poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Rozdział 3

Tępy ból głowy przeszywał mnie na wskroś, a ja czułem się bezsilny, bezradny. Oblałem się zimnym potem, a kiedy z trudem otworzyłem oczy, cholerne światło żarówki bezlitośnie mnie poraziło, a ja od razu zacisnąłem powieki. Miałem ochotę zwymiotować, choć nawet nie miałem siły otworzyć ust.
Wreszcie się obudziłeś — stwierdził z ulgą blondyn, siedząc na drewnianym stołku w rogu ponurej sali. Ociężale podniósł się z miejsca i zbliżył się do mało wygodnego łóżka, na którym leżałem. — Jak się czujesz?
Czujnie obserwowałem jego mimikę; zaciśnięte wargi i skupiony wzrok były niepodważalnym dowodem, że nie miał pojęcia, czego mógł się spodziewać. I słusznie, bo ja sam nie wiedziałem.
Całkiem nieźle — skłamałem bez nutki zawahania, choć miałem ochotę zasnąć na jeszcze długi czas, aby tylko odciąć się od złego samopoczucia. Ze zdziwieniem i satysfakcją odkryłem jednak, że wszystkie dolegliwości zaczęły szybko ustępować, więc podniosłem się do pozycji siedzącej.
Uzumaki cierpliwie milczał, dał mi chwilę na przeanalizowanie wszystkiego, co było do niego niepodobne. Zapewne dostał surową reprymendę na temat odpowiedniego zachowania od jakiegoś lekarza, choć co ja mogłem o tym wiedzieć — byłem nieprzytomny. Ignorując ten bezistotny fakt, usilnie skupiłem się na tym, co doprowadziło mnie do takiego stanu. Czułem chwilowe zaćmienie, jednak po upływie kilku dłużących się w nieskończoność sekund, do mojej świadomości zaczęły napływać zamglone obrazy, które zapamiętałem jako ostatnie.
Taka irytująca.
Nieznacznie drgnąłem, gdy w mojej głowie echem odbiły się te dwa słowa, a serce zamarło w klatce piersiowej. Przełknąłem ślinę i zacisnąłem mocno pięści, tak mocno, że krew zaczęła z nich odpływać.
Uciekli — wychrypiał bez sił, ściągając brwi. — Po tym, jak jeden z tych ludzi cię ogłuszył, postanowiłem wspomóc się chakrą Kuramy, ale nie zdążyłem nic zrobić. Uciekli — powtórzył, a ja powtarzałem w myślach to jedno słowo. Jedno słowo, doprowadzające mnie do szewskiej pasji. — Później przyszło ANBU, a ciebie przeniesiono na ten oddział.
U c i e k l i.
Krew w moich żyłach zaczęła płynąć szybciej, a płuca wypełniały się coraz szybciej większą dawką powietrza.
Kim wy, do cholery, jesteście?
Zamrugałem kilkakrotnie powiekami, nie rozumiejąc kompletnie nic.
Co z pozostałymi? — spytałem bez ogródek, spuszczając nogi z krawędzi łóżka na chłodną posadzkę. Miałem zdjęte buty, a ziąb kafelek skutecznie przywracał mi zdrowe myślenie.
W porządku, są cali. Sakura prawdopodobnie siedzi teraz w domu — ciągnął. — Shikamaru był zaraz po walce u Babuni Tsunade, a jeśli chodzi o Kibę… Diabli wiedzą, co on teraz robi. — Parsknął, a mnie mimowolnie uniosły się kąciki ust. Poczułem, jak napięcie opada, a mięśnie rozluźniają się, przynosząc mi ukojenie, jednak nie trwało to długo. Musiałem poruszyć ten temat, choć odczuwałem niewyjaśniony wstyd. Zacisnąłem wargi, wdychając jak najwięcej tlenu.
To zabawne, jak jedna rzecz t l e n potrafi utrzymać człowieka przy życiu, a zarazem uspokoić go, kiedy sytuacja tego wymaga.
Co się z nią stało, Naruto? — Stanowczo zaakcentowałem jego imię, aby zwrócić na siebie większą uwagę. — Nie tylko straciła mowę, ale i wolę walki. Widziałem to — mówiłem ostrożnie, uważając na każde słowo. Mimika Naruto zmieniła się ze zrelaksowanej w zamyśloną i spiętą. Wyczułem wzrastającą apatię ze strony przyjaciela, jednak kontynuowałem. — Kiedy tylko ich zobaczyła, wymiękła. Nie taką Sakurę zobaczyłem po długim czasie na wojnie. Wtedy płonęła w niej Wola Ognia, a teraz… teraz wróciła irytująca Sakura, którą trzeba wiecznie br…
Nie mów tak — przerwał ostro i spojrzał na mnie karcącym wzrokiem, na co ja ściągnąłem brwi. Nie byłem pewien, czy moje słowa tak na niego zadziałały, czy może to, w jaki sposób wypowiedziałem imię dziewczyny. Oschle, pogardliwie. — Sasuke, również nie jestem w stanie zrozumieć, co musiała przejść i niewątpliwie ma to związek ze stratą mowy. Gdy wróciła, nie było mnie w Konosze. Sam wiesz, miesiącami ciągnęły się naprawy po wojnie i trzeba było chodzić od wioski do wioski. Nawet nie masz pojęcia jak żałowałem, że nie mogłem jej wtedy wesprzeć. Jednak wiem jedno. Sakura nigdy nie była irytująca, nigdy nie trzeba było jej chronić, bo dałaby sobie radę sama i nigdy nie straciłaby ducha walki. Nie wiem, co się dzisiaj stało, po prostu nie wiem, ale gdy ty zemdlałeś, ona chciała zaatakować, niestety już nie miała okazji. — Naprawdę zadziwiała mnie jego bezargumentowa wiara w ludzi. Słowa Naruto były nieco naciągnięte, bo w dzieciństwie Sakura nie potrafiła się bronić. Poza tym nie była w stanie tego zrobić, gdy uszkodzono jej struny głosowe, prawda? Fakt, popisała się swoimi umiejętnościami na wojnie, ale nie paliła się dziś do walki, bała się. Właśnie, d z i ś.
Ile byłem nieprzytomny?
Około dwie godziny.
Zmarszczyłem brwi, usiłując przypomnieć sobie, w jaki sposób straciłem przytomność. Od zwykłego ogłuszenia nie mogłem być przecież w stanie uśpienia tyle czasu, prawda?
Blondyn podskoczył w miejscu i w ostatniej chwili stłumił krzyk, a ja ze świestem wciągnąłem powietrze w płuca i na chwilę je tam zatrzymałem, gdy drzwi od sali otworzyły się z hukiem. Obrócił się na pięcie i spojrzał na promienistą twarz drobnej dziewczynki stojącej w przejściu. Na oko miała piętnaście lat, nie więcej.
Sarada! Nie strasz mnie tak, proszę cię — burknął niezadowolony i zlękniony, a nastolatka o bladej cerze zaśmiała się przyjemnym, melodyjnym głosem. Przekręciła swoimi soczystymi, zielonymi oczami i podeszła bliżej mojego łóżka. Spostrzegłem, że miała zarzucony trochę za duży, biały fartuch.
Jak się pan czuje? — zwróciła się do mnie z szacunkiem, a życzliwy uśmiech nie znikał z jej twarzy. Biło od niej niesamowitymi pokładami pozytywnego nastawienia i mogłem przyrzec, że w minimalnym stopniu udzielił mi się jej humor.
Miękniesz.
Jaką ja miałem nieodpartą ochotę uderzyć w twarz moje ego! Ale wyszłoby na to, że uderzyłbym samego siebie. To nie należało do inteligentnych posunięć, zwłaszcza w towarzystwie innych osób, którzy mieliby powód, aby uznać mnie za niezdrowego psychicznie człowieka.
Bywało gorzej — krótko stwierdziłem, lecz stanowczym wzrokiem usiłowała wymusić na mnie dłuższą wypowieć, na co ciężko westchnąłem. — Jak się obudziłem, miałem ochotę zwymiotować, ale nawet nie miałem na to siły. Teraz jednak jest o wiele lepiej. — Dziewczyna poprawiła niesforny kosmyk blond włosów, sięgających do pasa i zanotowała coś na karcie, którą trzymała w dłoni. Kiedy skończyła, pokazała mi rząd białych zębów, podarowując uśmiech tak radosny niczym u Naruto.
Myślę, że będzie mógł pan wyjść jutro. Dzisiaj poleciłabym zostać jeszcze na obserwacji. Przy wypisie dost…
Wolę wyjść dzisiaj — przerwałem, siląc się na jak najchłodniejszy ton, choć nieschodzący z twarzy dziewczyny uśmiech uniemożliwiał mi to. Blondynka miała w sobie coś, co nikomu nie pozwalało przejść obok niej obojętnie. Coś, co było w stanie poprawić dzień każdemu. Coś, co mogło w pewnym stopniu zmiękczyć nawet mnie. Po prostu mogłem jej na to pozwolić, byłem w stanie — a to wszystko za sprawą jej spojrzenia, uśmiechu i sposobu bycia.
Hm, w takim razie musiałby się pan zgłosić do lekarza prowadzącego po wypis. Za około piętnaście minut powinien zjawić się w gabinecie. Pan Satoru Eguchi, pokój numer trzydzieści cztery. — Wskazała w prawą stronę od wyjścia z sali, a ja delikatnie skinąłem głową. Nie zamierzałem tu zostawać do jutra, miałem ważniejsze sprawy na głowie niż bezczynne siedzenie w miejscu, w którym umierają i rodzą się ludzie. Musiałem wrócić do treningów, ponieważ nie zamierzałem więcej przegrać. Ja, Sasuke Uchiha, nie mogłem sobie na to pozwolić. Nigdy więcej. Jak na zawołanie zwróciłem uwagę na lewą, zabandażowaną rękę. Byłem w stanie nią ruszać, lecz moje ruchy nie były płynne i nie kontrolowałem siły czy szybkości, z jaką poruszałem dłonią. Czułem narastającą irytację, ale zarazem determinację.
Drzwi się zamknęły, gdy z pomieszczenia wyszła młoda dziewczyna.
To jest Sarada — rzucił Naruto. — Sakura uczyła ją medycznego jutsu jeszcze przed wojną. Są dla siebie jak siostry. Chce zostać lekarzem. Prawda, że ma w sobie coś specyficznego? Zawsze się uśmiecha. Nigdy nie widziałem jej smutnej, a każdego dnia wszystkich podnosi na duchu. — Przez chwilę miałem wrażenie, że chłopak jest dumny z blondynki, jakby była co najmniej jego córką, jednak pokręciłem głową i wysłałem mu spojrzenie mówiące: co mnie to obchodzi? — Chcę cię uświadomić, że skoro wróciłeś do Konohy już na stałe i mamy tworzyć Drużynę Siódmą, będziesz z pewnością częściej widywał Saradę, ponieważ bardzo często przebywa w towarzystwie naszej Sakurci — odpowiedział na moje nieme pytanie, a ja powstrzymałem się, aby nie plasnąć sobie dłonią w twarz. Ponownie więc tego dnia westchnąłem.
W jednej chwili zacząłem się zastanawiać, jakie relacje łączą tę dwójkę. Gdy mnie nie było w wiosce, Naruto był przy Sakurze, a w dzieciństwie darzył ją silnym uczuciem. Nie miałem pojęcia, ile się mogło zmienić od tamtej pory, ale wiedziałem, że byli blisko. Tylko j a k blisko?
Odgoniłem niepotrzebne myśli, przywołując inne.
Naruto — mruknąłem — w ile opanowałeś tę rękę?
Wystawiłem przed niego zabandażowaną dłoń, choć i tak doskonale wiedział, co miałem na myśli. Na twarz chłopaka wkroczyła zaduma, a ja nie spuszczałem z niego wzroku. I tak siedziałem, pochylony delikatnie wprzód, licząc każde sekundy, aż Uzumaki w końcu się namyśli i odpowie na moje pytanie.
Jedna.
Druga.
Trzecia.
N… nie pamiętam — wyznał, gdy doliczyłem się trzynastu sekund. Teraz się nie powstrzymywałem — po prostu plasnąłem z impetem otwartą dłonią w twarz. Nie potrafiłem skomentować w żaden sposób głupoty mojego przyjaciela, więc zdobyłem się na krótkie:
Młotek.
Widocznie się oburzył moim stwierdzeniem, jednak nic na to nie odpowiedział, a ja poczułem lekkie zawiedzenie i zdezorientowanie.
Po pierwsze. Naruto nigdy nie odmówiłby sprzeczki, nawet tej najkrótszej.
Po drugie. Po prostu mnie, cholera, zignorował.
Mimo wszystko… zastanawia mnie jej zachowanie. Nigdy się nie wahała. Może w dzieciństwie, ale po… twoim odejściu — starał się być ostrożny, mówiąc to — dużo trenowała i już nigdy więcej nie uciekła od walki. A tu… jakby na moment zastąpiła ją zupełnie obca osoba, nie była sobą. Tylko przez moment, bo chwilę po tym już było wszystko w porządku.
O tym, cholera, przecież mówię — rzuciłem podirytowany, a on pokręcił głową. Energicznie wstał i w kilku krokach znalazł się przy drzwiach, a ja już do reszty zgłupiałem. Z jakiegoś powodu poczułem, że nie chcę zostać sam, ale tylko uważnie obserwowałem poczynania chłopaka. Powoli nacisnął klamkę i zerknął na mnie.
Zobaczymy się później. Bądź co bądź, chcę szybko ogarnąć mieszkanie. I, Sasuke… nie martw się o nią, to wciąż nasza Sakurcia — rzucił przez ramię, wychodząc z pomieszczenia i zostawiając mnie samemu sobie.
Och, przecież ja się o nią nie martwię.
Młotek, młotek, młotek.
Lubiłem to przezwisko, opisywało go idealnie.
Młotek.


