sobota, 31 grudnia 2016

Rozdział 4

Przez całą drogę do posiadłości Hinaty Hyuugi towarzyszyła nam gorzka, ponura atmosfera. Nawet najkrótsze rozmowy, pojedyncze słowa nie miały prawa bytu. Nasza trójka, od momentu wyjścia z gabinetu oraz postanowienia, aby Sakura najbliższe dni spędziła u przyjaciółki, pogrążyła się we własnych myślach.
Nie może zostać sama — rzekł sucho Naruto, kiedy obaj opuściliśmy pomieszczenie. Tsunade poprosiła nas, abyśmy zostawili ich na kilka chwil i tak też zrobiliśmy, czekając cierpliwie na korytarzu. Przed oczami wciąż migotały mi scenerie ukazane na zdjęciach. Krew, mrok i śmierć. Strata, którą już raz widziałem. Osobiście napotkałem.
Masakra tamtego dnia na zawsze wbiła się do mojej świadomości i pozostawiła trwałe, bezwzględne ślady. Zrujnowała mnie, moje życie i wszystko dokoła. Dzień wymordowania klanu Uchiha na zawsze odmienił losy małego, samotnego chłopca. Postanowiłem jednak zakopać to we wspomnieniach, ponieważ sprawa od dawna pozostawała zamknięta i nie chciałem rozgrzebywać starych ran. Teraz były to już tylko blizny, niewidoczne, okalające mój umysł.
Kiedy odstawiliśmy Sakurę pod drzwi Hinaty, Naruto porwał dziedziczkę klanu Hyuuga na kilka chwil do pokaźnego ogrodu i pokrótce wyjaśnił zajście, prosząc o tymczasową opiekę nad przyjaciółką. Hinata z ich krótkiej rozmowy wróciła nieprawdopodobnie blada. Z wcześniej iskrzących oczu teraz odczytywałem żal, być może współczucie. Dziewczyna zgodziła się bez zająknięcia i zaprosiła młodą Haruno do środka. Kiedy Sakura wchodziła do domu Hinaty, zastanowiłem się nad następnym gestem. Pocieszanie nie było w moim stylu, podczas pożegnania przytulił ją Naruto, a ja jedynie stałem kilka kroków dalej. Rzuciłem więc krótkie do zobaczenia i odszedłem, a za mną w ślad podążył Uzumaki.
Od pocieszania miała być Hinata.
Bo ty nie potrafisz.
Tego dnia moje alter ego znów doskwierało.
Tylko co ja mógłbym zaoferować jej?


Spławiłem Naruto kilka minut później, więc samotnie włóczyłem się po uliczkach Konohy. Nie potrafiłem uwierzyć w to, ile rzeczy się wydarzyło, odkąd tutaj przybyłem. To był drugi dzień w wiosce, a brałem udział w obronie szpitala, w którym następnie przeleżałem ponad dwie godziny, włamałem się do archiwum wioski, poznałem Saradę oraz dowiedziałem się o kalectwie Sakury, a następnie zamordowano jej rodziców.
Nabrałem do płuc mnóstwo wilgotnego powietrza, w którym unosił się zapach wędzonych ryb i prawdopodobnie pięknych — czy jakoś tak — kwiatów. Chyba wciąż nie pamiętałem, czym było piękno.
Szedłem wśród ludzi, z którymi wciąż mogłem nawiązać jakiś kontakt, gdybym tylko chciał. Mógłbym porozmawiać z kimkolwiek, może nawet z czasem założyć rodzinę albo po prostu iść do pobliskiego baru i porządnie się upić. Mógłbym nadal podróżować albo trenować. Służyć wiosce, nawet smakować nowych dań i żyć. Nie tylko istnieć, ale po prostu żyć. Mogłem mieć wszystko, czego nigdy więcej mieli nie zaznać Mebuki i Kizashi Haruno. Szacunek, jakim darzyłem to małżeństwo, nie pozwalał mi na tak łatwe zapomnienie o sprawie. Ktoś ich zamordował, zostali pozbawieni wszystkiego w brutalny sposób. Odebrani jedynej córce, niemalże rozpruci i pozostawieni we własnym domu.
Nie zasługiwali na taką śmierć, a mnie dobijał fakt, że jeszcze poprzedniego dnia, gdy przyszedłem do Sakury, starałem się ich uniknąć. Wtedy ujrzałbym te twarze ostatni raz.
Skoro już byłem pośrednio zamieszany w te wszystkie ataki, poczułem się zobowiązany do odnalezienia zabójcy. Nie ja powinienem wymierzać sprawiedliwość, a Sakura, ale w duchu złożyłem przysięgę, że pomogę jej odszukać odpowiedzialne za to osoby.
W głowie huczało mi od pytania wymazanego krwią na ścianie: pamiętasz mnie?
Sakura znała mordercę, morderca znał Sakurę. Prawie pewne było, że zabójca miał powiązania z porwaniem Sakury, Shikamaru oraz Kiby i z wszystkimi atakami. Zagadkę stanowiło pytanie o to, dlaczego życie stracili państwo Haruno, skoro we wszystkich innych napaściach ofiarami stawali się shinobi, z reguły podczas misji.
Zemsta za ucieczkę?
Niespodziewanie przystanąłem na środku chodnika, co napotkało się z wiązanką przekleństw jakiejś bardzo bezpośredniej pani za moimi plecami. Nie bez powodu wcześniej myślałem o wmieszaniu Shikamaru w to wszystko. To on był osobą, która mogła mi w jakiś sposób pomóc — nic dziwnego, że postanowiłem wrócić do tego pomysłu.
Ruszyłem ponownym krokiem, aby przy najbliższej uliczce skręcić w lewo.


Brukowa kostka już dawno zamieniła się w żwirową ścieżkę, przy której wyrastały coraz bujniejsze drzewa. Dom, do jakiego zmierzałem, był nieco oddalony od gwaru wioski. Większość osób z klanu Nara unikała zgiełków, co z pewnością odpowiadało aktualnej głowie rodziny, Shikamaru. Dojście do celu nie zajęło mi dużo czasu. Po kilku minutach drogi ukazała się średnich rozmiarów, jak na konohańskie warunki, posiadłość głównie wykonana z nieznanego mi drewna, tu i ówdzie wzbogacona kamieniem w formie fundamentu oraz kilku wstawek.
Tak jak się spodziewałem — Shikamaru najspokojniej w świecie wylegiwał się na ogromnej, zadbanej łące i z zadumą wpatrywał się w niemalże czyste niebo. Zsunąłem płaszcz z ramion. Dzisiejsze popołudnie było niewyobrażalnie ciepłe, więc nie zdziwiłem się, gdy poczułem strużkę potu na karku.
Co cię tu sprowadza? — spytał, nie zaszczycając mnie najkrótszym spojrzeniem. Bez problemu wyczuł moją obecność, ale wciąż pochłaniała go obserwacja nieboskłonu skrytego za nielicznymi chmurami. Albo po prostu nie chciało mu się zmieniać pozycji.
Pokonałem kolejne metry żwiru, aż postanowiłem zatopić nogi w wilgotnej trawie i zbliżyć się do rówieśnika. Wyczuliłem zmysły i upewniłem się, że nikogo wokół nie było; od Naruto zdążyłem się dowiedzieć o związku Shikamaru z Temari i ich wspólnym mieszkaniu. Nie chciałem jednak wtajemniczać we wszystko więcej osób, niż było to konieczne.
Rodzice Sakury nie żyją — przyznałem bez zawahania, co, ku mojemu zdziwieniu, skutkowało natychmiastowym podniesieniem się chłopaka. Nawet dmuchawce poderwały się do marnego lotu, jakby zasmucone; choć może po prostu to nagły gest Shikamaru wywołał lekki powiew wiatru, który wprawił w ruch te rośliny. Tak, to brzmiało logiczniej. — Zostali zamordowani dzisiaj rano.
Co ty gadasz?
Niedowierzające spojrzenie Shikamaru mówiło samo za siebie, na co ja ciężko westchnąłem. Opisałem mu wszystko w największym skrócie, aby niepotrzebnie nie przedłużać. Nie zamierzałem owijać w bawełnę.
Sprawa jest prosta. Te wszystkie napady, zabójstwo państwa Haruno i porwanie was... to wszystko ma ze sobą coś wspólnego, to nie są sploty nieszczęśliwych wydarzeń, Shikamaru, wiesz o tym doskonale. Świadczą o tym sposób walki wroga, zadawane obrażenia, wygląd tych gnojów. Dotychczas to wszystko się łączyło. — Ociężale się dźwignął, wstał i przytaknął, patrząc prosto w moje oczy. — Potrzebuję pomocy. Po części wiem od Naruto, co wydarzyło się podczas waszej misji i przez co przeszliście, ale potrzebuję dokładnych informacji i jak najwięcej szczegółów.
Czy ty chcesz rozwiązać to wszystko na własną rękę?
Uznałem, że wcale nie musiał zadawać tego pytania, ponieważ nie był głupi; doskonale wiedział, co zamierzałem.
Dokładnie. Razem z Naruto, ale muszę wiedzieć więcej o całej sprawie. O tym, co działo się tutaj pod moją nieobecność i co wiesz na temat tych gości, którzy was porwali — tłumaczyłem powoli, co weszło mi w nawyk przy Naruto. Wiedziałem jednak, że nie było to konieczne przy osobie pokroju Shikamaru. I w zasadzie każdej innej.
Mozolnie włożył rękę do kieszeni spodni, aby po kilku krótkich sekundach wysunąć z niej niedużą, czerwoną paczuszkę. Zaraz po tym w jego drugiej dłoni znalazła się metalowa, masywna zapalniczka. Kiedyś u kogoś chyba już taką widziałem — najpewniej u jego zmarłego mistrza, Asumy.
Nie palę — powiedziałem, gdy zaproponował mi papierosa. Wzruszył ramionami, włożył kiepa do ust, podpalił i jakby z ulgą się zaciągnął. Wydawało mi się, że nie lubił tego, gdy jeszcze mieszkałem w Konoha, ale było to tak dawno temu, że nie miałem już pewności.
Nie miało to jednak znaczenia; każdy się zmieniał wskutek różnych zdarzeń, włączając w to również upodobania. Zresztą, to nawet nie moja sprawa.
Zawiał wiatr, kiedy nasze spojrzenia ponownie się skrzyżowały. Podjął decyzję.
Wszystko jest takie... kłopotliwe, cholera. Zgoda, zgoda. Niech ci będzie, pomogę wam. Nie jestem zwolennikiem śledztw na własną rękę, ale sprawa poniekąd również dotyczy mnie, a przede wszystkim mojej przyjaciółki i wioski. Spotkajmy się o dziewiętnastej pod domem Sakury. Tam ci wszystko opiszę, wszystko. Również się rozejrzymy, dlatego uważaj, aby nikt się nie napatoczył. Zabierz ze sobą Naruto, skoro on też w tym siedzi.
Na moją twarz wkradł się delikatny, naprawdę delikatny!, uśmiech. Takiej odpowiedzi się spodziewałem.
Do dziewiętnastej jednak było jeszcze trochę czasu.


