środa, 26 kwietnia 2017

Rozdział 5

Naruto jęknął bezpruderyjnie, a pod Kibą ugięły się kolana, kiedy bezszelestnie i w pośpiechu opuściliśmy dom Haruno. Nie było czasu na dokładne oględziny, ponieważ niedługo po słowach Inuzuki wyczuliśmy patrolujące oddziały ANBU. Poskutkowało to natychmiastowym wyjściem oraz oddaleniem o kilka uliczek.
Jakie to wszystko upierdliwe — burknął Shikamaru, kopiąc jakiś kamień, a w mojej głowie jego słowa rozbrzmiały echem.
U p i e r d l i w e.
Było takie. Również przerażające, tajemnicze, a w tym wszystkim po prostu męczące. I niedające spokoju.
Cały czas myślałem o wisiorku Keiko.
Jakim cudem leżał u Sakurci w domu? — Głos Naruto sprawiał wrażenie otępiałego, odległego. Wciąż nie znałem szczegółów. — Mało tego! W sypialni jej rodziców!
Młotka poniosły emocje, więc szybko go uciszyliśmy, ale w końcu był tylko młotkiem. Z tego powodu nie mogłem zbyt długo gromić przyjaciela wzrokiem. Ciążyły nam na barkach ważniejsze rzeczy.
Zawiał wiatr, pozostawiając na skórze nieprzyjemny chłód. Z trudem powstrzymałem drżenie; dzisiejsza pogoda ani trochę nie przypominała wiosny czy czyhającego za rogiem lata.
Keiko miała go na sobie, gdy... gdy zginęła. Jestem tego pewien! — sarknął rozjuszony Kiba, który spojrzeniem objął Akamaru pijącego z kałuży. Po naszej ucieczce nie spadały już żadne krople, ale po ulewie zostały ślady. Nic dziwnego, że spragniony pies postanowił skorzystać. — Ten łańcuszek nie mógł się tam znaleźć. Nie pochowaliśmy jej. Nawet stamtąd nie wydostaliśmy.
Przez Inuzukę zaczęła przemawiać gorycz zdradzająca niezagojone rany. Nerwowo zaciskał szczękę, a oczami świdrował wszystko wokół. O ile on skupiał uwagę na tak wielu rzeczach, ja myślałem tylko nad jego słowami.
Nigdy nie słyszałem o Keiko. Nie przybliżono mi okoliczności, w jakich ją stracili ani kiedy do tego doszło. Nawet tego, kim w ogóle była. Choć widziałem żałość Kiby, chciałem się czegoś dowiedzieć.
Jak zginęła?
Wzrok szatyna przestał poszukiwać nieistniejącego punktu w krajobrazie i spoczął na mojej twarzy. Zauważając jego mimikę, wiedziałem, że nie miał mi za złe tego pytania.
Na misji, cztery lata temu, niedługo po twoim odejściu z Konohy — wyznał gorzko, trochę konspiracyjnie. Zacisnął oczy, choć z pewnością nie zamierzał płakać. — Byliśmy w świątyni i... i nagle wróg zaatakował. Wszystko zaczęło się sypać. Walić. Tamci zwiali, a ona kazała nam uciekać i chociaż nie chcieliśmy, aby to się tak skończyło... nie potrafiliśmy już jej stamtąd wydostać, kiedy te cholerne głazy na nią spadły. Kilka innych osób również tak skończyło. Wszyscy zostali tam pogrzebani żywcem.
Nie byłem pewny, ale głos Kiby wydawał się załamywać. Odetchnął jednak, przybierając spokojny wyraz twarzy, nie dając po sobie wiele rozpoznać. Nagle z jego krtani wydobył się niepokojący, wręcz wariacki śmiech.
Wiecie, to bezsensu. Ludzie rodzą się, umierają, kogo to obchodzi? — Chłopak pokręcił głową i rozbawiony spojrzał na białego zwierzaka. — Na przykład taki Akamaru. Coś mu dolega. Może umrzeć, prawda? Ale kogo to obchodzi? — prychnął. — No mnie. Mnie, kurwa, obchodzi. Chodź, Akamaru. Idziemy do Hany, musi cię przebadać.
Shikamaru przyglądał mu się z uwagą. W ciszy kontemplował zaistniałą sytuację, natomiast Naruto zmarszczył brwi, zdezorientowany zachowaniem szatyna. Inuzuka wypierał to, co leżało mu na sercu i nie dopuszczał do siebie pewnych faktów. Wolał stronić od przeszłości. Udawać, że to już nie miało znaczenia.
Nie było to jednak moją sprawą. Dlatego rozeszliśmy się w ciszy, każdy w swoją stronę.


Długi, twardy sen nie przyniósł mi ulgi. Po moim umyśle krążyły ogłuszające, przeszywające krzyki, które świadomie zignorowałem miesiące temu. Co jakiś czas powracały w snach i zawsze inaczej obrazowałem sobie, zapewne już martwe, oczy z tamtego deszczowego dnia. Nie miałem okazji ich ujrzeć — po prostu stchórzyłem. Wyobraźnia jednak robiła swoje, nie pozwalając zapomnieć.
Gwałtownie podniosłem się z łóżka, aby zmienić tor myśli i pogrzebać niewygodne wspomnienia. Narzuciłem kołdrę na posłanie, ponieważ po całej nocy jej większa część zdobiła brudną podłogę. W kilku krokach pokonałem pokój, dostając się do lodówki w kuchni, aby wyciągnąć butelkę zimnej wody, a następnie przygotować śniadanie. Po zjedzeniu posiłku umyłem się i przyodziałem letnią, ciemną koszulkę oraz czarne, luźne spodnie.
Od rana nad wszystkim górowało słońce, sprawiając, że każdy przypominał sobie o nadchodzących wielkimi krokami upałach.
Usłyszałem kilkakrotne stukanie w szybę dochodzące z salonu, przez które przebijała się panorama Konohy spowita promieniami.
Jastrząb? — mruknąłem, dostrzegając ptaka na parapecie. Przeszedłem przez korytarz, gdzie do moich uszu dotarło chrapanie Naruto. Podszedłem do okna, uchylając je. Wpuściłem brunatnego zwierzaka do środka, po czym odwiązałem liścik z jego kończyny.
Naruto i Sasuke, do mojego gabinetu. Jak najszybciej”.
Zerknąłem jeszcze tylko na podpis od Kakashiego, wzdychając. Spojrzałem w stronę parapetu, ale ptaka nie było, a mnie czekało dobudzenie młotka. Już na wstępie zdawałem sobie sprawę z tego, że z pewnością nie należało to do najłatwiejszych zadań.
Ja jednak się nie trudziłem, tylko bez ceregieli zrzuciłem blondyna z łóżka. Zaraz za nim zleciała kołdra. Rozległ się nie najcichszy huk i nie minęły nawet trzy sekundy, gdy usłyszałem jego wrzask.
Co ty wyprawiasz, Sasuke?!
Przekręciłem oczami, widząc blondyna próbującego pozbierać się z podłogi i rozmasowującego tyłek. Ułożył nakrycie z powrotem na materacu, wbijając we mnie ostrzegawcze spojrzenie. Ignorując go, odwróciłem się do wyjścia z pokoju, mówiąc o wezwaniu przez Kakashiego.
Niespodziewanie poczułem na swoich plecach uderzenie poduszki, a kiedy obrzuciłem Naruto nieprzychylnym wzrokiem, rozpętała się kilkuminutowa bitwa.