Lekarz nie robił żadnych problemów z wyjściem, wystarczyło powiedzieć, że przemyślałem decyzję i biorę za to pełną odpowiedzialność — jednak na wypis trzeba było trochę zaczekać. W duchu byłem wdzięczny Naruto za to, że postanowił wcześniej wrócić. Mógł zaczekać ze mną na wypis i poszlibyśmy do niego razem, ale przez te kilka chwil chciałem pobyć sam. W głowie rodziło mi się mnóstwo pytań, każde na zupełnie inny temat: czemu nasi przeciwnicy, choć silni, uciekli tak szybko?, ile łączyło Sakurę i Naruto?, jak zareagują dawni… towarzysze na mój powrót?, co przydarzyło się Sakurze?, czy Taka była przez cały czas w wiosce?, jak wiele — znowu — mnie ominęło?
Wszystkie odpowiedzi były dopiero przede mną — musiałem tylko je poznać. Miałem jednak wrażenie, że się tego bałem, dlatego zaprzestałem myślenia o tym i skoncentrowałem się na czymś innym. Dlatego większość drogi przebyłem, zastanawiając się nad wrogiem — mógł zaatakować w każdej chwili i był silny, więc musiałem zostać nieprzerwalnie czujny. To tym bardziej powiększało moją ciekawość, ale póki nie było żadnych śladów i podejrzeń, nie miałem jak się czegokolwiek dowiedzieć.
Pod domem Uzumakiego znalazłem się w kilka minut, a zanim wszedłem do środka, wziąłem kilka oddechów — trzeba będzie jeszcze przenieść moje rzeczy i, chcąc nie chcąc, pożegnać się ze starym domem. Ogarnęło mnie nieprzyjemne uczucie na myśl o tym, ale była też inna perspektywa: nowe życie, odcięte od złych wydarzeń z przeszłości. To mnie zdecydowanie pocieszało, więc już bez obaw po prostu wszedłem do mieszkania przyjaciela. Drzwi zaskrzypiały, a ja poczułem zapach ramen z kubka. I to była jedyna rzecz, która przypominała mi o dawnych czasach — wnętrze było naprawdę posprzątane, kilka lat temu był tu syf.
Zastanawiałem się, czy zdążę, zanim przyjdziesz, ale najwyraźniej mi się udało. — Podrapał się po brodzie, a ja przeszedłem do salonu, z którego dobiegał głos Naruto. — Muszę przyznać, że dawno nie było tu takiego porządku.
Ta, dla mnie porządek tutaj to również nowość — rzuciłem, siadając na kanapie. Blondyn wciągnął niebezpiecznie powietrze do płuc, ale nic nie mówił; czy on starał się ograniczać kłótnie?
Pewnie, skoro ty ciągle je prowokujesz.
Wciąż nie pogodziłem się z moim cholernym, pyskatym ego, które starało się wyciągnąć ze mnie poczucie winy. Postanowiłem więc, że muszę zacząć nad tym panować, bo inaczej będzie ze mną źle — po prostu oszaleję.
Kiedy cię nie było — zrobił krótką przerwę — pomyślałem, że… pomyślałem, że może w raportach z misji, na których różni shinobi mieli do czynienia z… nimi, no wiesz, tymi ze szpitala — przytaknąłem — będą podane jakieś informacje. Jednak wiem, że nikt nam nie pozwoli wejść do archiwum, a idąc z tym do Kakashiego, od razu zdradzimy się, że podsłuchiwaliśmy. Pomyślałem, choć będzie to nie w moim stylu i na co dzień tego nie popieram, żeby… wejść do archiwum i przejrzeć akta.
Spojrzałem na niego zdumiony, kiedy dotarło do mnie, co powiedział.
Honorowy Naruto chciał się włamać do archiwum. Ten Naruto, który pragnął zostać Hokage.
Chcesz się tam włamać? — Upewniłem się pytaniem, choć dobrze zrozumiałem to w jego wypowiedzi i tak naprawdę nie trzeba było mi powtarzać.
Nie włamać, nie włamać! — Wydał się oburzony i poczerwieniał na twarzy, a jego język zaczął się plątać. — Tylko… wejść. Bez pytania, no… no tak, chcę się włamać — mruknął zrezygnowany, a ja parsknąłem. Nie w jego stylu, ale poparłem pomysł. Ryzykowny, bo gdybyśmy wpadli, mielibyśmy ogromne kłopoty, ale również chciałem się czegoś dowiedzieć i nie było potrzeby ujawniania przed Hokage, że wraz z Naruto mamy podobne zainteresowanie, jakim było podsłuchiwanie.