Irytująca, głupiutka, niezdarna, przemądrzała, słaba, silna, ostrożna.
Zagadkowa.
Sakura.
Wszystko miało stać się łatwiejsze po powrocie — w końcu zacząłem więcej pojmować. Przede wszystkim zrozumiałem uczucia, jakimi obdarzyłem Sakurę; teraz musiałem zrozumieć ją, niezależnie od jej ewentualnych decyzji. I zdawało mi się to o wiele trudniejsze, bardziej odległe.
Kolejny klon rozmył się w powietrzu, gdy przeciąłem go na wskroś kataną; jeszcze kilka minut temu oszukiwałem samego siebie. Miałem zamiar ćwiczyć nową rękę, tymczasem walczyłem prawą — najpierw zamierzałem zjednać się z następcą Kusanagi, aby później przejść do treningu lewej dłoni.
Nie trwało to długo, jak moje ruchy stawały się coraz płynniejsze. W momencie, gdy rękojeść katany znalazła się między moimi palcami, odniosłem wrażenie, jakbym nigdy nie zaprzestał treningów. Może z gracją, może nie, poruszałem się wśród powiewów wiatru, oddając się sztuce władania mieczem. Zupełnie jak za dawnych lat, gdy przebywałem poza wioską, jednak nie towarzyszyły mi odgłosy ciężko opadających ciał lub zderzających się stali. Zabrakło także widoku, smaku i zapachu krwi. Mimo to czułem się tak samo dobrze i nie musiałem mieć po tym wyrzutów sumienia.
Porwały mnie długie minuty. Gdzieś w oddali migały mi obrazy żywych, zielonych liści kasztanowców czy klonów. Po raz kolejny złapałem większy wdech, przyłapując się na wspominkach. Tym razem w moich myślach pojawiło się wczesne dzieciństwo; kiedy trenował mnie mój brat wraz z przyjacielem. Itachi i Shisui, kiedy już się zgodzili, uważnie obserwowali moje poczynania z kunai i shurikenami. Najwięcej czasu poświęcali mi pewnej wiosny, niedługo przed zagładą bliskich. Wtedy Itachi motywował mnie jak nigdy, a ambicje nie pozwalały mi na poddawanie się. Do dziś pamiętałem wszystkie uczucia, jakie mną zawładnęły, gdy ze stoickim spokojem wypowiedział Jestem dumny, braciszku. Stało się to, gdy za pierwszym razem trafiłem kunaiami w sam środek dwudziestu tarczy.
W chwilach zwątpienia uwielbiałem przywoływać ten obraz. Zastanawiałem się, czy dzisiaj powiedziałby to samo. Czy wciąż byłby dumny, patrząc na wszystko, co poczyniłem?
Zawsze będę cię kochał.
To powiedział Itachi, gdy żegnał się ze mną ostatni raz i musiało mi to wystarczyć, choć przez długi czas to właśnie te słowa sprawiały, że zżerało mnie jeszcze większe poczucie winy.
Ty pizdo.
Alter ego znów dokazywało, więc odsuwając myśli o przeszłości, chwyciłem jedwabistą rękojeść katany lewą dłonią. Rześki wiatr zawiał potężnie, jakby dając mi znać, że to już ta pora.