To nie tak, że nie przepadałem za nagłymi wypadami, gdzieś z samego rana, wbrew własnej woli. Po prostu ściany w gabinecie głowy wioski były mdłe. Na tyle, żeby skutecznie zachęcić mnie do wyjścia i powrotu do mieszkania. Albo od razu omijania tego miejsca. Szczególnie zaraz po obudzeniu.
Po pomieszczeniu rozległo się głośne ziewnięcie Uzumakiego. Zignorowawszy go, dokładnie zmierzyłem wzrokiem niewzruszone oblicze Kakashiego. Nie potrafiłem zrozumieć, o co chodziło. Niestety, ja i Naruto zdążyliśmy już zrobić kilka rzeczy godnych potępienia przez Hokage. Gdyby jednak chodziło o wczoraj, znaleźliby się tutaj także Kiba i Shikamaru. Mojej uwadze nie umknęło również to, że poprzednio zostaliśmy wezwani przez jakiegoś chłoptasia. Tym razem Kakashi wysłał jastrzębia z wiadomością.
Dobra, dzieciaki — zaczął, ale młotek postanowił wtrącić swoje trzy grosze bez uprzedzenia.
Tylko nie dzieciaki! Niedługo będziemy mieć po dwadzieścia lat!
Prychnięcie blondyna zostało skwitowane cichym śmiechem przywódcy wioski, a ja westchnąłem z irytacją, chcąc okazać zażenowanie przez uderzenie się otwartą dłonią w twarz; powstrzymałem jednak tę ochotę, przekręcając oczami.
Dla mnie zawsze będziecie moimi małymi uczniami, Naruto — stwierdził Hatake. Pochylając się nad biurkiem, podparł głowę na palcach. Cienie pod jego oczami były widoczne bardziej niż ostatnio. Również spojrzenie nie należało do najżywszych.
Jeżeli to wielkie marzenie Uzumakiego miało skończyć się na wielkim zmęczeniu nad stertą papierów — mogłem mu jedynie pogratulować i życzyć powodzenia. Choć to wciąż należało do lepszych celów aniżeli przykładowo takie o zabiciu kogoś bliskiego. Albo zniszczeniu całej wioski.
Po co zostaliśmy wezwani? — zapytałem, widząc blondyna otwierającego buzię. Domyśliłem się, że zamierzał kontynuować temat, a jego rozmówca nie chciał tego przerywać. Szybko jednak uratowałem sytuację, w duchu licząc na szybszy powrót do domu.
Kakashi odchrząknął i poprawił się na fotelu, mozolnie prostując plecy. Obrzucił wzrokiem górę kartek nienagannie ułożoną na meblu przed sobą, a następnie omiótł nas spojrzeniem. Wbił je niezwykle szybko, niespodziewanie. Nie należało ono do tych pocieszających.
Powiem wam, że mnie zawiedliście. Myślałem, że po tylu latach zabawy w shinobi będziecie umieli zakraść się do archiwum tak, aby nikt was nie zauważył — powiedział powoli, jakby pozwalając nam dokładnie zrozumieć i przeanalizować każde słowo.
Archiwum.
Wpadliśmy.
Prawie mogłem usłyszeć ciężko upadającą na podłogę szczękę Naruto.
Przypatrywałem się w milczeniu Hokage, czekając na dalsze słowa. Nie wiedziałem jednak, co z tej okazji dla nas szykował. Nie sprawiał wrażenia osoby rozzłoszczonej lub w jakiś sposób dotkniętej.
Raczej kogoś sarkastycznego i rozbawionego. Kpiącego.
A-ale jak? — usłyszałem.
Strażnik was przyuważył, kiedy już sobie wychodziliście. Na wasze szczęście znajomy strażnik, bo nikomu nie piśnie ani słówka na temat waszego przedwczorajszego pobytu w archiwum. W zaistniałej sytuacji mogłoby to być dosyć problematyczne, gdyby ktokolwiek o tym wiedział — wyjaśnił, a ja nie miałem pewności, czy nawiązywał do ogólnej sytuacji, czy do czegoś zupełnie innego. — Co was podkusiło, aby się tam zakraść?
Pomimo początkowego wahania szybko wyjaśniliśmy całe zajście. Wyznaliśmy, że podsłuchiwaliśmy rozmowę Kakashiego oraz Tsunade o znalezionych członkach ANBU. Mężczyzna przysłuchiwał się temu w milczeniu, aż w pewnym momencie machnął dłonią, jakby lekceważąco.
Rozumiem — mruknął, patrząc na nas ufnie. — I wiem, że nie wy to zrobiliście, ale... tego samego dnia ten sam strażnik znalazł martwe ciała dwóch innych pilnujących wejścia shinobi.
Nawet się nie zdziwiłem.
Następna napaść stanowiła kolejną powtarzającą się część nieprzyjemnej w skutkach układanki.
Nagle przypomniałem sobie o dziwnym przeczuciu, jakie towarzyszyło mi podczas tego małego włamania. Podejrzana cisza i niepokojąca atmosfera kazały mi wtedy trzymać się na baczności. Nie zorientowałem się jednak, że znów chodziło o ś m i e r ć.
Czyli znowu ataki... — wypowiedział powoli Naruto.
Od kilku dni coraz częstsze. Wprawdzie ciągnie się to od około dwóch lat, ale wcześniej o wiele rzadziej. Do dzisiaj brak tropów. Nawet u Sakury oddział śledczy nic nie znalazł — burknął Kakashi, przeczesując szare włosy. Wlepił oczy w okno.
Ja i młotek zmierzyliśmy się wzrokiem. Powstały między nami wątpliwości, ale jeszcze nie zamierzaliśmy mówić Hatake o odnalezionym wisiorku. Zresztą — na dniach najpewniej ktoś zostałby wysłany do ponownego przejrzenia mieszkania lub uprzątnięcia tego bałaganu. Wtedy dowiedziałby się także Kakashi, ponieważ ów przedmiot zostałby zauważony oraz wpisany na listę dowodów — których w dużej mierze brakowało.
Hokage machnął ręką lekceważąco i odwrócił się w naszą stronę, pochyliwszy nad biurkiem. Potarł palcem wskazującym skórę na czole.
Wybaczcie, że ciągnąłem was tutaj z samego rana, tylko po to, aby to przekazać. Mam zbyt dużo roboty na później. Poza tym powinienem skontaktować się z innymi Kage i powiadomić ich o problemach.
Równocześnie z Uzumakim skinąłem głową, następnie żegnając się z byłym senseiem.