Zaczekaliśmy z tym do wieczora, choć nie było to konieczne. Woleliśmy jednak napotkać jak najmniej ludzi, z kolei wymykanie się w nocy z domu mogło być podejrzane. W wiosce kręciło się nocą za dużo oddziałów, aby przejść niezauważonym.
Nie masz żadnego planu działania, prawda?
Prawda — odpowiedziałem krótko, rozglądając się po korytarzu. Bezproblemowo wślizgnęliśmy się do budynku i przemknęliśmy na najniższe piętro — chyba należałoby wzmocnić straż w wiosce. W innym wypadku nie miałbym prawa dziwić się, jeżeli wznowiłyby się niespodziewane ataki. — Poza tym już tu jesteśmy. Wystarczy tylko współpracować, dlatego ty skup się i daj znać, jeśli kogoś wyczujesz, a ja postaram się otworzyć te drzwi.
Wokół panowała podejrzana cisza, a przy wejściu do archiwum nie było nawet jednego strażnika. Odczuwałem nieprzyjemne napięcie i niepokój, ale nie powstrzymało mnie to przed umiejętnym otworzeniem drewnianych, potężnych drzwi.
Mówiłeś, że kiedy zaczęły się ataki? — zapytałem jak najcieszej, po przekroczeniu progu. Pomieszczenie było o wiele większe, niż się spodziewałem, a światła były zgaszone. Nie próbowałem jednak ich zapalać; towarzyszyło nam ryzyko, że ktoś tu mógł być.
Wszedłem głębiej i rozejrzałem się. Znajdowało się tutaj wszystko; od historii Konohy, przez opisy shinobich, aż po relacje z misji. To ostatnie najbardziej nas interesowało, więc od razu podążyłem w tamtym kierunku.
Jakieś pół roku, może więcej, po twoim wyruszeniu w podróż. Był kwiecień… lub maj. A niech to, nie potrafię powiedzieć.
Kilka pierwszych raportów, które zostały złożone przez kapitanów najróżniejszych oddziałów ANBU, nie były tymi pożądanymi przez nas. Dopiero te z samego końca kwietnia półtorej roku temu nas zainteresowały — mówiły o tajemniczych mężczyznach, którzy znienacka wystrzeliwali zatrute strzałki. Tym sposobem szybko unicestwiali shinobi z naszej wioski, aby potem ich torturować i porzucać. Część raportów mówiła również o narzędziach, jakimi posługiwali się shinobi z Wioski Dźwięku.
(…) Wracaliśmy do Konohy, kiedy niespodziewanie zostaliśmy zaatakowani siłą dźwięku. Jun stracił przytomność, a Shizuka została odepchnięta. Ja zostałem trafiony senbon z trucizną”.
Sasuke, patrz.
Naruto trzymał w dłoni dokumentację dotyczącą misji z pierwszego maja — w skład drużyny wchodzili Haruno Sakura, Inuzuka Kiba oraz Nara Shikamaru. Nie byli jednak z ANBU, więc nie bardzo wiedziałem, czemu Naruto mi to podtykał. Czyżby nie atakowali tylko ANBU, a również inne drużyny?
To podczas tej misji Sakura straciła głos. Całą trójkę ktoś porwał i znaleźli się dopiero po dłuższym czasie — wyznał smętnie, a moja brew się uniosła. — Gdzieś w okolicach Wioski Piasku, ale oni nawet nie pamiętali, jak tam się znaleźli.
Podał mi do ręki zapis z misji, a ja wpierw przeanalizowałem jego słowa — dopiero potem rozwinąłem zwój.
Kto tu jest?!
Zarówno ja, jak i Naruto natychmiast się spięliśmy. Pośpiesznie odłożyłem papiery na miejsce, aby nikt nie zorientował się, że ktokolwiek przeglądał raporty z misji. Następnie bezgłośnie podeszliśmy do początku alei. W pomieszczeniu nie było żadnych okien ani wentylatorów, przez które byliśmy w stanie się przecisnąć — przynajmniej nie w pobliżu, a pokój był zbyt wielki, aby teraz takowych szukać. Znajdywało się tutaj jedynie wejście, przed którym, kilka metrów dalej, stał strażnik.
Żadnej drogi ucieczki, a niebawem zapewne wkroczy tu jeszcze ktoś, pomyślałem.
Shinobi postawił kolejne kroki, zagłębiając się w jedną z alejek.
Naruto, złap się mnie — mruknąłem. Za pomocą kekkei genkai zamieniłem się miejscami z jednym z wózków stojących przy drzwiach — zapewne z innymi raportami, czekającymi na ułożenie na właściwym miejscu. Nie zastanawiałem się nawet czy warto. Inaczej nie dostalibyśmy się do drzwi, nawet jeśli w tamtym momencie świeciłem się jak lampion w środku nocy.
Szybko wycisz chakrę — syknąłem, dalej wyczuwając ją u Naruto, który w trakcie przeniesienia przestał się skupiać na jej wyciszeniu. To mogły być sekundy, gdy mogliśmy zostać nakryci, a musiałem zaryzykować. Jak najszybciej otworzyłem drzwi i puściliśmy się pędem przed siebie — dumni z naszej szybkości, bo nikt nie zdołał nas złapać.
Zatrzymaliśmy się dopiero na jednej z mniejszych uliczek Konohy, dysząc i próbując zrozumieć sytuację. Niewiele brakowało, a straż mogłaby nas złapać. Od początku było za łatwo z wejściem — oczywiste było, że ktoś prędzej czy później wszedłby do archiwum. Czemu jednak dopiero po czasie, nie od razu?
Co teraz?
Teraz, zważając na późną porę, pójdziesz do domu. — Odwróciłem się plecami i postawiłem kilka kroków. — Ja muszę odwiedzić jedno miejsce.
To był jeden z tych momentów, w których chciałem tylko ciszy — niczego więcej. Dlatego szedłem szybciej niż dawny morderca-Suigetsu, gdy zauważył ciekawy cel.
Ale moje prośby nie zostały wysłuchane i w zawrotnym tempie usłyszałem błagający ton niby-przyszłego-Hokagektóry koniec końców zignorowałem i odszedłem.
Taki z ciebie przyjaciel.


