czwartek, 2 lipca 2015

Rozdział 2

Staliśmy przed drewnianymi drzwiami i nasłuchiwaliśmy niczym małe dzieci. Czułem się co najmniej dziwnie w zaistniałej sytuacji, ale pomysł Naruto nie był taki głupi. Stan pacjentów to tajemnica lekarska, więc ani Kakashi, ani tym bardziej Tsunade nie zdradziliby nam informacji na temat poszkodowanego oddziału ANBU.
Wszyscy mieli na ciele liczne ślady uderzeń, poparzeń, cięć i nakłuć. Nie mówiąc już o połamanych, a nawet zdruzgotanych kościach. Wprowadzona została do ich organizmów trucizna, ale tym, co przeżyli, zdążyłam ją usunąć — słyszeliśmy. Głos był stłumiony, ale rozumieliśmy wszystkie słowa bez większego problemu. — Akihito początkowo bał się cokolwiek powiedzieć, był w szoku, ale szybko się otrząsnął. U Kojiego zmuszona byłam amputować lewą rękę. — Na te słowa zmarszczyłem brwi i zacisnąłem prawą pięść. Jeszcze całkiem niedawno to ja zmuszony byłem żyć bez lewej ręki i nie był to najciekawszy okres mojego życia. — Keizo i Emiko nie dotarli żywi. Aya została pozbawiona prawego oka i ma połamaną w kilku miejscach prawą rękę. Oprócz tego wszyscy mają gdzieniegdzie pogruchotane żebra oraz połamane inne kości. Nie odnaleziono Tetsuiego. Tak to z grubsza wygląda. Dokładniejsze informacje zostawiłam ci w raporcie. — Zwróciłem uwagę na twarz Naruto. Znacznie pobladł. Ja również nie zareagowałem najlepiej, ale to współczucie najbardziej na mnie wpłynęło. Nie byłem przyzwyczajony do takich emocji. Uzumaki mnie zmieniał, jednak nie potrafiłem jeszcze znaleźć w sobie z taką łatwością i swobodą wszystkich ludzkich uczuć.
To oddział ANBU — zauważył Naruto i zadrżał. — Kto byłby tak silny, aby zrobić im coś takiego? — Zacisnąłem usta w cienką linię. Uwaga blondyna była jak najbardziej na miejscu.
Ktoś był.
Ktoś był w stanie zmasakrować ANBU. ANBU, cholera!
Przełknąłem ślinę i zrozumiałem, że będziemy musieli temu zaradzić. Razem z Naruto. W końcu coś było na rzeczy — byłem śledzony, nieatakowany, a przeczucia Kakashiego wskazywały, że mogło być to ze sobą powiązane. Na nasze nieszczęście jego intuicja była niezawodna. To wyzwanie nie stanowiłoby zapewne większego problemu dla naszej dwójki, ale na ten moment nie wiedzieliśmy, na czym stoimy. Nie wiedzieliśmy nic.
Jak silny był przeciwnik?
Kim był przeciwnik?
Ilu było przeciwników?
Sasuke — szepnął głośniej Naruto. Usłyszałem kroki zbliżające się do drzwi. Przekląłem w duchu siebie, ponieważ nie dosłyszałem rozmowy między Piątą a Szóstym Hokage. Szybko jednak uznałem, że jeśli dopowiedzieli coś istnotnego — Naruto mi o tym powie, jak tylko go spytam. Kilkoma susami przedostaliśmy się przez korytarz, starając zachowywać się jak najciszej. Niestety na niewiele zdały się nasze trudy, gdyż pod naszym ciężarem podłoga trzeszczała. Jakby na upór starała się nas wydać, a następnie śmiać się nam prosto w oczy.
Podłoga…
Zidiociałem.
Wyskoczyliśmy przez najbliższe okno. Poczułem ulgę, gdy delikatny, ciepły wiatr musnął moją skórę, a ciepłe promienie słoneczne napotkały moją twarz. W głowie miałem tylko poszczególne, wyrwane z kontekstu stwierdzenia.
Amputacja ręki.
Utrata oka.
Brak ciała jednej osoby.
Tak bardzo chciałem dowiedzieć się, kto za tym wszystkim stał! Problemem była niewiedza. To ona niejednokrotnie przyczyniała się do nieszczęść.