Nabrałem do płuc świeżego powietrza, oddychając z ulgą.
Stary! Prawie zawału dostałem, gdy Kakashi-sensei powiedział, że wie — rzucił przyciszonym tonem, chłonąc oczami okolicę. Po chwili rozpiął zamek od bluzy i ściągnął ubranie, przewieszając je sobie przez ramię. Zastanawiałem się, po co w ogóle to zakładał w tak upalny dzień.
Nie był zły. W ogóle nie bardzo się przejął, ale... mógłby być kłopot, gdyby to faktycznie gdzieś wypłynęło. Ty jak ty, ale na mnie padłyby oskarżenia — powiedziałem bez ogródek, czemu nawet Uzumaki nie mógł zaprzeczyć. Znaleźliby się tacy, co połączyliby fakty i to ja zostałbym obarczony tym wszystkim.
Ufa nam. Był naszym senseiem, zna nas od dziecka — stwierdził cicho, wlepiając wzrok w ziemię. — Oby tylko ten strażnik trzymał język za zębami. W końcu podczas naszego włamania zamordowano kolejne osoby.
Domyślam się, że zdarzyło się to nawet przed wizytą tam. Zbyt łatwo udało nam się tam wślizgnąć. Zresztą przeczucia od początku miałem dosyć... niepokojące — przyznałem, a Naruto wbił we mnie niebieskie tęczówki. Pokiwał kilka razy głową jakby w zamyśleniu.
Taaa. Też to wyczułem, gdy tam wchodziliśmy.
Chłopak sięgnął dłonią do blond włosów i leniwie je przeczesał.
Kiedy postawiliśmy pierwsze kroki na jednej z większych ulic Konohy, zostaliśmy zmuszeni do przedzierania się przez grupki rozbieganych dzieciaków, korzystających z ciepłej pogody. My natomiast główkowaliśmy nad sprawą morderstw, porwań i napaści.
Nagle, między różnymi mieszkańcami wioski, mignęła znajoma sylwetka niskiej dziewczyny. Szła powoli, w zamyśleniu i długo jej zajęło, zanim przeniosła na nas spojrzenie białych oczu.
Hinatka! — wykrzyknął donośnie Naruto, machając ręką. Ktoś obrócił się, aby spojrzeć karcąco na młotka, ale ten zdawał się nie zwracać na to uwagi, idąc w stronę Hyuugi z szerokim uśmiechem na twarzy. Na policzki dziewczyny wstąpiła czerwień. Uśmiechnęła się nieśmiało, cicho wymawiając cześć, natomiast blondyn ucałował ją w czoło. Patrzyłem na to z niemałym zdezorientowaniem i choć kontestowałem takie publiczne czułości, przemilczałem temat. — Jak tam u Sakurci? — dodał, głaszcząc potomkinię klanu Hyuuga po twarzy.
Musiałem zapisać to na liście Przywyknij, bo szybko zrozumiałem, że między nimi było coś więcej. Coś, czego nie zauważyłem przy ostatnim ich spotkaniu.
Towarzyszka szybko zmizerniała, bezradnie kręcąc głową.
Siedzi cały czas w pokoju. Może na początku nie było tego widać, ale naprawdę przeżywa to wszystko. Przypomina siebie z czasów, gdy... gdy wróciła do Konohy po porwaniu. Nie reaguje, gdy do niej mówię. Nic nie je. Zamknęła się w sobie.
Przywołałem obraz jej pustego spojrzenia, pozbawionego wszelkich uczuć. Jakby śmierć rodziców nie miała dla dziewczyny większego znaczenia.
Po plecach przebiegły mi dreszcze.
Nie potrafiłem rozgryźć Sakury. Czułem w tym wszystkim większą tajemnicę niż tylko utrata mowy i nieudane próby pogodzenia się z tym faktem. Ponieważ tak wyglądało jej zachowanie. Jakby nie umiała tego dokonać. Wyczuwałem jednak to w kościach, że coś więcej było nie tak.
Od wczoraj do mojej głowy wpadło wiele wizji. Biorąc pod uwagę łańcuszek Keiko w sypialni państwa Haruno, teorie z godziny na godzinę stawały się coraz bardziej abstrakcyjne. Nie mogłem zaakceptować żadnego pomysłu.
Temari wpadnie do niej dzisiaj wieczorem, więc liczę na to, że coś poprawi się w jej zachowaniu. W końcu są najlepszymi przyjaciółkami.
Słowa Hinaty nie dały mi wielkich nadziei. Zdawałem sobie sprawę z tego, że na rany najlepiej działał c z a s. Nie żaden złoty środek.
Choć przyjaciele również pomagali.
Po okolicy rozległo się prychnięcie Naruto.
Ja jestem jej najlepszym przyjacielem, dattebayo! Ale dobra. Dajmy jej chwilę spokoju, później niech odwiedzi ją Temari, a jutro wpadnę do niej z samego rana i zacznę stawiać na nogi! Nikt nie zrobi tego lepiej niż Siódmy Hokage!
Przekręciłem oczami, słysząc znajomy tytuł, który — rzecz jasna — do niego nie należał. Poparłem natomiast pomysł Uzumakiego, jakoby dziewczyna nie zostawała sama w takim momencie.
Też tak myślę. Dlatego postanowiłam przejść się po wiosce, a jej pozwolić nieco ochłonąć. Odwiedziłam grób Nejiego, a teraz krążę bez celu po okolicy.
Dowiedziałem się o jego bohaterskiej śmierci od Naruto, niedługo po zakończeniu wojny. Do dzisiaj ta informacja stanowiła dla mnie coś... niemożliwego.
Przejść się? — powtórzył, wpuszczając na twarz ogromny uśmiech. — Hej, Hinatka! Może pospaceruję z tobą, co? Zjemy coś, przykładowo ramen, hę?
Dziewczyna pokiwała głową, mrucząc pod nosem, co nie dotarło do moich uszu.
Nie zamierzałem wchodzić z buciorami w ich spotkania, zwłaszcza że niekoniecznie były one na stopie koleżeńskiej, dlatego szybko pożegnałem się z nimi, tłumacząc to swoimi sprawami i zniknąłem za najbliższym zakrętem.
Mało obchodziły mnie czyjeś relacje, ale bliższa znajomość Uzumakiego oraz Hyuugi niemało mnie zaskoczyła.
Niespodziewanie do mojej głowy wpadł nieproszony pomysł, aby odwiedzić Haruno. W końcu siedziała sama w domu.
Zresztą — w tym momencie nikt nie zrozumiałby jej lepiej niż ja. Dlatego czym prędzej przedarłem się przez alejki wioski do posiadłości młodej Hyuugi.
Wejście do środka nie sprawiło mi problemów, ponieważ drzwi nie zostały zamknięte. Budynek był ogromny, co nie umknęło mi poprzednio. Wewnątrz jednak sprawiał wrażenie jeszcze większego. Wszedłem w korytarz prowadzący do kilku pokoi i wytężyłem zmysły, żeby wyczuć chakrę Sakury. Znajdowała się w trzecim pomieszczeniu po prawej, toteż nieśpiesznie podszedłem pod cel. Postanowiłem wejść, poprzedzając czynność pukaniem. Szybko przekroczyłem próg.
Leżała na łóżku. Kiedy usłyszała głośny trzask, gwałtownie podniosła się do góry, wstając z wygodnego mebla. Deski pod materacem zatrzeszczały. Jednak stan Sakury po tym wyprowadził mnie z równowagi.
Skuliła się bardziej niż w moim mniemaniu było to możliwe i zadrżała bezwiednie. Wbiła we mnie zdezorientowany, wystraszony wzrok. Przyjrzałem jej się dokładnie. Na policzkach widniały ślady od łez, włosy miała roztargane, pod oczami gościły sińce, a wargi były spierzchnięte. Bladość cery wszystko podkreślała.
Wyglądała jak trup.
Stała niczym słup soli. Zwierzyna niemająca dokąd uciec — nie rozumiałem jej zachowania.
Odchrząknąłem, aby zmusić się do powiedzenia czegokolwiek. Tak naprawdę nawet tego nie przemyślałem; po prostu tu przyszedłem, nie wiedząc nawet, co dokładnie mógłbym powiedzieć. Nie potrafiłem też pocieszać, więc nie wchodziło to w grę.
Liczę na to, że okażesz się mądrzejsza ode mnie i nie zaczniesz odtrącać przyjaciół — wyznałem prosto z mostu, siląc się na możliwie łagodny ton. Podszedłem bliżej. — Przede wszystkim nie izoluj się. Do niczego cię to nie zaprowadzi.
Zachowanie dziewczyny nadal wzbudzało niepokój. I coś w rodzaju poczucia winy.
Bała się. Nie znałem tego powodu i nie mogłem odpędzić od siebie wrażenia, że stałem się tego powodem.
Cokolwiek krąży po twojej głowie — rzekłem cicho — przestań. Nic ci nie zrobię.
Już zrobiłeś zabrzmiał nieproszony głos w moim umyśle, a ja mimowolnie przywołałem wspomnienia, kiedy to prawie dwa razy zabiłem tę dziewczynę.
Gdyby nie K a k a s h i, moje chidori przeszyłoby ją na wskroś.
Gdyby nie N a r u t o, kunai w mojej dłoni poderżnąłby jej gardło.
Gdyby nie j a, nic podobnego nie miałoby miejsca.
Niespodziewanie lękliwa postawa Haruno uległa zmianie. Mogłem z niej wyczytać głównie smutek.
Westchnąłem.
Nie muszę ci przypominać, jak upadłem, gdy odszedłem — stwierdziłem, ocierając wierzchem dłoni drobne kropelki potu z karku. Panował naprawdę męczący upał. — Nie chcę, aby to samo spotkało ciebie. Masz mnie, Naruto. Przyjaciół. Nie odtrącaj tego, Sakura.
Być może wypowiedziałem ostrzejszym tonem jej imię, ale miałem nadzieję, że moje słowa w jakimś stopniu do niej dotarły.
Nie pozwoliłbym iść tej drobnej dziewczynie w moje ślady.
Przez kilka długich minut dominowała cisza i nic nie było w stanie jej zakłócić. Dziewczyna jednak, nimo swej niemości, otworzyła buzię, jakby chciała coś powiedzieć, co przysporzyło mi niemożliwą do spełnienia nadzieję. Szybko ją jednak zamknęła.
Naruto wspominał, że Tsunade wciąż starała się jej pomóc, prawda?
Nie wiedząc, co wydusić oraz chcąc udowodnić swoje dobre zamiary, pokonałem dzielącą nas odległość, ostrożnie obejmując Sakurę ramionami.
Pozwoliła sobie na łzy i nic więcej.