Tak jak się spodziewałem, łatwo nie było, ale dawałem z siebie wszystko. Nie oszczędzałem się, a z czasem nowa ręka nie stanowiła już problemu. Trapiło mnie co innego; spadek formy. Odczułem to od razu, ponieważ ten jeden trening wymęczył mnie chyba bardziej niż wszystkie stoczone przeze mnie walki i kłótnie z Naruto razem wzięte. Dlatego przekląłem siarczyście pod nosem, gdy wyczułem kogoś nieopodal, gdzieś w gęstym lesie. Wytężyłem zmysły i z satysfakcją odkryłem, że — choć tuż obok mnie — była to jedna osoba, najprawdopodobniej w żaden sposób mi niezagrażająca. No, chyba że dysponowałaby jakąś morderczą techniką, którą dałaby radę wypróbować na mnie niemalże od razu; nie dopuszczałem takiej opcji, mając nadzieję, że to tylko ktoś z wioski wybrał się na spacer.
Chyba nawet znałem tę chakrę.
I miałem rację, dlatego cicho odetchnąłem. Zza cudownej gęstwiny wyłoniła się burza roztrzepanych blond fal. Dostrzegłem pełne życia zielone oczy i od razu poczułem się lepiej. Schowałem samurajski miecz i powoli ruszyłem w stronę nastolatki.
Sasuke! — zawołała Sarada, ale jej głos nie wydawał się tak lekki jak wcześniej. Dopiero gdy zbliżyłem się do niej, odszukałem na jej twarzy współczucie i żal; dowiedziała się o porannych wydarzeniach.
Jeśli szukasz Sakury, powinna być u Hinaty — wydyszałem, z zażenowaniem odkrywając, że mój oddech jeszcze się nie uspokoił. Dziewczyna skrzyżowała ręce pod piersiami, uśmiechnęła się miło, a po chwili nerwowo zaśmiała.
Tak, wiem to — odparła, wzruszając ramionami. — Ale właściwie, to mam kilka pytań.
Skąd u niej tyle radości?, pomyślałem.
Zmarszczyłem brwi i przyjrzałem jej się ostrożnie. Powolnym ruchem odgarnęła złośliwy kosmyk za ucho.
Nie miałam zamiaru teraz męczyć Sakury, a Hinata się nią zajmuje. Postanowiłam więc trochę odczekać, a akurat zauważyłam ciebie. Dlatego pomyślałam, że mógłbyś mi powiedzieć, co dokładnie się stało. Jesteś jej przyjacielem, więc zakładam, że zostałeś wtajemniczony w sprawę morderstwa jej rodziców.
Choć w jej głosie zabrzmiał smutek, nie dostrzegałem go na jej twarzy już od kilkunastu sekund. Zniknął i już się nie pojawił ani na moment. Na jej obliczu górowało ciepło, ale zdążyłem się zorientować, że nie było to w pełni szczere; nie mogło być w takiej sytuacji i nikt nie byłby w stanie wcisnąć mi takiego kitu.
Powstrzymując westchnienie, streściłem jej wszystko, oszczędzając kilku szczegółów, jakich nie powinno usłyszeć dziecko; nawet jeśli była to kunoichi. Wtedy Sarada zobowiązała się do wspierania Sakury i nawet mnie udzieliła krótkiej, zwięzłej reprymendy.
Zdaję sobie z tego sprawę. Tym razem nie zamierzam jej zostawiać — mruknąłem, przywołując na kilka sekund obrazy z przeszłości; te miłe oraz te niekoniecznie do nich należące.
Radosny uśmiech ponownie wstąpił na jej twarzyczkę, a do mojego umysłu po raz kolejny trafiło to samo męczące pytanie.
Skąd ty bierzesz siłę na tę bezkresną radość, Sarado?
Jej zielone oczy dokładnie mnie zlustrowały. Naprawdę mnie to zastanawiało.
Nastolatka zbliżyła się i przystąpiła do leczenia moich ran, powstałych w wyniku treningu. Przyjemne, znane mi ciepło leczącego ninjutsu objęło moją skórę, przynosząc jej ulgę. Z trudem powstrzymałem się od przymknięcia powiek i poddaniu się temu. Zdałem sobie sprawę, że w ostatnim czasie brakowało mi takiego prawdziwego, kojącego relaksu.
To już trwa długo — zaczęła powoli, myśląc nad dalszymi słowami. Tak jak podejrzewałem, za jej zachowaniem kryło się coś więcej, dlatego z cierpliwością czekałem na dalszą część jej wypowiedzi. — Cztery lata. Odkąd zginęła moja siostra.
W jednej sekundzie, przez jedno pieprzone zdanie, poczułem się, jakby ktoś bestialsko obrywał mnie ze skóry. Łagodny podmuch wiatru nie poprawiał sytuacji, ponieważ do mojej świadomości na nowo zaczęły napływać obrazy Itachiego, tym razem jednak już te związane z jego śmiercią. Oczami wyobraźni ujrzałem oblicze jego zabójcy pochłanianego przez mrok i szybko dotarło do mnie, że lico należało do mnie.
Spiąłem się na całym ciele, co z pewnością nie uciekło jej uwadze; przemilczała to jednak, a ja mogłem być jej wdzięczny. Miałem ochotę dać sobie w twarz za okazaną słabość przy właściwie niedawno poznanej osobie.
Od tamtego czasu staram się nie myśleć o utrapieniach. Nie tak, aby go doświadczać. Staram się być szczęśliwa z każdego możliwego powodu. Nawet gdy rano się budzę, pragnę cieszyć się z tego powodu. Pamiętam, że gdy byłam młodsza i płakałam, moja siostra zawsze mnie pocieszała. Nie lubiła, gdy się mazgaiłam lub byłam w złym humorze i zawsze próbowała to zmienić. Sprawić, aby na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Teraz, ku jej pamięci, to ja próbuję poprawiać nastrój innym osobom. Nie byłabym w stanie tego robić, gdybym pogrążała się we własnym bólu.
Zrozumiałem. Naprawdę zrozumiałem.
I podziwiałem ją.
Może trochę zazdrościłem.
Była jeszcze dzieckiem, straciła ukochaną siostrę i nadal potrafiła się uśmiechać. W dodatku przez niemalże cały czas, chcąc szerzyć tę radość wobec innych.
Ale czy było to zdrowe? Tego, czego zdążyłem się nauczyć, to to, że człowiek nie powinien uciekać od swoich uczuć, emocji; a Sarada właśnie to robiła. Odsuwała od siebie myśl o troskach, aby nie musieć tego dzierżyć na swoich barkach.
Uśmiech stał się jej sposobem na radzenie sobie ze smutkiem.
Nie sądzisz, że to pewnego dnia cię zgubi? — odezwałem się cicho. — Pewnego dnia wszystko, co zamknęłaś w głębi siebie, może wyjść na wierzch i nie będziesz w stanie tego powstrzymać. Nie obawiasz się tego?
Nastała cisza, a Sarada spuściła głowę. Nie widziałem jej twarzy, spojrzenia. Nie potrafiłem więc odczytać z niej żadnych emocji.
Gdzieś w pobliżu do góry wzniósł się niewielki liść, po chwili gdzieś znikając z pola widzenia, zajęty swoim tańcem na wietrze. W tym samym momencie Sarada z pewnością godną niejednego wilczura spojrzała w moje czarne oczy.
Być może — stwierdziła bez niczego, nawet nie mrugając. — Ale teraz to działa, a jeżeli pewnego dnia przestanie... znajdę sposób, aby to przetrwać i żyć dalej.
Nie kontynuowałem już tego tematu; to była tylko i wyłącznie jej sprawa. Wiedziałem bowiem, że skończy się to, jak się skończy, ale moje gadanie na nic by się nie zdało. Każdy radził sobie inaczej ze swoimi uczuciami.
Sarada skończyła leczenie, uśmiechnęła się i przeczesała bladą dłonią blond włosy.
Jest już po osiemnastej, muszę się zbierać. Jestem umówiona z... — Niespodziewanie zawiesiła głos, a ja przyjrzałem jej się uważnie. Na twarz dziewczyny wstąpiły dorodne rumieńce. — Z k-kolegą.
Z kolegą.
Znałem ten kolor na policzkach zbyt dobrze; lata temu podziwiałem go u młodej, zakochanej we mnie do bólu Sakurze Haruno — i widziałem go też u wielu innych dziewczyn, którym się podobałem — a nawet dzisiaj mogłem go oglądać u Hinaty, która zawsze reagowała podobnie na widok tego jednego głąba.
Sarada nie szła na spotkanie z kolegą, a z chłopakiem lub potencjalnym na niego kandydatem. Pozostało mi tylko życzyć jej szczęścia.
Jak i zresztą samemu sobie — tego dnia kolejny raz odezwał się ten cholerny, nieproszony głos wewnątrz mnie.
Dziewczyna pożegnała się ze mną i oddaliła, a ja stałem jeszcze chwilę, aby... Cholera! Było po osiemnastej. Miałem mniej niż godzinę, aby wrócić do mieszkania, wziąć prysznic, wytłumaczyć wszystko Naruto i wraz z nim zjawić się pod domem Sakury.
Słońce zbliżające się ku zachodowi i coraz chłodniejsza odczuwalna temperatura tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że z każdą chwilą robiło się później, niż powinno — dlatego czym prędzej ruszyłem za Saradą, kierując się do domu Uzumakiego.


Pogoda zrezygnowała z przyjemnie rażącego słońca zapowiadającego nie tak odległe lato, zapominając również o wiosennych temperaturach. Wszystko to zostało zastąpione przez tłukący deszcz i dzienne światło mieniące się szarymi odcieniami.
Ulewa skutecznie zagłuszała twarde kroki, jakie stawiałem na kolejnych stopniach, wspinając się ku drzwiom. Kiedy pokonałem ostatni schodek, do moich uszu dotarł natarczywy odgłos kropel uciekających spośród niedużego potoku, jaki panował w jednej z nieszczelnych rynien.
Kap, kap, kurwa, kap.
Ciężko wzdychając, wszedłem do mieszkania, a do moich nozdrzy dotarł odpychający zapach sztucznej zupki, tak bardzo uwielbianej przez przyszłego Hokage — o ile dożyłby takiego dnia. Nietrudno o byle świństwo pustoszące organizm, jeśli dzień w dzień odżywiało się ramen z proszku.
Jednak głupi miał zawsze szczęście, toteż Naruto nic podobnego nie groziło.
O wilku mowa, przemknęło mi przez myśl, gdy zza starej, brzydkiej ściany wyłoniła się pusta głowa, przyozdobiona w rozczochrane, jasne włosy.
Zbieraj się, jest już późno, a na dziewiętnastą jesteśmy umówieni.
Brwi na twarzy Uzumakiego zmarszczyły się i przez chwilę przyglądał mi się w milczeniu; prawdopodobnie próbował zebrać myśli do kupy i przypomnieć sobie o jakimkolwiek spotkaniu, ale na próżno. Jakoś tak wyszło, że nie miałem okazji go poinformować.
Otwierał buzię, aby wydobyć z siebie jakiekolwiek słowa, ale uprzedziłem go i złapałem w rękę pomarańczową bluzę wiszącą na dębowym wieszaku w przedpokoju, a następnie celnie wymierzyłem prosto w jego twarz.
Opowiem ci wszystko po drodze, masz piętnaście minut.
Po wypowiedzeniu tego skracającego jego — i moje — męki zdania, zniknąłem za drzwiami łazienki, uprzednio wyjmując z szafki jakiekolwiek ubranie, aby móc się odświeżyć. Odetchnąłem, czując na skórze wyczekiwane ukojenie w postaci relaksującej wody.