Dokładnie o dwudziestej pierwszej zero jeden zastanawiałem się, czy zapukać.
Chłodny wiatr muskał skórę i moje policzki chyba się zaczerwieniły. Moja wyobraźnia podsunęła mi dwie dojrzałe osoby, które wpuszczają mnie do ciepłego wnętrza ich mieszkania — na dziś jednak zbyt irytujące, żeby się tego podjąć. Lepszą perspektywą był kamienny balkon tuż nad drzwiami.
Dokładnie o dwudziestej pierwszej zero cztery miałem wątpliwości: wejść, czy nie wejść. Ale już tam byłem, stałem o kilka kroków od celu, który miał mnie zaraz zauważyć. Znalazłem się tu tylko przez ten cholerny raport, który wcisnął mi Naruto, a którego nie zdążyłem przeczytać.
Dokładnie o dwudziestej pierwszej zero pięć wszedłem.
No, no. Mamy naszego Romeo.
Och, zbyt romantycznie?
Jednak to nie była powieść i nic nie kręciło się wokół pary kochanków. Wszystko skupiało się wobec ludzi, sprawy na śmierć i życie, a moje drugie ja uwielbiało naśmiewać się z sytuacji, jakie mnie spotykały. I ze mnie.
Ponownie pojawiły się wątpliwości, no bo czego mógłbym się dowiedzieć? A obecność niepożądanej przeze mnie osoby w pomieszczeniu ukazała mi prostą drogę ucieczki. Naruto uprzedzał, że Sarada często bywa u Sakury, ale nie wziąłem tego pod uwagę, gdy rozważałem kwestię: wejść, czy nie wejść.
Nie wiedziałem, że tutaj jesteś. Przyjdę kiedy indziej — rzuciłem niby od niechcenia i już chciałem wrócić do tego chłodnego wiatru, nocnego nieba i ciemnych alejek wioski, ale zatrzymał mnie damski, wysoki głos.
I tak miałam już iść, jest późno, więc zostawię was samych.
W ten sposób dowiedziałem się o sobie, że nie zawsze bywam taki szybki — otóż ta drobna dziewczyna wyprzedziła mnie w zamiarze opuszczenia pomieszczenia i teraz zostałem sam na sam z moim celem. Niepocieszające, teraz jakby cel gonił swego przyszłego-niedoszłego-zdobywcę, choć jeszcze nie do końca tak było; to ja tu przyszedłem. Jednak wzrok Haruno mówił sam za siebie — chciała wiedzieć, dlaczego się tutaj zjawiłem. Przez cztery sekundy lustrowałem tę biedną, kruchą istotę i zastanawiałem się, jak zacząć tak drażliwy, nieprzyjemny temat. To trochę jakby zapytać kogoś, kto dopiero złamał nogę, czy go boli — dość niezręcznie. Ale skoro ludzie rzeczywiście pytają kogoś, kto dopiero złamał nogę, czy boli, to po co teraz miałbym zaczynać temat delikatnie? Do diabła z tym.
Tak jak zapewne myślisz, nie przyszedłem tu bez powodu — powiedziałem twardo, pewnie. Postąpiłem dwa kroki w przód i dziewczyna chwyciła za biały papier, który jeszcze przed chwilą znajdował się na masywnym biurku. Na nim leżał stalowy długopis, lecz pod wpływem gwałtownego ruchu zsunął się z kartek, przeturlał przez biurko, aby następnie sunąć bezwładnie w dół. Tak z charakterystycznym odgłosem upadł na podłogę — i nigdy w życiu nie widziałem takiego strachu wymalowanego na twarzy z tak błahego powodu. Aż do teraz, bo Sakura stała przede mną wyraźnie spłoszona upadkiem długopisu. Rozbawiła mnie ta reakcja, bo po chwili odetchnęła jakby z ulgą i ostrożnie sięgnęła po przedmiot. W końcu nakreśliła na jednej z kartek kilka liter, które składały się w słowa. Jak się okazało, całkiem niepotrzebnie, bo tyle mogłem odczytać z jej mimiki.
O co chodzi?”
Pismo nie najłatwiej się odczytywało, prawdopodobnie wyrobiła je w ten sposób, gdy przesiadywała dzień w dzień w szpitalu jako lekarz.
Chcę się dowiedzieć conieco na temat misji, podczas której straciłaś głos. Kiedy ty, Kiba i Shikamaru zostaliście porwani.
Nadzieja — coś, czego potrzeba chyba każdemu, coś, co każdy choć raz ma. Mnie właśnie uciekła, kiedy młoda Haruno spuściła głowę, dając mi do zrozumienia, że niczego się dziś nie dowiem. A ja jedynie westchnąłem głęboko, chcąc kontynuować. Wiedziałem tylko, że nie powinienem, ale… cholera. Chciałem wiedzieć, być może miało to związek z tym, co spotyka coraz więcej shinobi.
Pamiętasz może, gdzie zostaliście porwani?
Dziewczyna w niekulturalny sposób obróciła się do mnie plecami. Jej upór nie spodobał mi się ani przez moment. Zależało mi na czasie, chciałem coś wyciągnąć — cokolwiek — ale chyba nie było mi to przeznaczone.
Kto was zaatakował? W jaki sposób?
Ani drgnęła, nie uniosła tego cholernego długopisu i nie nabazgrała kolejnych nieczytelnych słów na papierze. Stała nieruchomo w ciemniejszym kącie pokoju, a ja uważnie ją obserwowałem — złączone nogi, wyprostowane plecy, spięte ramiona. Nawet każdy kosmyk różowych włosów. I tak bardzo żałowałem, że piętro niżej siedzieli niczego nieświadomi rodzice Haruno. Już dawno nie miałem takiej ochoty się wydrzeć.
Cholera, Sakura — syknąłem, chyba zbyt ostro, bo od razu się skuliła i ukradkiem zerknęła na mnie. Wyglądała teraz jak słaba zwierzyna zapędzona w róg na pewną śmierć Jej przyśpieszony oddech zaczynał mnie pobudzać. Sposób, w jaki ocierała swoje ramiona ze strachu, doprowadzał mnie do szału. Czułem się mocno sfrustrowany faktem, że przerażam kogoś z bliskich mi osób.
Bądź milszy, co? Uspokój się.
Cholera jasna, chyba rzeczywiście byłem tego wieczoru zbyt impulsywny. Co więcej, nie zapowiadało się na to, abym dowiedział się czegokolwiek. W dodatku będę zmuszony niepocieszony wrócić do domu tego głupka i dalej znosić jego towarzystwo; co za dużo, to niezdrowo, zwłaszcza jeśli chodzi o Uzumakiego.
Po kilku kolejnych minutach bezsensownego sterczenia w miejscu po prostu zrezygnowałem. Zrezygnowałem i wyszedłem, aby doświadczyć kolejnej niespodzianki zaraz na ulicy — czekającej na mnie Sarady.
Miałaś iść do domu. Pewnie twoi rodzice się martwią.
Mimowolnie wyminąłem ją, skręcając w inną uliczkę. Zdołałem jednak dostrzec chwilowy grymas niezadowolenia na jej twarzyczce — chwilowy, bo po chwili podążała za mną znów uśmiechnięta od ucha do ucha.
Czemu to dziewczę było tak radosne?
Hej, nie ignoruj mnie! Chcę ci tylko pomóc — szeptała, jakby ktoś nas podsłuchiwał. Wybiegła naprzód i wymierzyła w moją twarz palcem wskazującym. Zauważyłem, że jeszcze w szpitalu zwracała się do mnie z szacunkiem, teraz nie zawracała sobie tym głowy i nawet czułem się tym przejęty. — Chcesz wiedzieć o tym, co się wtedy wydarzyło, prawda?
No proszę, radosna, mądra, miła, do tego pomocna. Dziecko idealne. Oby tylko wady nie ujawniły się zbyt szybko. Nie musiałem nawet odpowiadać, młoda była nadwyraz bystrym stworzeniem . Sumując wszystkie moje odczucia względem niej, stwierdziłem, że wolę poświęcić te kilka minut dla nastolatki niż zbyt szybko wrócić do przyjaciela.
Zapewne Sakura wszystko zachowała dla siebie. Prawdę mówiąc, wiele tego nie ma. — Wzruszyła ramionami i teatralnie pomachała dłonią. Dopiero po takim czasie zauważyłem, że dziewczyna była ubrana w krótki rękawek mimo panującego chłodu i zbliżającego się deszczu. — Pewnie co nieco wiesz. Sakura, Kiba i Shikamaru zostali porwani mniej więcej dwa lata temu. Wróg obezwładnił ich w zaledwie chwilę. Znajdowali się w jakichś podziemiach. Dookoła pełno martwych ciał i poturbowanych ludzi. Oni sami łatwo tam nie mieli, niejednokrotnie byli torturowani. W końcu, jakimś cudem, znaleźli sposób, aby się wydostać. Jak? Nie mam pojęcia. Z tego, co mi wiadomo, kiedy tylko wydostali się z kryjówki, przeciwnik ogłuszył całą trójkę za jednym zamachem. Co dziwne, nie zabrał ich z powrotem ze sobą, a zostawił przy Wiosce Piasku. Całych we krwi, nie tylko swojej. Tyle wiem.
Analizowałem wszystko po kolei. Zostali szybko obezwładnieni, więc mogło mieć to jakiś związek z osobami napadającymi na ANBU. Tamci też wykańczali w chwilę — za pomocą siły dźwięku. Czemu jednak nie pojmali ich ponownie, gdy tylko nadarzyła się okazja?
Wielkie, zielone ślepia wpatrywały się we mnie z nieskrywanym zainteresowaniem, a ja, korzystając z okazji, że ulica była całkiem pusta, obdarzyłem ją ledwie widocznym uśmiechem. Nie dało się inaczej wobec niej postąpić, nawet jeśli to byłem ja.
Jest już późno. Daleko mieszkasz?
I w ten oto sposób zakończyłem dzień jako niańka piętnastoletniej dziewczyny. Moje myśli były jednak całkowicie oddane wydarzeniom związanymi z atakiem oraz porwaniem.
Czyżby zwykła pogrywka?