Myśląc o tym przeciwniku, wyobrażałem sobie niewątpliwie potężnego człowieka, pastwiącego się nad względnie bezbronnymi shinobi. Silnymi, ale bezbronnymi. Wręcz widziałem jego zimny wzrok, spojrzenie psychopaty łaknącego krwi, dźwięku łamanych kości i smrodu stęchlizn. Czy właśnie taki był oprawca tych osób? Stwierdziłem, że najpewniej tak — w końcu tylko ktoś, kto ma tak popsutą psychikę mógł rzucić się na ANBU i potraktować ich jak najgorszych śmieci, pomimo oficjalnego pokoju po wojnie. No właśnie. W tym tkwił problem — zgoda między ludźmi i wioskami może była oficjalna, ale nie wszechobecna. Nienawiść w dalszym ciągu będzie wkradać się w nasz świat.
Co z tym robimy? — zagadał blondyn. Pójście do Hokage i powiedzenie mu, że wszystko wiemy, nie było mądrym pomysłem. Znaliśmy się bardzo dobrze, może i byliśmy przyjaciółmi, ale byłaby to oznaka, że nie szanujemy prywatności innych i moglibyśmy pożegnać się z szansą dowiedzenia się czegoś więcej po dobroci. Po dogadaniu się z Naruto stwierdziliśmy wspólnie, że spróbujemy poszperać coś na własną rękę. Nie mieliśmy jednak pomysłu, jak tego dokonać. Od czego zacząć? Jak zebrać wszystko do kupy? Od razu pomyślałem tylko i wyłącznie o jednej osobie, która mogła nam pomóc.
Shikamaru!
To on odgrywał rolę stratega, więc — gdyby za namową Naruto wciągnąć go w to wszystko — okazałby się przydatny. Nawet bardzo.
Istniała jeszcze duża szansa, że prędzej czy później Kakashi sam by nas wezwał, abyśmy się tym zajęli. Wtedy musiałby nam nakreślić całą sytuację od początku, a my byśmy mieli większe pole do popisu. Musielibyśmy jednak na to czekać jeszcze przez dłuższy czas, a bezpośrednie pójście do niego odpadało.
Pomimo napiętej atmosfery, tysięcy pytań i przemyśleń, blondyn w dalszym ciągu miał siłę, aby drążyć temat, jakim było pójście do Sakury. Przywołało to wspomnienia — jako dzieci często witaliśmy w tej budce. Zacząłem się nawet zastanawiać nad tym, jak trzymał się pan Teuchi.
Pokręciłem głową i wróciłem do świata żywych. Ostatecznie przystałem na propozycję blondyna, że ramen zjemy już z różowowłosą i nawet nie było opcji, aby się wywinąć. Uzumaki był zbyt uparty i nawet moja przeogromna niechęć na spotkanie się z nią tego dnia go nie przekonywała. To nie tak, że się bałem, nic z tych rzeczy. Po prostu przybyłem do wioski poprzedniego dnia, późnym wieczorem. Byłem wykończony podróżą, a pomimo tego przeszedłem zabieg tworzenia nowej ręki z komórek Hashiramy, który był dodatkowym ciężarem. Skończył się tak późno, że następnie pozostało mi już tylko wrócić naprędce do domu. Z kolei od rana towarzyszył mi Naruto i odwiedzliśmy Hokage. Nawet nie miałem okazji się rozejrzeć po wiosce. Chciałem, na litość boską, odpocząć, co nie było mi dane. Uzumaki nie dawał za wygraną.
Wiesz, musimy jeszcze iść po wszystkie twoje rzeczy. Pewnie nie masz tego za wiele, znając ciebie, ale coś na pewno. Jednak to już po spotkaniu. Ach, nie mogę się doczekać! — paplał bez przerwy. Słuchałem go piąte przez dziesiąte, zapoznając się na nowo z Konohą. Ludzie byli obojętni na naszą dwójkę, zdawali się nas nie zauważać. Tylko kilku przyglądało mi się z zaciekawieniem, coś szeptali między sobą i obrzucali mnie nieprzyjaznymi spojrzeniami. Pomogłem na wojnie, a byłem traktowany jak śmieć. Może nie wprost, ale widziałem to w ich oczach. Bali się mnie, nienawidzili, gardzili. Nie wszyscy, tylko pewna część, ale jednak. Nawet przeszło mi przez myśl, aby znowu na trochę zniknąć. Zaszyłbym się gdzieś w lasach za wioską — byłbym blisko, mógłbym ją chronić, a jednocześnie nie musiałbym znosić tych spojrzeń ludzi. Czułbym się wolny, miałbym spokój, wymarzoną ciszę i… i znów byłbym sam. Pokręciłem głową z dezaprobatą. Odrzuciłem ten pomysł, musiałem zmierzyć się z demonami przeszłości i byłem na to gotowy. Odpokutowałem swoje grzechy wędrówką, a teraz przyjdzie czas, aby nabrać zaufania ze strony mieszkańców. Nie mogłem więc znowu uciekać. Inaczej mój powrót tutaj i cała podróż nie miałyby sensu.