Kiedy wróciłem do mieszkania, Naruto wciąż przebywał gdzieś poza jego murami.
W mojej głowie majaczyło się mnóstwo niepociesznych myśli i wspomnień.
Zasiadłem wygodnie na fotelu, uprzednio nakierowując na siebie włączony wiatrak. W dłoni trzymałem kubek z czarną herbatą, od czasu do czasu uginając rękę w łokciu, aby pociągnąć łyk czy dwa. Białe urządzenie przede mną sprawiało, że nie dręczyła mnie wysoka temperatura.
Zanim kilka dni temu postawiłem swoje pierwsze kroki w wiosce, oczekiwałem raczej zwyczajnego przywitania przez najbliższych, stopniowego spotykania pozostałych osób, uporządkowywania życia oraz służenia wiosce.
Mogłem o tym zapomnieć.
Komplikacje nadeszły jedna za drugą, sprawiając niemałe krzywdy i zamieszania. Poraz kolejny zacząłem schematyzować minione zdarzenia. Nie wpadłem jednak na nic racjonalnego, a przed oczami miałem niebieską biżuterię i litry krwi — a przede wszystkim zero jakichkolwiek powiązań.
Przeczesałem czarne włosy, przymykając oczy. Uprzednio odstawiłem kubek na stolik obok. Próbując pozbierać pomysły do kupy, straciłem poczucie czasu. Po uchyleniu powiek spostrzegłem zdecydowanie późniejszą porę niż... przed ich zamknięciem — bo nie wiedziałem, czy minęły minuty czy godziny.
Cisza jednak pozostawała niezmienna i dziwnie drażniąca.
Niespodziewanie uderzył mnie jeden szczegół, który wcześniej zignorowałem. Shinobi, jacy zaatakowali szpital, posługiwali się tymi samymi narzędziami, z jakich korzystali ninja Otogakure. Ci naprawdę dobrze wyszkoleni, po latach treningów, byliby w stanie precyzyjnie ich używać przy pomocy chakry, imitując wszelkiego rodzaju dźwięki.
Idealne do tego stopnia, aby nieoczekiwanie kogoś ogłuszyć bez zbędnego narażenia życia.
Faktem było, że taki atak z zaskoczenia, nawet podczas już trwającej walki, mógł sprawić, aby ktoś utracił przytomność.
Aby dało się go pojmać bez większego problemu.
Owszem, była mowa o tym w raportach. I z pewnością nie zostało to pominięte przez Hokage, ale... może Orochimaru mógłby o czymś wiedzieć?
Usłyszałem trzask drzwi, kroki, a już po chwili ujrzałem zgorszoną twarz Naruto. Uniosłem jedną brew, wyczekując jakichś nieprawdopodobnych relacji. Chłopak podszedł do mnie szybkim krokiem, siadając na sąsiednim fotelu i przesuwając odrobinę wiatrak również w swoją stronę. Odetchnął pod nosem.
Nie uwierzysz — jęknął, rozwalając się na meblu. Wyciągnął nogi przed siebie, a za głowę zarzucił ręce, na których ją wsparł. — Razem z Hinatką spotkałem po drodze Kibę. Akamaru... jego wczorajsze złe samopoczucie nie wyniknęło samo z siebie. Został otruty! Znaczy Hana zrobiła co należy. Teraz wraca do zdrowia. Jest na jakichś psich pigułkach wzmacniających, ale... ale jednak, no. To była trutka definitywnie przygotowana przez człowieka, dattebayo!
Zachowałem milczenie, nie wiedząc już nawet, jak mógłbym skomentować tę sytuację. Nie sądziłem, że ktokolwiek z Konohy nudził się na tyle, aby od tak zaszkodzić czyjemuś zwierzakowi, zwłaszcza psu ninja.
Szybko dodałem dwa do dwóch.
Czyli zabrali się też za zwierzęta... — mruknąłem sam do siebie, mając jednak na uwadze obecność blondyna.
Pomyślałeś o tym samym, co? Kiba też tak podejrzewa. To było otrucie z premedytacją — rzucił, niespodziewanie wstając z fotela. Otarł dłonią pot z czoła. — A teraz dzieje się zbyt dużo, aby przejść obok czegoś takiego obojętnie.
Pokiwałem głową w zamyśleniu.
Szykowały się długie tygodnie.