Drogę pokonywaliśmy szybkimi krokami, ale momentami naprawdę sprawiało to trudności. Pomimo wieczornej pory i niemiłosiernej ulewy po uliczkach wciąż krążyły tłumy ludzi. Wielokolorowe parasolki nad ich głowami dodatkowo komplikowały swobodne poruszanie się. W międzyczasie starałem się wytłumaczyć wszystko Naruto, co było niełatwym zadaniem wśród wszystkich gapiów, a i rozum Uzumakiego nie zawsze nadążał.
Czyli rozumiem, że Shikamaru również będzie brał w tym udział? — upewnił się Naruto, poprawiając po raz kolejny pomarańczową, mokrą już bluzę. Odkąd pamiętałem, nosił tylko i wyłącznie dresy. Jakby się tak zastanowić, ten głąb nigdy nie założył nic bardziej... eleganckiego, wyjściowego. Naprawdę cenił wygodę.
Jeśli te ataki naprawdę są powiązane z tymi porwaniami, które trwają już od długiego czasu, to Shikamaru również jest w to w jakiś sposób zaplątany. To zrozumiałe, że postanowił nas wesprzeć.
Doszliśmy do jednego z lokalnych sklepików z rupieciami i szybkim, zdecydowanym ruchem pociągnąłem przyjaciela za rękaw, wchodząc w wąską, ciemną uliczkę. Jeśli dobrze się orientowałem, nie mieliśmy już dużo czasu do dziewiętnastej, dlatego zdecydowałem się na skróty. Po chwili wyszliśmy na drogę, gdzie już tylko zakręt dzielił nas od celu.
Wdepnąłem w kałużę i pomimo solidnej podeszwy, poczułem wilgoć na stopie.
A do Sakurci idziemy, aby znaleźć cokolwiek, co naprowadzi nas na trop tych... tych... — bardziej stwierdził, niż zapytał przyszły-niedoszły-Hokage, poszukując odpowiedniego określenia na tych łajdaków. Nie czekając, westchnąłem głośno i przytaknąłem mu.
Myślę, że ty, ja i Shikamaru szybko coś znajdziemy, o ile faktycznie będą tam jakiekolwiek ślady.
Żałowałem, że nie skakaliśmy po dachach. Zdecydowanie zajęłoby nam to o wiele mniej czasu, ale mogłoby to wzbudzić czyjeś zainteresowanie. Ostatnio wszelkie procedury mające na celu zapewnienie bezpieczeństwa mieszkańcom znacząco wzrosły. Na szczęście po skręceniu w jedną z większych alejek Konohy, dało się dostrzec specjalne taśmy, które miały za zadanie odgrodzić przechodniów od miejsca masakry. Minęliśmy kilka znanych nam miejsc, w tym bogato wyposażoną kwiaciarnie rodziny Yamanaka, obleganą odkąd pamiętam.
Biedna dziewczyna. Tyle nieszczęść ją spotyka. Najpierw to porwanie, jak wróciła do wioski, to już nie mówiła. Teraz to. Już pozostał z niej wrak człowieka, a teraz... teraz to już nie wiem, co to będzie — mówiła jakaś baba przy bujnych krzakach, która z pewnością należała do tych wtrącających swoje wścibskie nochale nie tam, gdzie trzeba. Nawet Uzumaki zmarszczył groźnie brwi, patrząc na nią ukosem spod byka.
Obeszliśmy drewniany dom Sakury, wchodząc między dwa budynki, gdzie wyczuliśmy chakrę Shikamaru i... i nie tylko jego.
Kiba Inuzuka. Obok Shikamaru stał Kiba razem z olbrzymim, białym psem, u którego jedyną różnicę stanowiły brązowe, oklapnięte uszy. Trochę zmierzwiona, puszysta sierść prosiła się o choćby chwilowe jej przeczesanie, a ja zastanawiałem się, kiedy ten pies urósł do takich rozmiarów. Nie od razu przypomniałem sobie, że był on już taki podczas wojny, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że na innych osobach z naszego rocznika, niż Naruto czy Sakura, skupiłem się wtedy najmniej. Najlepiej zapamiętałem go jako małego szczeniaka podczas egzaminu na chuunina i nigdy nie przypuszczałbym, że pewnego dnia będzie tak pewnie stąpał po ziemi swoimi wielkimi łapami. Już nie wyglądał tak potulnie, jak prawie sześć lat temu. Nie pamiętałem jedynie imienia, na co błyskawicznie znalazła się odpowiedź.
Akamaru, ty na pewno czujesz się dobrze? — zagadał właściciel psa. Na jego twarz wstąpiła troska, przygaszając wiecznie zadzierzyste spojrzenie. Zlustrowałem zwierzę jeszcze raz i faktycznie, nie prezentowało się ono najlepiej. Sierść nie lśniła jak kiedyś, wzrok był przygaszony, a i na pysku wyglądał dosyć słabo. Pupil Kiby odszczekał po dłuższej chwili, kiedy zakończył dokładne przypatrywanie się mojej osobie. Zastanawiałem się, czy potrafił mówić. Zwierzęta shinobi posiadały tę zdolność, ale nigdy nie zaobserwowałem tego u Akamaru. — Cholera, chyba będę musiał cię zabrać do Hany. Ona cię przebada i zobaczymy, co ci dolega, mój mały przyjacielu.
Mały, zadrwiłem w myślach. On z pewnością nie należał do małych psów, ale ani myślałem o wyprowadzaniu Kiby z tego błędu. Zapewne Shikamaru i Naruto również postanowili nie próbować swoich sił.
Hana. Hana. Hana.
Szybko zaświtało mi, że mówił o siostrze — zdążyło obić mi się o uszy, że była lekarzem weterynarii.
Pewnie już nie może wytrzymać twojego ciągłego gadania i przechwałek — rzucił Uzumaki i parsknął śmiechem, nie potrafiąc się powstrzymać, a ja tylko czekałem na wybuch właściciela psa, powstrzymując westchnienie.
Ty głąbie, ty... Zamknij się lepiej, bo zaraz będziesz czuł się gorzej niż Akamaru czy ktokolwiek inny, kiedy skopię ci ten wiecznie odziany w dres tyłek! Tyle lat jest ze mną, a dopiero dzisiaj zaczęło mu coś dolegać, kretynie, jakbyś nie zauważył — wysyczał Kiba, powstrzymując się od wrzasków. W rzeczy samej nie powinniśmy się wychylać — tym bardziej stwierdziłem, że zabieranie zarówno Kiby, jak i Naruto, na to spotkanie nie należało do najlepszych pomysłów Shikamaru. Niemniej jednak, nie kwestionowałem jego zarządzenia; Inuzuka również stał się ofiarą tamtych shinobi. Naruto też nie tracił czasu na pytania dotyczące obecności Kiby, więc przyjąłem założenie, że nie był taki głupi. Z kolei ja i Kiba pominęliśmy czułe przywitanie, które zostało przez nas pominięte również ostatnim razem, podczas ataku na szpital.
Shikamaru w końcu nabrał dużą ilość powietrza w płuca, przekręcił oczami i wbił wzrok w dach domu rodziny Haruno.
Zrobimy to szybko, tak żeby nikt nas nie zauważył. Wprawdzie moglibyśmy próbować w nocy, bez ewentualnych ludzi wokół, ale domyślam się, że w okolicy będzie znacznie więcej oddziałów niż zazwyczaj. Wskakujemy na dach i od razu do komina. Jest ono po prawej stronie od wejścia, więc idealnie od naszej strony. Tylko sprawnie, nie chce mi się później tłumaczyć z włamania do domu przyjaciółki.
Jak powiedział, tak zrobiliśmy — jeden za drugim wzbiliśmy się w powietrze i do środka dostaliśmy się kominem. Przez chwilę pomyślałem, że taki komin to idealne zaproszenie dla nieproszonego gościa, a było takowych wiele w wiosce, ale natychmiast oprzytomniałem; shinobi bez problemu dostaliby się do każdego domu, gdyby tylko chcieli.
Kiedy stanąłem na drewnianej, jasnej podłodze do moich nozdrzy wdarł się metaliczny zapach. Znaleźliśmy się w salonie, w którym do niedawna bezwładnie wisiała Mebuki Haruno, ale jej ciała już nie było — teraz najpewniej znajdowało się ono w kostnicy konohańskiego szpitala, czekając na spoczynek. Wciąż jednak w powietrzu unosił się nadmierny odór juchy, której jeszcze nie sprzątnięto. Napis na ścianie również znajdował się na swoim miejscu, a takowy stan mieszkania sugerował, że oddziały zaangażowane w rozwikłanie tej sprawy nadal poszukiwały tropów na miejscu zbrodni.
W tle usłyszałem kaszlącego Naruto, przeklinającego na cały ten syf.
A ja unoszący się w powietrzu zapach śmierci identyfikowałem tylko z jednym wydarzeniem w swoim życiu. Dniem, w którym straciłem wszystko.
W jednej sekundzie do mojego umysłu wdarły się niechciane scenerie, gdy jako mały chłopiec wróciłem z akademii do domu. Pora była podobna do aktualnej, choć już zdecydowanie ciemniej. Okolica tamtego dnia wydawała się niezwykle cicha. Od momentu przekroczenia bramy Dzielnicy Klanu Uchiha, odczuwałem dziwny niepokój, który jakby wołał, żebym odwrócił się, biegł przed siebie i już nigdy nie wracał; ale ja nie słuchałem i szedłem przed siebie, pochłaniając coraz więcej widoku przedstawiającego krew, stratę i zgubienie. Oniemiały stawiałem wtedy kroki przed siebie aż pod same drzwi swojego domu i niemalże czułem odrętwienie na całym ciele. Strach zawładnął wtedy moją świadomością, a serca nie potrafiłem uspokoić.
Tamta noc zapoczątkowała we mnie zgubną nienawiść do Itachiego i choć zostałem wtedy okłamany, do dziś obwiniałem się za jego śmierć. Do dziś potrafiłem śnić koszmary o tamtej nocy i budzić się z przeraźliwym krzykiem, nawołując imię brata, którego z satysfakcją zabiłem.
Natychmiast skupiłem się na teraźniejszości, nie zamierzając dalej dumać nad śmiercią rodziny. Wprawdzie był to już dawno zamknięty rozdział, ale czas wcale nie zniwelował blizn. Mogłem już tylko żyć z myślą o udręce, przyzwyczajony i dawno pogodzony z tym faktem.
Przezwyciężyłem serię dreszczy, jakie przebiegały po moich plecach i ignorując dudniące w mojej głowie uderzenia serca, sapnąłem po cichu.
W sypialni..., mówił pierwszy napis powstały z krwi, jak przypuszczałem, Mebuki Haruno. Tam najpewniej nadal czekał drugi napis Pamiętasz mnie?, który mnie nie zdradzał za wiele, ale być może mógł mówić coś Sakurze. Nie wiedziałem, co dokładnie przeszła podczas jej nieobecności w wiosce dwa lata temu. Najpewniej to porywacze Sakury, Kiby i Shikamaru stali za morderstwem jej rodziców. To mogłoby potwierdzić teorię na to, że porwania oraz ataki to jedna i ta sama sprawa. Brakowało mi jeszcze tylko wiedzy, czy ci, którzy obserwowali mnie podczas podróży, również mieli z tym związek.
Sasuke, domyślam się, że chodzi ci po głowie dokładnie to samo, co mi — mruknął Shikamaru. No tak, opisałem mu dokładnie, co zawierały zdjęcia przedstawione nam przez Kakashiego, dlatego zdawał sobie również sprawę z tego, jak wiele mógł nam podsunąć napis na ścianie sypialni. — Rozejrzyjmy się trochę. Kiba, Naruto. Sprawdźcie górę, ja z Sasuke przejrzymy dół.
Bez niepotrzebnych protestów udali się w wyznaczone miejsce, a ja z Shikamaru przystąpiłem do dokładnych oględzin pomieszczenia. Wszystko utrudniał brak światła, ale zapalenie go nie wchodziło w grę. Pomimo tego, że za oknami rozprzestrzeniał się wiosenny wieczór, a ściany salonu były utrzymane w jasnych barwach, w środku panował półmrok. Nawet meble pogrążone w ciemnościach wydawały się szarawe.
Nie umknęły mi oprawione w ramki zdjęcia Sakury z rodzicami. Uśmiechniętej, radosnej, pełnej życia Sakury, której teraz brakowało. Jej miejsce zastąpiła zniszczona, źle potraktowana przez los dziewczyna i chciałem ze wszystkich sił pomóc jej przez wszystko przebrnąć. Chciałem i zamierzałem to zrobić, nawet wbrew jej woli, choćby po to, aby w jakimś minimalnym stopniu odwdzięczyć się za wszystko i podarować jej coś, czego ja mogłem dzięki niej doświadczyć przez wszystkie lata swojego życia.
Nawet jeśli miałem już nigdy w życiu nie usłyszeć jej śmiechu, jej głosu.
Mimo to wiedziałem, po co wróciłem do wioski i nie zamierzałem odpuścić.
Nie potrafię sobie wyobrazić, co musi dziać się teraz w głowie Sakury — wyznał Nara, przypatrując się nienaruszonemu zamkowi w drzwiach. — Widzisz, Sasuke. Wtedy, gdy nas porwano, wszystkich nas trzymano razem, ale... ale na zabawę, jak to określały tamte śmiecie, każdego z nas zabierano osobno. — Przerwał na kilka sekund, nie maskując zniesmaczenia i cierpienia, jakie zdradzała jego mimika. — Ta ich zabawa... wiesz, na czym to polegało? Na bieżąco podgrzewane w ogniu bicze. Ostrza, które powoli wbijali w skórę, a jeszcze wolniej je wyciągali. Nie można było nawet krzyknąć, bo dostawało się po twarzy. Każdy z nas za każdym razem wracał wypruty z sił, woli walki. Rok. Cały rok nie potrafiłem spojrzeć na pasek od spodni czy jakiekolwiek sznury bez kojarzenia ich z tymi, które każdego dnia obijały moje plecy. A do niektórych sal treningowych Kiba do dzisiaj nie wchodzi, bo niektóre bronie przypominają mu o tych, jakimi był okładany. Codziennie, Sasuke, codziennie.
Shikamaru uniósł na moment wilgotną koszulkę, odsłaniając dwie grube pręgi przechodzące od lewej strony klatki piersiowej aż do prawej części podbrzusza, spotykające się ze sobą mniej więcej na wysokości pępka.
Nasze spojrzenia skrzyżowały się; jego czarne oczy wyrażały coś więcej niż tylko obojętność i niechęć do większych aktywności. Kryły się w nich męczarnie i chęć ucieczki przed koszmarem.
A to nie wszystko. To wciąż nie wszystko. Te dranie, oprócz tortur fizycznych, które miały o wiele szerszy zakres niż to, o czym ci właśnie powiedziałem, stosowali jakieś głupie zagrywki. Przez wszystkie te dni, które tam spędziliśmy, niszczyli nas całkowicie. Co najciekawsze, nieraz wykazywali znajomość pewnych szczegółów z naszego życia, o których nie mogli mieć bladego pojęcia. Bawili się nami, Sasuke. I do dziś nie wiem, ile przeszli Kiba i Sakura, bo staraliśmy się unikać tego tematu. Nie wracać do tego.
Może poczułbym wyrzuty sumienia w związku z odkopywaniem ich przeżyć, ale czułem potrzebę rozwiązania tego wszystkiego. I być może wszystko zgoła wyglądałoby inaczej, gdyby nie ostatnie wydarzenia, które wręcz zmuszały mnie do takich, a nie innych postanowień.
Nie potrafiłem jednak wyobrazić sobie tego wszystkiego, o czym mówił Shikamaru, wokół drobnej Sakury Haruno bez nienawiści względem tych gnid. W jednej chwili wyczułem wewnątrz siebie chęć mordu i sprawienia im takich samych mordęg.
To dlatego zostawiliście to wszystko tak, jak było?
Póki ataki i porwania nie zdarzały się tak często, tak. Zupełnie jak powiedziałeś, ataki i porwania sprowadzają się do jednego. Reakcja Sakury w szpitalu, gdy zobaczyła tamtych shinobi, mówiła sama za siebie. Nie widziałem wszystkich, a niektórzy z nich, zapewne chcąc dodatkowo wprowadzić nas w stan niepewności, nosili kaptury lub maski. Ci, którzy zjawili się wczoraj w szpitalu, mogli znajdować się wśród tych znęcających się nad Sakurą.
Chłód całkiem opanował tonację Shikamaru i w zupełności nie dziwiłem mu się. Przeszli stanowczo za dużo, co zostawiło na ich ciałach i w psychice trwałe skutki.
O kurwa! — Do moich uszu dotarł stłumiony krzyk Kiby, a jego ton sugerował zupełny szok dla chłopaka. W zdezorientowaniu najpierw spojrzałem na schody, aby po chwili kątem oka zerknąć na Shikamaru. Byłem pewien, że skoro przyprowadził tu ze sobą Inuzukę, to dokładnie mu wszystko opisał, również z tym, co może znaleźć w poszczególnych pomieszczeniach. Chyba, że... — Chłopaki! Chodźcie tu, szybko!
Wymieniliśmy zaintrygowane spojrzenia i żwawo pokonaliśmy stopnie prowadzące na niedługi, również nieoświetlony korytarz. Czym prędzej wpadliśmy do pokoju, do którego drzwi były otwarte i mimowolnie zwróciłem uwagę na ogromne łóżko oraz zakrwawioną pościel. Metaliczny zapach dotarł do nozdrzy o wiele wolniej niż za pierwszym razem, co oznaczało, że zacząłem się przyzwyczajać.
Zwróciłem wzrok ku Kibie i przyjrzałem się dokładnie jego spiętej posturze. Cienka warstwa potu pokryła jego czoło. Obok stał Naruto marszczący brwi, wpatrując się w to samo miejsce. Wytężyłem umysł, aby przywołać z głębi pamięci zdjęcia, które przedstawiały zakrwawione, masywne biurko w sypialni i już wiedziałem, co mi nie pasowało. Z pewnością nie ukazywały one wisiorka, który teraz odbijał od siebie światło już zapalonej latarni zza okna. Przywieszka miała kształt niedużego kółka i pomalowana była na niebiesko, upiększona w srebrne wstawki. Najpewniej była już stara, co sugerowały rysy, jakie teraz zdobiły centrum tego niewielkiego zamieszania. Przez mały medalion przechodził niedługi, również srebrny łańcuszek.
Zastanawiałem się tylko, czemu Kiba wpatrywał się w niego z takim zmieszaniem, szokiem i strachem. Znaleziona rzecz faktycznie mogła sugerować, że ktoś całkiem niedawno to tutaj zostawił, już po interwencji służb, ale ani Kiba, ani Naruto nie mogli o tym wiedzieć. Nawet Shikamaru przegapiłby ten szczegół, ponieważ żadne z nich nie widziało tych zdjęć, a ja nie opisywałem ich aż tak dokładnie.
T-ten wisiorek... — mamrotał Kiba, a Akamaru potrącił go łebkiem, jakby próbując go wesprzeć. — Należał do Keiko. Nie widziałem go tak dawno.
Jego głos przepełniony był goryczą i rozpaczą. Jeżeli w taki sposób mówił o niejakiej Keiko, z pewnością dziewczyna była dla niego ważna.
Ale... kim była ta cała Keiko?, pomyślałem.
Na twarzy chłopaka pojawiły się kropelki potu, a on sam jakoś niespodziewanie zbladł.
Kiba. Jesteś pewien, że to ten łańcuszek? Przecież... — Wypowiedź Naruto została szybko przerwana.
Tak, do licha, jestem pewien! Sam jej go podarowałem, widzę, że to ten sam. Tylko nie rozumiem, co on robi w domu Sakury, w dodatku w sypialni jej rodziców! Jego nie powinno tutaj być — sarknął.
Zmarszczyłem brwi i w końcu przemogłem się, aby wyznać niezwykle ważną uwagę.
Na zdjęciach, jakie pokazał nam Szósty, nie było go.
Nagła cisza, jaka nastała, była przytłaczająca. Kiba zadrżał i już chciał sięgnąć po ów przedmiot, ale w ostatniej chwili się powstrzymał.
Kiba, uspokój się i nic nie dotykaj. Nie powinniśmy zostawiać dodatkowych śladów. Pojawienie się tego tutaj już wystarczająco namąci w śledztwie, jakie jest już przeprowadzane, jeśli Sasuke ma rację. Skoro nie było go rano, a jest tutaj teraz, to oznacza, że ktoś musiał zakraść się tutaj w ciągu dnia i zrobić mały bałagan — zauważył Nara.
Czego ten ktoś mógł szukać?
Nagle przestały mnie interesować zakrwawione meble i tak nieznaczące dowody, jak ślady włamania. Zachowanie Inuzuki przysporzyło nam wszystkich kolejnych pytań. W końcu kto normalny wracałby jeszcze tego samego dnia na miejsce zbrodni po dokonanym zabójstwie? Naraz wszystko przestało mi się jeszcze bardziej podobać, choć już i tak dotychczasowe wydarzenia nie mogły liczyć na moją aprobatę.
Kiba — rozbrzmiał zachrypnięty, współczujący głos Naruto. — Wiem, że Keiko była dla ciebie kimś ważnym. Wiem to doskonale, ale nie tylko dla ciebie. I nie możesz teraz...
Zachowujesz się, jakbyś nie rozumiał, a przecież powinieneś — warknął Inuzuka, obnażając przy tym zęby i zaciekle wpatrując się w Uzumakiego. — Wtedy była dla mnie ważniejsza niż cokolwiek innego. Sprawiała, że każdy dzień stawał się inny, lepszy od poprzedniego. Nigdy nie musiałem przed nią udawać, zawsze przy mnie była. Keiko dla mnie była jak... jak... cholera, nie wiem. Była wszystkim.
Jak słońce podczas wiosny. Jak jedyne światło w mroku.
Skądś to znałem.
I kolejna ogromna dawka współczucia zawładnęła mną, nie pozwalając oderwać wzroku od Kiby i skupić się na tym, co naprawdę było w tamtej chwili ważne. Jego oczy mówiły wszystko; tęsknił i zadręczał się tym.
Z zadumy ponownie wyrwał wszystkich głos Uzumakiego.
Stary... Powiedziałeś, że tego wisiorka nie powinno tutaj być. Co miałeś na myśli?
Wszyscy po kolei lustrowaliśmy się dokładnie, a Kiba niebezpiecznie zacisnął pięści. Jego knykcie pobielały, a na czole wzmogły się strużki potu. Znów przeniósł swoje spojrzenie na łańcuszek i przyjrzał mi się dokładnie, jakby szukając odpowiednich słów.
Jednak po tym, co rzekł, Shikamaru gwałtownie rozszerzył oczy, a Naruto niemalże zachłysnął się powietrzem.
Keiko miała go na sobie w dniu śmierci.