Z samego rana spokój został bezwzględnie zakłócony. Jakiś pieprzony natręt mocno pukał w drzwi, jakby starał się je wybić. Co więcej, tym rankiem okazało się późne popołudnie.
Co jest?! — warknąłem, chyba zbyt głośno, chyba zbyt rozjuszony. Ów osobnik, niemasywnej postury, z ciemnymi oczami i brązowymi włosami, zląkł się, wybałuszając oczy. Niestety — dla niego — nie otworzył uprzejmy Uzumaki, ponieważ uprzejmy Uzumaki nadal spał.
Szanowny H-Hokage wzywa. — Spłoszony odchrząknął, chcąc ukazać swą kompetencję shinobi, ale znałem prawdę. Wystraszył się mojej reakcji niczym małe dziecko, a ja usilnie kontrolowałem się, aby nie zdradzić prawdziwych emocji. Gdy jakiejś przypadkowej, nieznanej osobie trzęsły się portki na mój widok, znikała wszelka irytacja, zastąpiona czystym rozbawieniem. — To pilne. Naruto Uzumaki i Sasuke Uchiha są natychmiast wzywani do biurka Hokage.
I tak jak chuderlawy chłopaczek powiedział — jak najszybciej postanowiłem obudzić tego młotka. Szło opornie, nie obyło się bez ofiar, ale w końcu go dobudziłem. I kiedy wytłumaczyłem mu, dlaczego to zrobiłem — cholernie zbladł i z szeroko otwartymi oczami opadł ponownie na stare łóżko.
Dowiedzieli się. Wyczuli nas, zostaniemy skazani — stękał bez końca. — Nie zostanę Hokage, Sasuke, nie zostanę Hokage!
Naruto — syknąłem i ściągnąłem go z wygodnego mebla.
Gdyby tyczyło się to naszego wczorajszego wybryku, od razu ktoś by po nas przyszedł. Prawda?
Udając więc przejęcie — poklepałem młotka po ramieniu niczym starszy brat. Czas jednak nie pozwalał na zbyt długie rozczulanie się, dlatego odgoniłem od siebie napływające myśli o Itachim, o wielkim problemie Naruto oraz niedopitej, za słodkiej kawie. I nawet podczas ubierania się, podczas wychodzenia z mieszkania oraz całej drogi — uspokajałem go, uspokajając również siebie.
Zdrajcą byłem kiedyś, jeszcze dawniej niż wczoraj, a wczoraj szukałem jedynie informacji. Chciałem pomóc wiosce, być może również sobie, swojej ciekawości.
Wszelkie drogi ucieczki zniknęły po przekroczeniu drzwi. Pojawiły się jednak niepewności, stres i wątpliwości. Stanowczy, niepocieszony wzrok Kakashiego nie dawał nam dobrego tropu. Z jego twarzy zniknęła wszelka lekkość ducha, zastąpiona powagą i smutkiem. Na odsuniętym na dwa metry od biurka krześle siedziała Sakura, a obok niej klęcząca Tsunade. Blondynka uważnie nas lustrowała, a ja z łatwością odczytałem z jej oczu współczucie.
Nie o włamanie chodziło.
Coś się stało.
A Haruno siedziała sztywno, nieruchomo. Wpatrzona w jeden punkt na podłodze i nie wróżyło to niczego dobrego. Kakashi w końcu głęboko zaciągnął się powietrzem i z uwagą przyjrzał się naszej przyjaciółce.
To była chwila, zaledwie kilka minut. Kilka minut, gdy Sakura wyszła do sklepu, a wróciła, zastając... to. — Przysunął bliżej kantu biurka kilka kartek. Ostrożnie podszedłem bliżej, a za mną poczłapał przyjaciel. Nie były to kartki, a zdjęcia. Zdjęcia prawdziwej masakry. Przede wszystkim w oczy rzucała się krew. Dużo krwi, ale nie to było wstrząsające. Na jednym ze zdjęć ukazana została dorosła blondynka wisząca na żyrandorze zaraz nad ubrudzonym w szkarłatnej cieczy stole. Zimny, nieprzyjemny pot oblał moje plecy, kiedy przyjrzałem się jej wydrapanej skórze na twarzy, z której uciekło wszelkie ciepło. Nie wyrażająca emocji, martwo wpatrywała się w obiektyw. Prawdopodobnie już sztywne i zapewne chłodne, pocharatane ramiona zwisały bezwładnie wzdłuż ciała, a nienaturalnie blada, sina cera kontrastowała z ciemnym odcieniem posoki. Za zwisającą bez życia postacią znajdywał się napis — na ścianie. Jednak dopiero na kolejnym zdjęciu byłem w stanie odczytać wypisane krwią słowa W sypialni.... I kolejne obrazy przedstawiały właśnie tę scenerię. Ścisnęło mi żołądek, kiedy ujrzałem taką ilość czerwieni. Na łóżku wśród wytarganej pościeli spoczywał mężczyzna — bez życia, ze spokojem. Jego szyja była wyraźnie wyrżnięta, był pozbawiony oczu, a w rozdziawionej buzi nie dostrzegłem języka. Po chwili moją uwagę przykuła leżąca obok ramienia zmarłego gałka oczna, a wokół niej mnóstwo szkarłatnego płynu. Patrząc na kolejne zdjęcia, przeczytałem drugi napis, tym razem wymalowany nad łóżkiem. Pamiętasz mnie?. W tym prostym, niewinnym pytaniu tkwiła groźba. Groźba skierowana do młodej Haruno.
Tymi zamordowanymi ludźmi, którym nie pomógł los, kobietą i mężczyzną, byli jej rodzice. Pani Mebuki i pan Kizashi.
Nie przeraziły mnie jednak te zdjęcia. Nie to, w jak bestialski sposób zamordowano państwo Haruno. A nawet nie fakt, że ten ktoś prawdopodobnie ma związek z dziewczyną.
Przeraziło mnie spojrzenie Sakury. Puste, spokojne. Jakby to wszystko nigdy się nie wydarzyło, jakby tylko jej się przyśniło. Jakby… jakby w ogóle nie ruszyła jej tak niesprawiedliwa utrata bliskich osób.