Tydzień.
Minął tydzień, odkąd ostatni raz odwiedziłem Haruno. W ciągu tych nad wyraz spokojnych — wolnych od porwań lub morderstw — dni ujrzałem ją tylko raz, ale na odległość.
Na p o g r z e b i e.
Niefortunnie, podczas pochówku rodziców Sakury, wspomniałem pożegnanie swojego klanu.
Natomiast Sakurę widziałem tam przez kilka dłuższych chwil — później zniknęła mi z oczu, najprawdopodobniej pragnąc znaleźć się jak najdalej od ludzi i pachnącego śmiercią cmentarza. Ja natomiast nie próbowałem dotrzymać jej tego dnia towarzystwa. Oprócz bliskich, potrzebowała również spokoju oraz czasu na przemyślenia.
Przez wszystkie te dni wyczekiwałem kolejnej informacji o cichych zabójstwach lub nagłych pojmaniach — na próżno. Nic, co mogłoby wskazać nam więcej tropów.
Stojąc teraz twarzą w twarz z Kakashim, zastanawiałem się, czy nie zdradzić mu co nieco odkrytych przez naszą czwórkę informacji, ale szybko zrezygnowałem.
Jeszcze tego samego dnia, kiedy pomyślałem o złożeniu wizyty Orochimaru, zarządziłem spotkanie, aby poinformować o tym Shikamaru, Kibę oraz Naruto. Jak się okazało, Nara myślał o jednym z Sanninów już wcześniej. Nie sądził jednak, że znów w cokolwiek mógł się wplątywać, ale należał on do osób nieprzewidywalnych. Co ważniejsze, osobiście założył Wioskę Dźwięku.
Pomimo zebranych faktów, nadal nic się nie kleiło.
Wisiorek Keiko — która miała go na sobie, gdy została zasypana gruzami — w mieszkaniu Sakury.
Shinobi z Dźwięku.
Porwania, ataki, zabójstwa, otrucia.
Ktoś, kto śledził mnie podczas podróży (jak ja nie potrafiłem pozbyć się wrażenia, że te sprawy miały związek!).
Nie zapominaliśmy również o tym, że każda porwana osoba, jaka została odnaleziona, budziła się w okolicach Suny. Nawet Sakura, Shikamaru i Kiba, którym udało się uciec, zostali ogłuszeni i pozostawieni w okolicach Piasku.
Tak jak już mówiłem, mam dla was misję. — Rozmyślania przerwał mi głos Szóstego Hokage, a stojąca obok okna kobieta o jasnych włosach odbiła się od ściany i zbliżyła się z zawadiackim uśmieszkiem. — Wprawdzie nie należy ona do najtrudniejszych. Ranga C, choć zważając na ostatnie wydarzenia zadanie może w każdej chwili zostać podniesione do rangi B.
C oznaczało proste zadanie dla genina lub chuunina.
B kojarzyło się z nieprzyjemną konfrontacją, co było bardzo prawdopodobne.
Głos zabrała Piąta Hokage, która od zawsze emanowała czymś osobliwym, co wzbudzało do niej należyty respekt.
W Sunie mam pacjenta. Z pewnych przyczyn nie mogę przyjąć go tutaj, w Konoha. Dlatego jestem zmuszona wyruszyć do Wioski Ukrytej w Piasku, ale jako Hokage muszę mieć zapewnioną eskortę — powiedziała donośnym tonem, krzyżując ręce na ogromnych piersiach. — Wy nią będziecie i nie jestem w stanie przewidzieć, ile zajmie pobyt tam. Ten przypadek jest dosyć specyficzny, ale nie chce mi się tracić teraz czasu na tłumaczenia. Wyruszamy jutro o świcie.
Przyjąłem tę informację bez najmniejszego sprzeciwu, radując się opuszczeniem murów wioski na jakiś czas, wracając wspomnieniami do czasów dzieciństwa. Dawniej misje polegające na ochronie kogoś stanowiły zwyczajną część mojego życia. Długo nie miałem z tym do czynienia.
Naruto chyba powstrzymał się od śmiechu — bądź co bądź, zlecenie należało do banalnych, jeśli nie napotkamy żadnych komplikacji. Wystarczyło jednak kilka sekund, aby w jego niebieskich oczach pojawił się szaleńczy błysk. Naraz wyszczerzył białe zęby i gwałtownie wyrzucił pięść do góry.
W końcu jakaś misja, Dattebayo! — Krzyk ubarwiony w radość i ekscytację przypomniał mi o tym, jak bardzo Uzumaki uwielbiał wypełniać zadania dla Konohy.
Z krtani Piątej wydobył się chichot, ale szybko spoważniała. Obrzuciła nas spojrzeniem, w którym czaiło się coś, co mogłoby zmiażdżyć najtwardszego zawodnika.
Nie wyznaczyliśmy tylko waszej dwójki — oznajmiła. — Wyruszycie w składzie dawnej Drużyny Siódmej.
Przysięgam, ta gęsia skórka jest spowodowana..., przemknęło mi przez umysł, ale nie potrafiłem dokończyć tej myśli w logiczny sposób. Nie znalazłem żadnego usprawiedliwienia dla tej dziwnej i niezrozumiałej fali uczuć, rozchodzących się po moim ciele, na słowa Drużyna Siódma.
T-to chyba nie jest najlepszy pomysł — zauważył młotek, a ja mu zawtórowałem. — Sakura-chan powinna odpocząć od misji. Dopiero co straciła rodziców.
Doskonale zdaję sobie z tego sprawę, Naruto — wycedziła, jakby sfrustrowana tym nagłym sprzeciwem. — Muszę ją mieć na oku. Wszystko zostało ustalone, Sakurę już poinformowałam.
Ale babuniu!
Kobieta niemalże zesztywniała, słysząc to określenie. Jej piwne tęczówki zastąpiła czysta chęć mordu, którego dokonać jednak nie mogła.
Tyle razy ci mówiłam! Nie. Nazywaj. Mnie. Tak. A teraz wynocha! Jeden i drugi! Widzimy się o świcie — niemalże warczała, a jej donośny ton prawie wbijał w ziemię.
Nie zamierzałem z nią zaczynać. Naruto najpewniej też odpuścił. Nawet Kakashi nie dodał ani słowa.
Wyszliśmy więc, zamierzając odpocząć przed jutrem.