Od autorki: Tak, dzisiaj (31.12.16 r.) mija drugi rok od powstania bloga, a ja właśnie wjechałam — po dłuuugiej nieobecności — z czwartym rozdziałem. Nawet nie potrafię wyznać, jak się z tym czuję. Dużo się zmieniło i w jakiś sposób ciężko mi jest poświęcać się tej historii, tak jak zamierzałam to zrobić, gdy The Silent Scream dopiero powstawało. Przeczytałam ostatnio prolog i stwierdziłam, że wyszedł on okropnie (aż miałam ochotę napisać go jeszcze raz!, ale wiem, że to świadczy o moim jakimś tam postępie.
Nie wiem, jak wyszedł mi ten rozdział. Przerwa naprawdę trwała długo, bo przebiła chyba wszystkie inne. Tak wiem, miałam wrócić, ale znów zwlekałam z pisaniem. I nie mam pojęcia, jak to będzie. Powiedziałam, że bloga dokończę i zamierzam to podtrzymywać dalej, ale nie wiem, jaka będzie częstotliwość dodawania postów. Potrzebuję jakiegoś silnego bodźca, który poruszałby mną w chwilach słabości, ale nie potrafię takiego znaleźć. Dlatego dziękuję Laane, która odezwała się jakiś czas temu na czacie. Może nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale to wiele dla mnie znaczyło i naprawdę dało siłę do pisania!
Jeśli chodzi o Vanes — niestety, nasza współpraca dobiegła końca. Vanes ma teraz naprawdę dużo na głowie i mało czasu, więc zrezygnowała z betowania, natomiast droga Sasame wyraziła chęć betowania dalszych rozdziałów, za co bardzo jej dziękuję! Także no, już od tego rozdziału oficjalnie teksty sprawdza Sasame Ka, jednak tym razem w związku z Sylwestrem betowanie będzie dopiero za kilka dni; dzisiaj rozdział oddaję niesprawdzony, bo bardzo zależało mi, aby oddać go w wasze łapki przed 2017 (w końcu dziś 2 urodziny bloga!).
A Vanes bardzo dziękuję za dotychczasowe sprawdzanie rozdziałów i życzę dużo wolnego czasu, który z pewnością jej się przyda. ♥
Zapraszam na Barwne myśli, które to jest takim moim śmietniczkiem; nie będzie tam fabularnych one-shotów, a jedynie moje krótkie przemyślenia. Jeśli natomiast ktoś jest chętny na jakieś jednopartówki, to przypominam o Need you now. Niebawem pojawi się tam praca konkursowa z Wywiadów..., która wprawdzie nie zajęła żadnego miejsca i nie wyszła tak, jak chciałam, ale z której wciąż jestem w jakiś sposób dumna, bo bez niej prawdopodobnie nie ruszyłabym dalej z pisaniem.
Tyle ode mnie, bo wypowiedź wyszła mi już naprawdę długa.

