłoń do oka. Ból jednak nie był tak silny, jak na początku.
Pewnie zmęczenie. Niepotrzebnie mnie tutaj przyprowadzał — stwierdziłem chłodnym tonem. — Zresztą, już przechodzi.
Nie wątpię — zakpiła, obserwując spływające po moim policzku krople. — Ale nadal krwawisz, a ja powinnam cię przebadać. Naruto by mi tego nie wybaczył, gdybym to zignorowała. — Zaśmiała się bez radości, wręcz bezecnie. Zapewne Sakurze i Naruto przeszłyby ciarki po plecach.
W tej kobiecie było coś przerażającego.
Dobra, pokaż to — rzuciła, naciągając na dłonie gumowe rękawiczki. Podeszła bliżej, a ja odsłoniłem oko.
Po kilku minutach przyglądania się, rażenia tym cholernym światłem, badania i kontemplowania, odezwała się:
Jedyne co wyczułam, to nadmiar chakry zebranej w oku, bez uaktywniania Sharingana — mruczała pod nosem, a ja zmarszczyłem brwi. Nawet nie odczułem, żebym zbierał w tym miejscu chakrę. — Pierwszy raz się z czymś takim spotykam.
Przytknęła do mojej głowy dłoń z zieloną poświatą. Ból stopniowo zaczął przemijać i już po chwili byłem w stanie widzieć z całkowitą ostrością.
Rozproszyłam tę chakrę. Nie wiem tylko, skąd się to wzięło. Nie nadużyłeś może Sharingana w ostatnim czasie?
Ta — odpowiedziałem natychmiastowo. — Byłem na straży, używałem kekkei genkai.
Blondynka oparła ręce na talii, patrząc na mnie z niezrozumieniem.
Kakashi wysłał was na patrol zaraz po misji? Zgłupiał na starość? — spytała ironicznie.
Może w innej sytuacji rozbawiłaby mnie ta uwaga, ale byłe skupiony na bardziej intrygującej mnie sprawie.
Możliwe, że to zmęczenie — stwierdziła, nie oczekując odpowiedzi na zadane pytanie. — Wypocznij. Jeśli jeszcze raz coś takiego się zadzieje, zgłoś się i skieruję cię na badania. Spotkało cię kiedyś coś podobnego?
Kilka sekund minęło, nim udzieliłem odpowiedzi. Nie uznałem, aby miało to większe znaczenie.
Nie — skłamałem. — W takim razie już pójdę. Przyjdę, jeśli znów będzie mi coś dolegać.
Kolejne kłamstwo. Nie zamierzałem się tym przejmować, bo byłem pewien, że podobna sytuacja się już nie powtórzy.
To tylko zmęczenie, powtórzyłem w myślach kolejny raz.
Wstałem, wyminąłem Piątą i kiedy już stanąłem w progu, zerknąłem na kobietę przez ramię.
Jakaś poprawa u Kazumy?
Przyjrzała mi się z uwagą. Wyglądała na zamyśloną.
Wciąż przebywa w śpiączce. Czekamy.
Wiedziałem, że przebywał w śpiączce już długo. Za długo; bowiem jeszcze kilka godzin, a upłynie doba, odkąd trucizna zadziałała, a jeszcze dłużej od momentu jej zażycia.
Byliśmy coraz dalej od najprostszego rozwiązania i to mnie frustrowało.
Opuściłem szpital w towarzystwie dopytującego Naruto, mając w myślach leżącą na biurku dokumentację.


Od autorki: Witooom! Czy tylko ja tak bardzo się cieszę na niektóre wprowadzane wątki w Boruto? No Wy też, prawda? :3
Ale dobra, do rzeczy. Tak, ja widzę te wszystkie wyświetlenia! Naprawdę je widzę, ostatnio podskoczyły — ogromnie dziękuję! ♥ Szczerze przyznam, że nawet taka najmniejsza aktywność z Waszej strony w jakiś sposób motywuje, choć TSS naprawdę pisze mi się coraz ciężej. Myślami już od dłuższego czasu jestem przy nowszych blogach, o których wręcz marzę, naprawdę. Dzięki Wam wciąż jednak się staram względem TSS, pomimo tego, że trudno mi jest dać z siebie 100% przy pisaniu tych rozdziałów — w końcu tą historią, choć nadal wydaje mi się ciekawa, już dawno przestałam się... ekscytować? Tak, to chyba dobre określenie, bo gdy miałam jeszcze te 13 lat, byłam wręcz podekscytowana tym blogiem.
Co do korekty — tym razem nie oddaję Wam niesprawdzonego rozdziału, ale to dzięki Aerix, której przeogromnie dziękuję. ♥ Sasame na dniach podejmie się korekty 6-tki, potem dopiero 7-ki, ale Aerix postanowiła zajrzeć do tego rozdziału. Nie zmieniałam jednak % przy korekcie w stanie rozdziału siódmego — zrobię to już jak Sasame zerknie na rozdział, bo szczerze nie wiem, jak rozdzielić % korekty między je obie, skoro będą sprawdzać w dość sporych odstępach czasu. Xd Niemniej Aerix odwaliła naprawdę dobry kawał roboty, proszę o poszanowanie dla niej.
Dooobra, nie przedłużając — mam nadzieję, że rozdział nie wypadł tak źle, jak sama to odnoszę.
Pozdrawiam, kochani! ♥


PS Czy Wam także raz pokazuje się odtwarzacz z muzyką, a raz znika? :| Bardzo to niefajne. Tfu.
LAYOUT BY OKEYLA