Postać dziewczyny kroczącej tuż obok mnie przez całą podróż zajmowała mój umysł o wiele częściej niż chciałbym, aby miało to miejsce.
Sakura była cicha, nieodgadniona i stanowiła element jeszcze nierozszyfrowanej zagadki. Coś podpowiadało mi, aby drążyć temat dalej. Nie wycofywać się. W dodatku nie opuszczało mnie przeczucie, że część rozwiązania miałem pod swoim nosem. Jednak zalewanie Haruno falą pytań odnośnie tamtych wydarzeń sprawiało wrażenie mało taktownego pomysłu. Jej psychika została zniszczona w dużym stopniu i byłem pewien, że nie tylko niemota za to odpowiadała. Właściwie to rozmyślałem też nad tym, jak ja reagowałbym po takich przeżyciach.
Wtedy uderzyła mnie myśl, że od zawsze byłem zbyt słaby psychicznie, szczególnie po latach wewnętrznych rozterek. Dlatego wyobrażenie o czymś podobnym przychodziło z wielkim trudem, w efekcie czego zrezygnowałem i skupiłem się na dalszej drodze.
Niestety, nawet stojąc przed samym Kazekage, nie potrafiłem ignorować przeróżnych wizji w głowie. Zarazem pochłaniałem wszystkie jego słowa z należytą uwagą. Nie umknęło mi nawet to, jak do każdego z osobna zwrócił się po imieniu — również do mnie.
Nie traktował oschle mojej osoby. Sprawiał wrażenie kogoś, kto już dawno temu zakopał niechybne wspomnienia. Był nastawiony całkowicie przyjaźnie.
Cieszę się, że dotarliście cali i zdrowi. Myślę jednak, że jesteście zmęczeni po podróży i chcielibyście odpocząć.
Najpierw sprawdzę co z panem Haradą. — Westchnięcie Piątej Hokage rozeszło się po niezbyt przestronnym pokoju. Ukryłem podziw dla tej kobiety; osobiście byłbym na to za leniwy, skoro operacja nie należała do tych pilnych, a wszystko na to wskazywało.
Gaara przytaknął i obrzucił wzrokiem mnie, Sakurę oraz Naruto.
Zatrzymacie się tam, gdzie ostatnio. — Zerknął na kartkę w dłoni i przez kilka sekund badał ją wzrokiem. — Dostaniecie przydział pokoi od piętnastki do siedemnastki. Jeden z nich jest dwuosobowy, dla ciebie, Sakuro, oraz ciebie, Wielmożna. — Dwójka Kage porozumiewawczo skinęła głowami w swoim kierunku. Mnie pozostało zmarszczenie brwi, dając znak Uzumakiemu, że niewiele zrozumiałem. Zupełnie zresztą jak on. — Zaraz poślę po Kankurou, aby was zaprowadził.
Naruto naraz wyrwał się z transu i zaczął chaotycznie wymachiwać rękoma.
Nie trzeba, Gaara! Nie trzeba! Ja i Sakurcia pamiętamy, gdzie to było. — Na twarzy blondyna zalśniła satysfakcja, a ja aż przekręciłem oczyma. — Mam tylko nadzieję, że bufet został tak cudownie wyposażony jak ostatnio. To jedzenie... niebo w gębie.
Piąty zaśmiał się na tę uwagę, a całość przypieczętował następny czyn Naruto — masowanie brzucha.
Chodź już, młotku — jęknąłem w końcu, zmęczony zachowaniem przyjaciela.
To nie tak, że nie przepadałem za jego wygłupami. Po prostu moje oczy widziały za wiele podczas wspólnego mieszkania. Naprawdę miałem dosyć.
Przed odpoczynkiem postanowiliśmy jeszcze odstawić Hokage na miejsce; jakby nie patrzeć, pilnowanie jej stanowiło cel misji. Rozmowy i inne ustalenia nie zajęły wiele czasu, dlatego zaledwie kilkanaście minut później staliśmy pod bramą ogromnego, nowoczesnego szpitala. Chłonąłem oczami wielki, modry napis nad drzwiami, który wyraźnie sugerował specjalizację ośrodka — psychiatryk. Uniosłem brew. Pacjent Tsunade zmagał się z chorobą psychiczną.
Kilka minut później, stojąc pod gabinetem lekarskim, słuchaliśmy rozmowy niejakiego Totsury oraz Hokage.
Dobrze, że już pani jest. Operacja musi być przeprowadzona w ciągu najbliższych kilku dni, aby zmniejszyć ryzyko przedwczesnej śmierci. Na szczęście jest wiele dawców.
Senju przytaknęła i zerknęła w papiery, jakie przed chwilą jej wręczono. Wymienili się jeszcze paroma zdaniami, z których niewiele zrozumiałem — moja medyczna wiedza konkurowała z samokontrolą Naruto.
Otwarte drzwi pokoju dla personelu umożliwiły zajrzenie do jego wnętrza. Wydawał się schludny. Moją uwagę przykuło niewielkie, okrągłe akwarium na szklanym stoliku. W środku pływała mała, złota ryba. W ostatniej chwili opanowałem unoszący się kącik ust, gdy przypomniałem sobie o prośbach z dzieciństwa. Zawsze chciałem takiego pupila, aby spełniał marzenia. Itachi wcisnął mi kiedyś kit o tych rybkach.
Trzy życzenia, pomyślałem.
Zawsze miałem tylko cele. Gdyby je jednak przełożyć w takie życzenia...
Pierwsze: zemsta.
Drugie: odbudowa klanu.
Trzecie: ...
Nie posiadałem trzeciego. Bynajmniej nie takiego, do którego dążyłbym mimo wszystko.
Niemalże parsknąłem śmiechem na te głupie, nieistotne myśli, ale usłyszałem głos przyjaciela.
Dlaczego zostałaś tu ściągnięta tylko do przeszczepu, babuniu?
Tak właściwie to również i mnie to zastanowiło. Suna na pewno byłaby w stanie tego dokonać.
Kobieta zgromiła wzrokiem blondyna, rezygnując z urządzania większych scen.
Pan Isei Harada jest dosyć... specyficznym przypadkiem — odpowiedziała, ale Naruto wyraźnie czekał na konkretniejsze wyjaśnienia. — Lata temu był brutalnie traktowany. Bardzo zakorzeniło się to w jego psychicznie i teraz boi się dotyku. Nie wychodzi do ludzi. Wpada w histerię, gdy ktokolwiek podejdzie bliżej niż kilkanaście metrów, a to niestety ma miejsce często w takim miejscu jak to. Miałam już z nim kilka razy styczność, więc operacją zajmę się ja.
Trauma była czymś, co licznym osobom niesamowicie ograniczało życie. Nikt jednak nie miał na to wpływu. Wielu lądowało przez to w szpitalach psychiatrycznych.
Dobra, wy możecie już iść. Odpocznijcie trochę.
Nie spojrzała na Sakurę, która przystanęła bliżej niej.
Mówiła do mnie i Naruto.