Pozdrawiam wszystkie duszyczki, PRZEPRASZAM i życzę wszystkim Szczęśliwego Nowego Roku! <3

26 komentarzy:

  1. O kurczę! Co to za shinobi? Skoro Shikamaru ma już po spotkaniu z nimi traumę, to coś jest na rzeczy. Cały ten rozdział jest owiany tajemnicą. Śledztwo, poszukiwanie wskazówek. Na dodatek koniec wgniótł w ziemię.
    Tak samo jak ty, mam problem z pisaniem rozdziałów, tak samo chce dokończyć ale albo sprzęt nawala albo brakuje silnego bodźca i doskonale cie rozumiem. Dlatego w Nowym Roku życzę Ci tej siły do pisania, wiele nowych pomysłów i przede wszystkim siły oraz cierpliwości!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kao Bae! <3
      Haha, widzę, że kolejne pytania. Ano, jest na rzeczy, jest. ;>
      Pisz, pisz! Tak czekam, tak straaasznie czekam na Krew wiśni, że o mamo, no. ._.
      Dziękuję Ci bardzo! <3
      Pozdrawiam! <3

      Usuń
  2. Ajaj. Jak mi się miło zrobiło. :D Cieszę się bardzo, że nieświadomie troszkę tam wsparłam. ;] I życzę szczęśliwego Nowego Roku! Może jestem przesądna, ale skończenie rozdziału przed końcem roku dobrze wróży na przyszłość. Nie martw się jak wyszło, czyta się samo. :P

    Najpierw jeszcze coś do trzeciego rozdziału: Mój mózg sobie sam wymyśla niektóre rzeczy i wymyślił sobie, że Sarada macza paluchy w tym wszystkim złym, co spotkało Sakurę. I, że właściwie to wspiera ją tylko na pokaz, a tak właściwie to pilnuje… Już po trzecim tak myślałam. Teraz wcale nie przestałam. Jakieś mam takie przeczucie no. XD

    - Lubię Twojego Saska. Jest taki normalny, w dobrym tego słowa znaczeniu.
    - Intryguje mnie ta zagadka. Ciekawe czy Sherlock by im ją szybko rozwiązał? XD
    - A Sakurci mi szkoda, mam ochotę nią potrząsnąć, ale i tak strasznie szkoda.


    (Przy okazji znalazłam ci bubla, jak chcesz możesz od razu poprawić ;)
    „Cholera, chyba będę musiał cię zaprać do Hany.” – nieładnie tak prać zwierzęta, ani w pralce, ani na tarce. Nie wolno. No no no. )

    I tak, ja też skończyłam to o czym wtedy pisałam na czacie. Nawet opublikowałam! Takiego mam stresa cały czas, że „nie śpię tylko odświeżam stronę”. XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, oby faktycznie tak było z tą dobrą wróżbą. :3
      Haha, ja coś tak czułam, że prędzej czy później czytelnicy będą węszyć, o co chodzi z tą Saradą! :P Ale ja siedzę ciiiicho.
      O matko XD Aż śmiechłam, jak przeczytałam to "zaprać". Dziękuję za wyłapanie tego błędu, już poprawione! :P
      Opublikowałaś? :D Podsyłaj, no, mi tu zaraz! Chcę zobaczyć! Chcę, chcę, chcę! *macha rączkami jak małe dziecko*
      Dziękuję za komentarz, Laane i za motywację, jaką mi wcześniej dałaś. :3
      Pozdrawiam! <3

      Usuń
    2. Kiepski ze mnie spamer, więc wkleiłam w nick. Działa prawda? XD Współczuję każdemu kto to przeczyta, ale jest krótkie na szczęście.