Od autorki: Naprawdę nie wiem, co powiedzieć. 31 grudnia minął rok, od kiedy blog został założony, a ja do tego czasu zdążyłam napisać jedynie dwa rozdziały. Właściwie to do lipca, bo od wakacji była tutaj cisza. Przepraszam! Tylko tyle jestem w stanie Wam napisać (choć przyznam — nie wiem, czy mam jeszcze komu to pisać), ale zdaję sobie też sprawę z tego, że to nie jest ostatni raz. Miałam naprawdę ogromną blokadę w pisaniu (w szablonach zresztą też!), w dodatku nie zawsze był czas, chęci oraz przez te ostatnie miesiące towarzyszyły mi nielekkie doświadczenia. I tak samo jakoś wyszło. Pokłony więc dla Mitshie, bez której tak szybko bym nie ruszyła. Za sprawą nowego rozdziału na jej blogu odblokowałam się. Nie wiem, ile ten stan potrwa, ale znów pisanie i robienie szablonów sprawia mi przyjemność i nie czuję, że jest to mój obowiązek. Dlatego chcę to teraz wykorzystać.
Szablon również zmieniony, jak widać. Ten bardziej wpasowuje się w klimat, zwłaszcza teraz, gdy akcja się zaostrzyła. Nie mogłam jednak dopasować odtwarzacza, mam nadzieję, że ten czarny nie przeszkadza tak bardzo.
Ze spraw blogowych: na fanpage'u pisałam już, że póki co wstrzymuję niespodziankę nr 2, o której pisałam już dawno (bądź co bądź i tak była wstrzymana, tak jak wszystko). W sierpniu również utworzyłam bloga z jednopartówkami [KLIK], o którym tutaj powiadomiłam jedynie na czacie — choć jest tam jedna partówka. Niebawem znajdzie się tam również praca konkursowa z ŚBN, ale to dopiero po ogłoszeniu wyników.
Naprawdę nie mam pojęcia, jak Was wszystkich przeprosić za tę zwłokę. Chyba nie ma takiego sposobu, ale chyba najważniejsze, że żałuję, prawda? Mimo wszystko nie chcę też przywiązywać już takiej wagi do czasu, w jakim dodaję rozdziały, bo wolę pisać z chęci, nie z przymusu. Jednak widząc takie przerwy — naprawdę czuję się podłamana.
To tyle ode mnie. Przepraszam wszystkich i przeogromnie dziękuję tym, którzy zostali.
Doceńcie, że właśnie poświęcam czas na poprawę sprawdzonego rozdziału przez Vanes, zamiast uczyć się do jutrzejszego próbnego egzaminu z niemieckiego! „Spierdolę swoją przyszłość, bo rozdział” ~ Mayako. Święta prawda.

Pozdrawiam!