Biedny staruszek — mruknął blondyn, drepcząc kilka metrów ode mnie. Uniosłem brew na owe stwierdzenie. — No wiesz… przeżyć coś, przez co do końca życia trzęsiesz portkami na myśl o czyimś dotyku.
Życie niejakiego Iseiego Harady faktycznie musiało być okrutne i trudne z tego typu dolegliwością, ale — mówiąc szczerze — miałem to w dupie, skoro nawet go nie znałem. Dlatego nie odpowiedziałem na słowa przyjaciela. Zamiast tego podjąłem ważniejszy i uciążliwszy temat.
Myślisz, że do jakich wniosków doszedł Kakashi, gdy odnaleźli ten wisiorek u Sakury? — Uzumaki zaszczycił świat miną obwieszczającą, że nie miał bladego pojęcia, co chodziło mi po głowie. Wydobyłem z siebie westchnienie przemieszane z warknięciem. — Minęło kilka dni, młocie. Ludzie, którzy zajmują się sprawą zabójstwa państwa Haruno na pewno zorientowali się, że w mieszkaniu pojawiła się biżuteria, której wcześniej nie było.
Chłopak zatrzymał się niespodziewanie i podrapał się po głowie.
Cholera — syknął, wwiercając we mnie zamyślone spojrzenie. — Zgaduję, że nasz sensei nie zna właścicielki tego łańcuszka. Zapewne wiemy tylko my — stwierdził słusznie, a ja miałem ochotę bić mu brawo. No, prawie. — Co z tym robimy?
Chyba pora uzgodnić z Shikamaru i Kibą parę rzeczy.
Wznowiliśmy chód. Razem z przyjacielem zaszyłem się w pokojach, jakie przydzielił nam Gaara. Musiałem przyznać, że robiły wrażenie. Utrzymane w jasnych barwach, pokaźne i całkiem przytulne.
Rzuciłem się na miękkie, duże łóżko. Przymknąłem powieki, chłonąc jak najwięcej powietrza w płuca. Z irytacją odkryłem, że moje myśli znów krążyły wokół jednej osoby — młodej Haruno.
Dlaczego Tsunade od początku misji nie odstępowała jej na krok? Dlaczego został im przydzielony jeden pokój, co najwyraźniej było już wcześniej uzgodnione z Gaarą? Dlaczego Senju tak pilnowała podopiecznej?
Czyżby aż tak brała sobie do serca ostatnie przeżycia Haruno? Więzi mentor-uczeń mogły być aż tak silne? Bezsens.
Nie potrafiłem zrozumieć niczego, dotyczącego Sakury. Doszedłem również do wniosku, że próbowałem tego dokonać wyjątkowo często.
W międzyczasie głowiłem się nad atakami. Od kilku dni nie miały miejsca. Mogło to zwiastować burzę.
Kolejny raz nie spałem spokojnie. W snach znów towarzyszył mi niechciany, niemy krzyk.