      Ja nie węszę, to się samo wywęszyło. Konkretnie w łazience podczas nakładania farby do włosów. Myślę, że łazienka to takie magiczne miejsce, do tego ten zapach amoniaku. Ah, mózg pracuje! Polecam. XD

      Postaram się motywować częściej! ;3

      Usuń
    3. Tee, sprytne, sprytne! :D
      Zaraz przeczytam, akurat mam trochę czasu.
      Hehe, a to mi miło, że ci się coś węszy odnośnie mojego bloga w łazience! XD
      Motywuj, to działa! B]

      Usuń
    4. Każdy wie, że to miejsc gdzie przychodzą najlepsze i najdziwniejsze pomysły. Mózg lepiej pracuje.
      Spróbuj kiedyś pisać albo planować w tym miejscu. Notesik, krzesełko... albo na co komu krzesełko?

      Usuń
    5. W sumie coś w tym jest — na wiele pomysłów wpadłam stojąc pod prysznicem XD

      Usuń
    6. Widzisz! Sama prawda! Tam są inne "prądy".
      Prądy z rur.

      Usuń
  3. Na początku chciałabym powiedzieć, że masz śliczny szablon. Bardzo podobają mi się te kolory:)
    Co do treści...
    Wspomnienia z tortur, które zostały opowiedziane przez Shikamaru sprawiają, że dostaje gęsiej skórki...
    Ciekawi mnie, czy Naruto, Kiba, Shikamaru i Sasuke zdołają odkryć kto stoi za tymi wszystkimi zbrodniami. Wszystko wydaje się być niebezpieczne oraz... straszne. Zwłaszcza znalezienie łańcuszka osoby, która już nie żyje. A może jednak żyje?

    Czekam na następny wpis:)
    W między czasie zapraszam do siebie:)

    love-hinatanaruto-love.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo. ^^
      Łoho, to jestem zadowolona, że aż przyprawiło Cię to o gęsią skórkę. ;] Nie sądziłam, że ktoś aż tak odczuje ten fragment.
      Mehehe, no cóż, kto wie. Zobaczymy, co los szykuje dla naszych bohaterów. ^^
      Postaram się zajrzeć niebawem. :)
      Pozdrawiam! <3

      Usuń
  4. Heloł :3
    Naściemniałaś mi tu że mam nie wiadomo ile rozdziałów do nadrobienia, czytam niemalze od samego początku a tu się okazuje że miałam tylko jeden jedyny rozdział do nadrobienia XD Nawet nie zdążyłam się nim wystarczająco nacieszyć XD
    Musiałam sobie parę rzeczy przypomnieć, ale już wszystko mi się rozjaśniło. Muszę przyznać, że końcówka mnie totalnie zbiła z tropu i zrobiła wszystko :o To ten moment kiedy oglądasz serial i pod koniec odcinka dowalają coś przez co włączasz następny i to ci się właśnie udało w tym rozdziale, gratki! Dżizas, teraz będzie mnie ciekawość zjadać :/
    Podoba mi się też postać Sarady w tym wszystkim, jest taką miłą odskocznią od morderstw i tortur (zła kobieto).
    Jak oni chcą to załatwić na własną rękę to nie mam bladego pojęcia, ale ktoś tu zasługuje na *pip* wpierdol za to wszystko co się dzieje.
    Trzymam za nich kciuki! No i za ciebie, co by już tych ogromnych przerw nie było :3
    Dużo pomysłów, mała! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ZOOOCHAAAN! ♥
      No a dziwisz mi się, że nawet ja pomyliłam, ile masz do nadrobienia? :o W końcu tyle Cię nie było! :P
      Haha, tak na to liczyłam, że ta końcówka właśnie taka będzie, co — jak Ty to ujęłaś — "robi wszystko".
      Łoho, czy ja widzę pochlebną opinię o Saradzie? Toż to święto chyba. :o
      No cóż, zobaczymy, co czas przyniesie chłopakom! B]
      A JA TRZYMAM ZA CIEBIE, CO BYŚ JUŻ ZOSTAŁA NA TYCH BLOGACH, O! Masz mi już tak nie znikać! Bo się pogniewam! :P
      Dziękuję za komentarz, Zosiu, i pozdrawiam cieplutko! ♥

      Usuń
  5. Od razu mówię Ci, że znalazłaś się na samym szczycie mojej czarnej listy, tuż po Wojtachni. TY MAŁY KURWIU TY.
    Odnośnie rozdziału, zdecydowanie zbyt rzadko się pojawiają nowe części. Musiałam przeczytać poprzedni rozdział, żeby zabrać się za ten, bo nie wiedziałam na czym ostatnio skończyłaś.
    Ta cała Sarada, niby taka super, niby taka fajna, ale coś mi w niej nie pasuje. Nie wiem dlaczego. Nie bez powodu przewija się przez to opowiadanie i czuję, że z jej powodu coś jebnie. Ewidentnie jebnie.
    No i ból dupy, bo za mało Sakury. Jestem cholernie ciekawa w jaki sposób rozwiniesz tutaj wątek SasuSaku i jak to wszystko się potoczy z upośledzeniem Haruno.
    Mam nadzieję, że 5 rozdział pojawi się zdecydowanie szybciej. Będę Cię znów katować na fb XDDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. HAHAHAHA, JA NAPRAWDĘ NIE WIEDZIAŁAM, ŻE TY NIE WIESZ. XD
      No postaram się szybciej pisać, ale naprawdę nie wiem, jak to będzie, no. ._. Na pewno nie porzucę bloga, co to — to nie! Ale no, z tym pisaniem nie chcę nic obiecywać.
      Ale żeście się wszyscy uczepili tej Sarady, no! XD
      Spokojnie, Sakura będzie w następnym rozdziale. #chamski #spoiler #hehe
      O nie. XDD Albo wiesz co? Katuj, może będzie mnie częściej ruszać do otworzenia pliku.
      Dziękuję za komentarz, Iczirej. ♥

      Usuń
  6. JESTEM! ZOSTAJĘ, PRZEPRASZAM, JESTEM JUŻ NA BIEŻĄCO! ♥

    Zaczynając od prologu... Pisałaś, że wyszłaś z wprawy, a prolog wyszedł cudnie. Z niesamowitą łatwością bawisz się słowami, układasz zdania w sposób jak najbardziej przejrzysty dla czytelnika. W dodatku schludność — coś, co tylko wprawieni pisarze są w stanie zachować. Serio, ostatnio przekopałam się przez masę opowiadań, ale ten brak szacunku do czytelnika... aż mam ciary na samą myśl.

    Perspektywa Sasuke bardzo mi się podoba i to, jaki teraz jest. Odmieniony, inny, szukający siebie. Mimo że nie zareagował, nie pomógł, to jednak to rozważał. Jednakże koniec końców egoistyczne pobudki zostały... cały Sasuke.

    Rozdział pierwszy sprawił, że szczerze się uśmiechnęłam. Miło jest czytać o takim Sasuke. Ludzkim, prawdziwym, bez głębszej nienawiści względem wszystkiego, co się rusza... i nie rusza też xD Relacja z Naruto, z przyjacielem! Czuć, czuć, że Sasuke jest spokojniejszy. Lepszy. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że wreszcie jest sobą. W dodatku wizja mieszkania Sasuke i Naruto razem... Uchiha miał rację, prędzej by się pozabijali, ale w końcu nie miał za wielu opcji. Dobrze pokazałaś zagubienie Sasuke, podoba mi się to cholernie. I cholernie, cholernie (powtarzam się, wiem) podoba mi się to, że Uchiha nie jest chłodny względem Sakury, nawet jeśli jeszcze się nie widzieli. W końcu jej obiecał, nim wyruszył na "szukanie siebie". Jego jestestwo nie istnieje bez klanu... if you know what I mean :3 Huehuehue. I oczywiście zastanawiające jest, kto szpiegował Sasuke i dlaczego. Szykuje się jakaś mroczniejsza strona tego opowiadania. Już zacieram rączki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, kto byłby w stanie tak mocno zmasakrować oddział Anbu? Przecież do nich należą ludzie tak silni i dobrzy, że to nie miało prawa się zdarzyć! A jednak, kurde. W ogóle czy tylko ja tak mam, czy naprawdę rozśmieszyła mnie wizja śmiejącej się w oczy podłogi? Zidiociałam jak Sasuke :D W ogóle dobrze, że Uchiha ma rękę. Niby mi to nie przeszkadza, ale dobrze wiedzieć, że jednak tę kończynę posiada xD Głupie, wiem, ale co poradzę. I cieszę się, że on sam zdaje sobie sprawę, że wracanie do starego "ja" jest złe, ble, fuj i w ogóle. Cudownie! "Niektóre rzeczy się nie zmieniają" to prawda. Młotki i głupki zawsze takie same <3 PRÓBUJĘ PRZETRAWIĆ TO, CO PRZECZYTAŁAM I KURWA NIE MOGĘ. NIEMOWA?! JA SIĘ NIE DZIWIĘ, ŻE SASUKE CHCIAŁ WIEDZIEĆ, JA SAMA BRNĘŁAM PRZEZ ROZDZIAŁ NIECIERPLIWIE, BY WIEDZIEĆ. DAMN. I DLACZEGO KTOŚ ATAKUJE SZPITAL, DLACZEGO ATAKUJE ANBU?! DLACZEGO SAKURĘ SPARALIŻOWAŁ STRACH?! DLACZEGO SASUKE SIĘ ZDEKONCENTROWAŁ!? AAAAAAAAAAA!!!!!