17 komentarzy:

  1. Nareszcie! Kurczę, klikałam codziennie z nadzieją, że coś tutaj się pojawi. Doczekałam się! Od razu rzucił mi się w oczy piękny szablon - prosty, nieprzesadzony, miła dla oczu kolorystyka.
    Opowiadanie po tak długiej przerwie, mnie zmiażdżyło. Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi. Zaserwowałaś niezłą akcję!
    Sarada?! Już myślałam, że będzie córką ich obojga, ale stwierdziłam potem, że to niemożliwe.
    Ta reakcja Sakury na śmierć rodziców - o rany, co jej tam zrobili? Co za spokój... Naprawdę musiała wiele przeżyć.
    Po prostu pisałabym o tym rozdziale i pisała. Kurczę, czekam na następny rozdział i mam nadzieję, że nie za parę miesięcy (choć rozumiem że w życiu różnie bywa dlatego życzę powodzenia!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kao Bae! :D
      Haha, no cóż, akcja rzeczywiście się teraz zaostrzyła.
      Prawda, to niemożliwe, aby była ich córką. ;)
      Tak się cieszę, że Ci się podobało i że nadal jesteś ze mną. <3 Dziękuję za komentarz i czekam na rozdział u Ciebie.
      Pozdrawiam! <3

      Usuń
  2. Sasuke jest u Ciebie dokładnie taki jak w anime. Domyślny jak karton i głupi jak paczka gwoździ. Biłabym go po mordzie. XD
    Sasuke, pedofilu, Sarada to Twój własny, wyewoluowany plemnik. Jak ta mała sucz coś namiesza to ją też upierdolę xddd Mam dziwne przeczucie, że ten dzieciak zakocha się w Siusiake i zacznie coś kombinować.

    Ten klimacik rodem od Kisiela bardzo mi się podoba. Cieszę się, że nawet po takiej przerwie w pisaniu potrafisz go utrzymać. Charaktery bohaterów nie są jakoś udziwnione, akcja w świecie ninja - właśnie takiego bloga mi brakowało <3

    O Cię chuj, piszę ten komentarz w drugiej karcie i dopiero doszłam do końca. NIENAWIDZĘ CIĘ. Nie dość, że prawie nic się nie wyjaśniło to jeszcze musiałaś dojebać do ognia i zabić jej rodziców T_T Teraz będę jeszcze bardzie truła Ci dupsko o następny rozdział.

    NIENAWIDZĘ CIĘ MORDERCO NIEWINIĄTEK I ZABÓJCO LUDZKIEJ PSYCHIKI. T___T

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mehehehe, a ja ci powiem tyle, że z czasem jeszcze bardziej popsuję ci psychikę. Hehehe.
      Ciekawe rozkminy masz. XD Zobaczymy, czy się spełnią czy nie, Ichi. ;]
      NAWET NIE WIESZ, ILE CZEKAŁAM, ŻEBY DOJŚĆ DO TEGO MOMENTU I ICH ZABIĆ. Jestem zUa, wiem.
      Pozdrowiłabym cię, ale to ty, więc sama rozumiesz... XD Nie no, wiesz, że cię kocham! <3

      Usuń
  3. Nadrobiłam :3
    WIĘC PO PIERWSZE XD: Wiem, że mówię to poraz setny, ale ten szablon naprawdę jest piękny, idealnie pasuje do klimatu opowiadania i w ogóle mega poszłaś do przodu jeśli chodzi o szablony, więc wielkie pokłony (o jak się zrymowało xd) <3
    Co do rozdziału to również widać ogromną poprawę, a także to, że pisanie go sprawiało ci przyjemność i nie robiłaś tego pod presją czy przymusem. No i mam wrażenie, że ten rozdział jest też o niebo dłuższy od poprzednich, co niezmiernie mnie ucieszyło :3
    Wciągnęło mnie po uszy, i to dosłownie. Siedziałam z rozdziawioną gębą (XD). Akcja zdecydowanie ruszyła do przodu, a ciekawość zżera mnie cały czas. Co dokładnie stało się podczas tej misji, kto za tym wszystkim stoi, no i kto w tak brutalny sposób zamordował rodziców Sakury? ;_: Naprawdę nie mogę się doczekać, aby poznać odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. No i Sakurze pewnie grozi niebezpieczeństwo, więc mam nadzieję, że Uchiha się nią zaopiekuje :3
    Jakoś tak w głębi duszy wierzę, że Haruno odzyska kiedyś ten głos...
    A co do samego Sasuke to przypadł mi sposób, w jaki go przedstawiłaś i ukazujesz. Cieszę się, że nie jest aż do samego końca takim zamkniętym w sobie gburem, odzywa się, interesuje, robi cokolwiek i nie jest aż tak aspołeczny XD
    No to pozostaje mi czekać na rozdział czwarty, liczę tylko iż ukaże się w troszkę krótszym odstępie czasowym.
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zosia, moja mordeczka! <3
      A ja setny raz mówię: dziękuję. XD Nie martw się, tak jak obiecałam – zrobię ci też jakiś szablonik!
      Powiem ci, że aż się obawiałam, że po takiej przerwie będzie gorzej u mnie z pisaniem. Czuję niesamowitą ulgę, naprawdę, skoro jest lepiej. :D
      Odpowiedzi na pytania poznasz w (miejmy nadzieję) najbliższym czasie, więc spokojnie.
      Na szczęście te komentarze mega mnie motywują. :3
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

      Usuń
  4. O matko, mateczko, matuniu! W końcu znalazłam trochę czasu (Jestem aktualnie w pociągu i jadę na egzamin. Tak. Nie uczę się. Tak. Miałam to robić. Tak, owszem, ale stwierdziłam, że chuj... muszę coś poczytać, bo... bo tak. xD) żeby sobie dogodzić i przeczytać! <3 Ale jak już się zabrałam... to musiałam od nowa, bo... bo tak xD Jak ja nie lubię czytać czegoś w partiach no! Jeny, potem trzeba czekać, akurat jak tak na maksa się wkręcę. A ja nie jestem cierpliwym człowiekiem!!! Potem okazuje się, że za każdym razem zaczynam od nowa xD No ale to żadna przykrość w tym wypadku, bo na serio, SERIO, umiliłaś mi tą okropną podróż (nie wiem czy ta Pani to widzi, ale strasznie się rozpycha i cały czas mnie trąca swoim łokciem, i bardzo mnie to denerwuje!!!) Więc dzięki Tobie kochana... staje się to znośne xD

    No ale do rzeczy!
    SZABLON PIĘKNY I CUDOWNY I WSPANIAŁY I MAGICZNY I KOCHAM GO CAŁYM SERCEM <3 ale to już wiesz xD MUZYKA CUDOWNA, WSPANIAŁA, MAGICZNA, KOCHAM JA CAŁYM SERCEM! W dodatku super się wbija w klimat xD

    A co do rozdziału...
    Wydaję mi się, że bardzo dobrze, ze miałaś taki mały zastój, bo ten rozdział różni się od poprzednich. Jest bardziej klarowny, przyjemny i naprawdę momentami wcisnęłaś świetne opisy! <3 Poza tym, że uwielbiam czytać akurat o Twoim Sasuke i Twojej Sakurze, bo naprawdę mało kto sprawia, że lubię te postacie na blogach - zawsze coś wydziwiają, dodają, odejmują. No nie... Jakbym nie lubiła postaci Kishimoto nie czytałabym o postaciach Kishimoto, non? ;D Także to jest ogromny plus, bo teraz, przed egzaminem naprawdę potrzebowałam czegoś relaksacyjnego, ciekawego i przyjemnie napisanego. Dlatego zwracam na to uwagę, bo to jest dla mnie szczególnie ważne.