Od autorki: NIE WIEM, jak ten czas tak szybko przemyka, naprawdę. Spodziewałam się tego rozdziału odrobinę szybciej.
Za wiele tak właściwie się nie działo — trochę rozmów, scena SasuSaku i misja. Taki rozdział przejściowy do dalszych wydarzeń. Mam jednak nadzieję, że się podobał.
Mamy nowy szablon! Yaaay! Ćśśś, to nieważne, że w nagłówku mamy Noctisa, a nie Sasuke. Ale poudawajmy, że to jednak nasz Uchiha, okej? + Nowy podkład muzyczny, mam nadzieję, że również i ten przypadnie Wam do gustu. :) Przypominam, że w zakładce Muzyka jest lista ze wszystkimi piosenkami od początku bloga, więc gdyby coś, to zaglądajcie właśnie tam. Oprócz tego usunęłam rozwijaną listę z rozdziałami — spis treści znajdziecie w osobnej zakładce w menu.

Okaaay, to teraz coś tak szczerze, od serca, co już od dłuższego czasu we mnie siedziało. PRZEPRASZAM. Za wszystkie niedotrzymane słowa, za te zwlekania, za to, że olewam pisanie częściej niż powinnam. Zdaję sobie sprawę z tego, że to nie jest fair wobec czytelników, ale wciąż próbuję się przestawić na sumienną pracę nad tym blogiem. Jest jednak coś, co mnie blokuje — historia od początku nie została przedstawiona tak, jak aktualnie mi się to widzi, chciałabym też już być w dalszej części historii. Wiem, jaka jestem, jeśli mowa o systematyczności. I naprawdę staram się to zmienić, ale w moim przypadku będzie to naprawdę ciężka i długa praca nad samą sobą. Liczę, że będziecie w stanie to wytrzymać. DZIĘKUJĘ. Tyle osób nadal tutaj jest. O wiele więcej niż myślałam, że będzie. Nadal są tutaj duszyczki, które mnie wspierają i czekają. PROSZĘ WAS. Czekajcie. Jeśli tylko będziecie mieli na to siłę, czekajcie, bo (tak, wiem, mówiłam to setki razy, ale powtórzę) nigdy nie pozostawię tego bloga bez zakończenia. KOCHAM WAS. Może nie tak, jak bliskie memu sercu osoby, ale jak autor czytelników. Jesteście tutaj, dajecie mi siłę. Sprawiacie, że nadal chcę o to walczyć, a ja wciąż i wciąż chcę Wam dawać tę historię. ♥

8 komentarzy:

  1. Tym rozdziałem zrobiłaś mi najpiękniejszy prezent (tak, niestety kolejna wiosna skoczyła >.< ). Z Ogromną radością rzuciłam się więc do czytania.
    Dziewczyno! Tą jedną, krótką, ale jakże uroczą sceną SS kupiłaś mnie w całości! Ze strony Sasuke to był mega odważny i rozsądny krok. Niech oni się tak zbliżają coraz bardziej i bardziej.

    No i świetny wygląd bloga! Gratuluję! ♥
    Buziaki! Tulaski! ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. CZYLI JEDNAK ZESTARZAŁAŚ SIĘ W OCZEKIWANIU NA TEN ROZDZIAŁ. XDDDDDD
      Wszystkiego najlepszego! ♥
      Aw, cieszę się, że ta scena przypadła Ci do gustu. Spokojnie, będą się zbliżać, będą, trochę bardziej, trochę mniej.
      Dziękuję! Pozdrawiam cieplutko i jeszcze raz: wszystkiego najlepszego! ♥

      Usuń
    2. DZIĘKUJĘ ♥
      Mi każda scena SS przypada do gustu, to chyba jakieś zboczenie zawodowe xD

      Usuń
  2. Tak, to nie jest fair, że olewasz czytelników. Ale z drugiej strony cieszy mnie to, bo nie muszę zbyt wielu rozdziałów nadrabiać! Historia mnie wciągnęła, pokochałam to, że jest to narracja Sasuke <3 Rozdział przejściowy? Jeśli on mnie wciągnął do historii, reszta mysi być dużo lepsza (za chwileczkę się za nią zabieram!). Co mogę jeszcze napisać, bo tym jak zaczęłam od środka? Że mam mnóstwo pytań, a na połowę z nich za chwilę pewnie znajdę odpowiedź, więc nie będę Cię nimi obarczać. Szkoda, że tak późno zajrzałam na Twojego bloga, więc przepraszam. Dopiero od niedawna zaczynam czytać więcej! :P
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam więc! ♥
      No ja wiem, wiem, ale naprawdę się staram, no! xD
      Przyznam Ci, że rozbawiłaś mnie tym komentarzem — rzadko spotykam się z tym, żeby ktoś zaczynał historię od środka, zamiast od początku (choć zdarzyło mi się widzieć kilka takich komentarzy na niektórych blogach, nie powiem, że nie XD).
      Mam nadzieję, że nie zniechęcisz się do tego bloga przez stare rozdziały. ^^" No i oczywiście, że znajdziesz odpowiedzi na chociaż część pytań. :D
      Ależ nie masz za co przepraszać, no co Ty.
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
    2. Bo ja to zawsze przeczytam pierwszy lepszy, żeby sprawdzić czy warto poświęcić swój czas na resztę :D Już tak kilka razy zrobiłam i zadziałało, a jak czytam od pierwszego rozdziału to przestaje.. :P

      Usuń
    3. Każdy sposób, aby zachęcić samego siebie do czytania, jest dobry :D

      Usuń
  3. Intryga nabiera tempa. Mam jakieś tam swoje domysły, ale się nimi nie podzielę, bo pewnie i tak nie mam racji.
    Jestem ciekawa jak potoczy się misja naszej ulubionej drużyny z niedysponowaną Sakurą w składzie.
    Na razie tylko mnożysz zagadki! XD
    No cóż, no zostaje tylko czekać na kolejny rozdział. :D

    OdpowiedzUsuń

LAYOUT BY OKEYLA