      Naruto ma rację mówiąc, że Sakura nigdy nie była irytująca. W końcu znalazła wiele siły w przeciągu tych kilku lat. A wiemy doskonale, jaką silną kobieta potrafi być. Choć nie ukrywam, że to, co wydarzyło się w poprzednim rozdziale mocną mną wstrząsnęło. I cóż za przypadek, że młoda dziewczyna ma na imię Sarada! Przez moment serio myślałam, że to ich córka XD Ale jestem głupia! "Lubiłem to przezwisko, opisywało go idealnie. Młotek." śmiechłam xD Niesamowicie podoba mi się postać Naurto u Ciebie. Wykreowałaś go dobrze, wciąż jest sobą z małymi odchyłami, ale nadal to Naruto. Chociaż włamaniem do archiwum mnie zaskoczył, ale nie dziwię się, że na to wpadł. W końcu ktoś zagraża Wiosce i trzeba temu jakoś zaradzić! A niewiedza na temat wroga to jak strzał w kolano. Tylko że... przecież oni niczego konkretnego się nie dowiedzieli, a jeszcze omal nie wpadli! Komplikacji nie ma końca, co? W ogóle uwielbiam ego Sasuke. Pyszczy, a Sasuke pyszczy ego. Huehue. I faktycznie, romantycznie. Uchiha wchodzący przez balkon, by spotkać się z Sakurą. Uśmiech na mej twarzy to już banan! Jednakże i tutaj niczego się nie dowiedział, a nawet z opowieści Sarady niewiele wiadomo. Przyznaję jednak, że masakryczną rzezią przedstawioną na zdjęciach mnie przeraziłaś i ponownie zaintrygowałaś, a i spojrzenie Sakury, które sobie wyobraziłam, wstrząsnęło i mną. O co tu, do jasnej ciasnej, chodzi?

      Wydaję mi się, że teraz, po tym wszystkim, Sasuke i Sakurę zacznie łączyć coś więcej. Kto jak kto, ale on doskonale zna uczucie straty. Martwi mnie to, mimo wszystko. Dlatego ucieszyłam się, gdy sam stwierdził, że musi jej pomóc odnaleźć sprawcę. Ale to, co działo się potem. Cholera jasna, mam wrażenie, że coraz bardziej wszystko zaczyna się komplikować, zwłaszcza, gdy na miejscu zbrodni Kiba znalazł ten łańcuszek Keiko. Skoro miała go na sobie, gdy była już martwa. to jakim cudem znalazł się tutaj i to w dodatku w domu Haruno? Jakie to ma ze sobą powiązanie? Jestem strasznie ciekawa, aż zahipnotyzowana. Czy mówiłam, że ciekawie wykreowałaś Saradę? Jej podejście do życia, pomimo przeszłości... piękne. Sasuke może się uczyć. I Shikamaru... strateg nie z tej ziemi, mimo że cholernie leniwy. Ale najbardziej ucieszyła mnie obecność Kiby! Nic nie poradzę, że tak go kocham :3 Co się dzieje z jego Akamaru? Latka nie te, czy co? Kochany pieseł <3 Tyle się dzieje, mój mózg się lasuje. Pozostaje mi czekać na dalszą część.

      Cieszę się, że mogłam tu spędzić czas w tak przyjemnie czytającej się historii. Dobrze być czytelnikiem właśnie tu, podoba mi się bardzo ♥

      Usuń
    2. Jeeezu! Takiego długiego komentarza w życiu od nikogo bym się nie spodziewała. :o
      A to ja Ci powiem, że jak ostatnio przeczytałam ten prolog, to miałam ochotę napisać go jeszcze raz. XD
      Haha, a żeś mi przypomniała o tej podłodze! ♥ I o młotku. :D
      Mehehe, mówisz komplikacje, co? Będzie ich więcej, ale spokojnie! Jeszcze trochę i pomału znajdą się rozwiązania pewnych niewiadomych.
      Obawiałam się, że przedstawię źle przemianę Sasuke, ale widzę, że się podoba, co niezmiernie mnie cieszy.
      SARADA! Łohoho. Powiem Ci w sekrecie, że polubiłam moją Saradę. Hehehe. Ale chyba każdego początkowo musiało zmylić to imię! xD
      Ooo, Kibusia też kocham! ♥ Jedna z moich narutowskich miłości. Nie mógł się tutaj nie pojawić. ♥ A Akamaru... TO CIĄŻA, ZAUFAJ MI. XD
      Jeeejku, tak się cieszę z tego komentarza. No naprawdę, gdybyś widziała mojego banana na twarzy, gdy to czytałam.
      Tak Ci dziękuję! ♥ Postaram się o szybsze dodawanie następnych części.
      Pozdrawiam serdecznie! :3

      Usuń
    3. Jaki tam długi, musiałam po prostu wszystko nadrobić. Nie napiszę Ci przecież "fajne" pod najnowszym rozdziałem, nie dzieląc się z Tobą moimi przemyśleniami na temat poprzednich! :3 ♥ Już i tak skradłaś moje serce, co poradzę xD

      Głupia jesteś, niczego nie pisz jeszcze raz. Jest dobrze, bardzo dobrze!

      Czekam właśnie na wyjaśnienia. Bo mi się aż Twoje opowiadanie to dzisiaj śniło! I naprawdę, przemiana Sasuke moim zdaniem jest napisana rewelacyjnie. Dobrze czytać o nim w taki sposób, ciągle naburmuszony i zły po prostu mi się przejadł. W końcu w głębi taki nigdy nie chciał być <3

      KIBUŚ JEST CUDOWNY, MIŁOŚĆ FOREVER ♥ CIĄŻA?! XDDD Ahahahahha! WIEDZIAŁAM! XD

      Lubię sprawiać radość innym :3 Także pisz, przesyłam kopala w dupala i czekaaaaammmmm! ♥

      Usuń
    4. Długi, długi! :D
      Eee, spokojnie, nie będę niczego pisać po raz drugi. Zwariowałabym chyba!
      Hahah, naprawdę, aż Ci się śniło? :D Spokojnie, spróbuję dzisiaj trochę przysiąść do TSS — wprawdzie jeszcze nie wiem, czy do rozdziału czy rozpiski (bo tak czy tak będę musiała porozpisywać rozdziały).
      KIBA FOREWA ♥♥♥
      POCZUŁAM TEGO KOPALA W DUPALA!

      Usuń
  7. Zbieram szczękę z podłogi...
    Piszesz z perspektywy Saska, co według mnie jest rzadko spotykane. Serio!
    Ale jakoś niepokoi mnie zachowanie Sasuke. Jest taki hmmm... nerwowy. Tu bach, tam z buzią na Sakurę. Ale czuję, że on zaczyna jakby coraz lepiej ją rozumieć i ucieszyłam się, że chce jej pomóc. Ach... to takie romantyczne! Rozpływam się.

    "Pewnego dnia wszystko, co zamknęłaś w głębi siebie, może wyjść na wierzch i nie będziesz w stanie tego powstrzymać. " To mnie wgniotło, albo dotknęło? Mniejsza, chodzi mi o to, że przez ten fragment mam wrażenie, że Sarada nie będzie do końca spoko. A może ona macza w tym wszystkim palce? :o
    Podejrzliwa się robię :D

    Pisz piąteczkę szybciutko <3
    Ściskam cieplutko ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak polubiłam perspektywę Sasuke! Co nie zmienia faktu, że następny mój blog SasuSaku będzie prowadzony z narracji zarówno Sasuke, jak i Sakury, ale... ćśśś, to tajemnica!
      Jak wszyscy są podejrzliwi wobec Sarady! Mehehehe. B]
      Postaram się pisać jak najszybciej mogę! ♥
      Dziękuję i pozdrawiam! :3

      Usuń
  8. Znasz już moją opinię na temat tego rozdziału, więc tylko powiem: jestem niezmiernie dumna, że tak się rozwijasz!

    I fakt, że już wykminiłam, że Keiko to siostra Sarady.
    Trzymaj się ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jestem z Ciebie dumna, że to wykminiłaś! Jak dotąd chyba jedyna, ale nie dam sobie teraz główki uciąć.
      Dziękuję za odzew, Sasii. ♥

      Usuń
  9. Dopiero dzisiaj dorwałam się do czytania i no cóż mogę napisać, to takie "inne" czytać z perspektywy Sasuke i jestem miło zaskoczona, plus ta tajemnica, brak głosu, teraz niecierpliwie czekam na nowe rozdziały.
    Pozdrawiam, Lulu ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo, jak mi miło! :D Mam nadzieję, że również dalsze rozdziały przypadną Ci do gustu. No cóż, tajemnice, tajemnice — już niebawem wszystko zacznie się rozjaśniać.
      Dziękuję bardzo. ^^
      Pozdrawiam!

      Usuń

LAYOUT BY OKEYLA