    No i!...
    Matko, ta akcja! Zrobiło mi się trochę smutno, że rodzice Sakury dedli, wiesz? Niby nigdy się nimi nie przejmowałam, ale jakoś tak... Smutłam. Więc tym bardziej dziwne, bo ja poboczne postacie traktuje... pobocznie xD

    — O tym, cholera, przecież mówię — rzuciłem podirytowany, a on pokręcił głową. Energicznie wstał i w kilku krokach znalazł się przy drzwiach, a ja już do reszty zgłupiałem. Z jakiegoś powodu poczułem, że nie chcę zostać sam, ale tylko uważnie obserwowałem poczynania chłopaka. Powoli nacisnął klamkę i zerknął na mnie.
    — Zobaczymy się później. Bądź co bądź, chcę szybko ogarnąć mieszkanie. I, Sasuke… nie martw się o nią, to wciąż nasza Sakurcia — rzucił przez ramię, wychodząc z pomieszczenia i zostawiając mnie samemu sobie.
    Och, przecież ja się o nią nie martwię.
    Młotek, młotek, młotek.
    Lubiłem to przezwisko, opisywało go idealnie.
    Młotek.

    To jest mój ulubiony fragment, ale napiszę tylko tak pobieżnie czemu, bo dobijam statkiem do portu POZNAŃ GŁÓWNY

    1. Oj martwi się, martwi xD
    2. Młotek <3
    3. Sasuke jest sekszi jak przeklina i się denerwuje, prawda?
    4. Naruto i jego słodkie: "Sakurcia"
    5. Młotek. xD

    No dobra, także ja lecę, trzymaj kciuki, a ja trzymam za ciebie <3 I pamiętaj, to nie moja zasługa, że walnęłaś taki cudowny rozdział - TYLKO TWOJA! <3 a czasami zastoje ładują nam akumulatory.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeny, napisałam tą końcówkę tak, jakby mózg mi przez uszy wyleciał. No dobra. Nie ważne xD

      Usuń
    2. Mitshie, jak ja się cieszę, że umiliłam ci podróż!
      Dziękuję, przyznam, że też podoba mi się ten szablon. Taaa, jestem bardzo skromna. Muzyczkę jednak z chęcią bym zmieniła, ale nadal tutaj jest za sprawą Ichirei. ;)
      Nie ukrywam, że ten rozdział wydał mi się napisany... dojrzalej (?) od poprzednich. I faktycznie, masz rację, takie zastoje są czasem potrzebne. Jednak przyznam, że wolałabym już ich unikać, przynajmniej tak długich, bo ja teoretycznie nic w tamtym okresie nie pisałam. Tylko pracę konkursową na ŚBN, właściwie nic więcej. Gdybym nie przestała, być może teraz byłoby jeszcze lepiej, dlatego wciąż pluję sobie w twarz.
      No mi też smutno, że ich uśmierciłam, ale zrobiłam to dla dobra sprawy! :P Swoją drogą, fragment, który zacytowałaś, chyba również jest moim ulubionym. Przypomina mi trochę o starym, dobrym "Naruto". ;)
      Dziękuję, Mitshie, za komentarz i wiedz, że tak czy tak rozdział zawdzięczam tobie. Gdyby nie twój blog, nie wiem, kiedy kolejny post tutaj ujrzałby światło dzienne. :)
      Pozdrawiam! :3

      Usuń
  5. Witam po tak długiej nieobecności. Będę dzisiaj bardzo formalna, bo już się nie psiapsiółkujemy, bo czuję się w chuj ignorowana. Także no.

    Muzyka już mną dawno zawładnęła, a szablon ładny, to wiesz. Pasuje do klimatu bloga.

    Przyznam, że to jest jeden z lepszych twoich tekstów. Naprawdę. Pod względem technicznym, jak i kreowaniem bohaterów, i akcji. Fajno, fajno. Jestem zadowolona i zachwycona. Coraz bardziej mnie zaskakujesz, w pozytywnym sensie oczywiście. Dlatego mocno trzymam kciuki, żebyś się dalej rozwijała, bo naprawdę masz talent i to nie byle jaki (ja w twoim wieku, to gówno widziałam, gówno pisałam i gówno myślałam).
    Rozdział bardzo ciekawy, cały czas coś się dzieje i jego długość również mnie zadowala, także gites majonez.
    Sasuke jest taki jaki powinien być, Naruto jest taki jaki powinien być, a Sakura... Sakura jest tajemnicza. I to jest w tym wszystkim najbardziej zagadkowe.
    Było kilka naprawdę dobrych momentów, zwłaszcza między Sasuke x Naruto, a już o fragmencie z młotkiem nie wspomnę, bo wyszedł Ci genialnie. Szacun.
    Podoba mi się też postać Sarady, taka jedna z nielicznych uśmiechniętych tu twarzyczek.
    No i ostatnie, masakra w domu Haruno. I to nie sam fakt masakry, ale... wypranej Sakury, jakby miała pranie mózgu. Wejt, wszystko robi się jakoś tak, popieprzone.

    Mamy czerwiec, ostatni rozdział był w kwietniu. Masz mi się tu sprężać.
    (Nie)pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień dobry.
      Naprawdę bardzo się cieszę, że postanowiła Pani przeczytać i skomentować, to wiele dla mnie znaczy.
      Niesamowicie się cieszę, że jest Pani zachwycona oraz że są fragmenty, które przypadły do Pani gustu w większym stopniu (nieskromnie przyznam, że fragment z "Młotkiem" również lubię).
      Sprężam się - wedle Pani życzenia. Choć muszę pisać klawiaturą ekranową...
      Dziękuję i pozdrawiam.

      Ps. Spoko, mordeczko, i tak się loffciamy, a rozdział się pisze. xD

      Usuń
  6. O mój Boże zakochałam się w tej fabule!!! O jejku, to jest naprawdę dobre!!! Dawno nie czytałam bloga, który tak mnie zaintrygował i wciągnął :D Dosłownie żałuję, że odkryłam tego bloga teraz a nie później, ponieważ ja nie wytrzymam. Potrzebuję wszystkich rozdziałów na teraz xd Nie mogę się doczekać następnego rozdziału. Piszesz niesamowicie i uwielbiam, że zachowujesz charakter bohaterów - wiele osób zmienia i jest to rzecz okropna. Życzę mnóstwo weny i pomysłów. Już mnie się nie pozbędziesz z tego bloga :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah, bardzo mi miło! :)
      Spokojnie, staram się pisać, choć napotkałam ostatnio problemy techniczne.
      Cieszę się, że historia tak ci się spodobała.
      Pozdrawiam i dziękuję. :D

      Usuń
  7. Omomomomomo, jak tu pięknie! :o

    Chyba się zakochałam.

    POWRÓCĘ Z OPINIĄ NIEDŁUGO! OBIECUJĘ! Muszę tylko jakoś inaczej sobie dni rozplanować, żeby potem nie słyszeć nad głową, że ciągle przed tym komputerem siedzę i mogłabym wreszcie pracę sobie znaleźć – a szukanie mi nie idzie :c

    Powrócę! Bo bardzo czuję się zachęcona! Wina muzyki (skradłam (huehue) do siebie na bloga, ale zupełnie niechcący, bo znalazłam przypadkiem wczoraj xD) i szablonu, na bank. Opowiadanie pewnie mnie powali ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że tak ci się tutaj podoba.
      Oj, nie spiesz się lepiej; z moim tempem pisania różnie bywa. :P
      Haha, ano, ta muzyka jest świetna.
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  8. To mnie mega rozbawiło:
    "— Dowiedzieli się. Wyczuli nas, zostaniemy skazani — stękał bez końca. — Nie zostanę Hokage, Sasuke, nie zostanę Hokage!"

    A końcówka mega zszokowała!
    Och! Lecę dalej !♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń

LAYOUT BY OKEYLA