Poczułem zapach wędzonych ryb, wędlin i wielu innych produktów spożywczych. Nie lubiłem zbyt intensywnych zapachów, mieszających się ze sobą. Jednak nie tylko to mnie zaczynało powoli drażnić. W tle rozlegały się głośnie, radosne, poważne lub cichsze rozmowy, a wokół kręciło się mnóstwo dzieci, dorosłych osób i starców. Taką wioskę zapamiętałem, jako dzieciak często przechadzałem się tutejszymi uliczkami. Czułem się wtedy tak beztrosko, co kompletnie nie zgrywało się z teraźniejszym mną. Znalazłem już kilka czynników, które mnie irytowały, ale postanowiłem to wszystko po prostu zrozumieć. Nie starać się wszystkiego nienawidzieć, a pojąć to. Po prostu to pojąć.
Zdziwiło mnie to, jak niewiele rzeczy się pozmieniało — pojawiły się tylko nowe twarze, niektóre poznikały, wszystkie się postarzały, a jednak była to ciągle ta sama Konoha. Najmniej, a tym samym najbardziej zmienił się Naruto. Jakkolwiek sprzecznie by to nie zabrzmiało, ale wciąż były w nim cechy tego nastolatka sprzed lat — a jednak wydoroślał. Wiele razy starałem się zrozumieć, jakim cudem nasza przyjaźń tyle przetrwała. Głównie z jego inicjatywy, za co byłem mu wdzięczny. Tyle złego wyrządziłem jemu i wiosce, a ten głupek cały czas stał za mną murem.
O, to już tu! Za zakrętem! — zawołał radosny Naruto. Rozpierała go energia, uciecha. Jak zwykle sprawiał wrażenie osoby nadpobudliwej i niezrównoważonej. Jednak nie spoważniał w takim stopniu, jak to stwierdziłem na początku, gdy go zobaczyłem. — Ej, co taki cichy jesteś? Tylko nie mów, że zamierzasz taki być w towarzystwie Sakurci. Jeszcze tego tylko by brakowało — burknął. Nagle cały jego entuzjazm opadł, jak tylko zobaczył moje rozdrażnienie.
Raz...
Dwa
Trzy...
Odliczałem tak do dziesięciu, po czym nabrałem w płuca ogromną dawkę powietrza.
Nie zamierzam — rzuciłem po chwili. — Myślałem o tym, jak mało rzeczy się tu pozmieniało i… że dalej jesteś taki sam. — Uśmiechnąłem się kpiarsko i wyprzedziłem blondyna. Spojrzałem na niego przez ramię. — Młotku.
Kątem oka spostrzegłem, jak wystawił zaciśniętą pięść w moim kierunku.
Sasuke! Nie nazywaj mnie młotkiem, głupku! — oburzył się i w mgnieniu oka dorównał mi kroku. Niektóre rzeczy się nie zmieniają.
Stanęliśmy przed drzwiami wykonanymi z jasnego, lakierowanego drewna. Jak na moje oko dobrze komponowały się one z łososiowym odcieniem budynku. Naruto wziął głęboki oddech, na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech i zapukał. Zanim ktoś nam otworzył, wyjąłem jeszcze dłonie z kieszeni. Szybko napotkałem radosne, zielone oczy kobiety.
Naruto! — Blondynka uśmiechnęła się ciepło do Uzumakiego i przerzuciła swój wzrok na mnie. Na chwilę uchyliła buzię, ale zaraz ją zamknęła. — Czy… czy to ty, Sasuke? — Kąciki ust lekko mi się uniosły; pani Haruno rozpoznała mnie po takim czasie bez najmniejszego problemu. Pomyśleć, że po wojnie widziała mnie tylko raz. Jedynie w dzieciństwie trochę częściej.
Tak, wczoraj wróciłem — odparłem zgodnie z prawdą, starając wysilić się na jak najmilszy ton głosu. Mebuki Haruno od razu wpuściła nas do środka, zawiadamiając Naruto, że Sakura jest u siebie w pokoju. Zaproponowała nam także kanapki, bo obiad dopiero będzie robiła, ale oboje odmówiliśmy. Wytłumaczyliśmy kobiecie, że mieliśmy zamiar zabrać Sakurę na ramen. Ta jedynie uśmiechnęła się słabo i już nic nie mówiła. Spotkaliśmy także Kizashiego — ojca Sakury. Jemu jednak zajęło trochę więcej czasu, zanim zorientował się z kim rozmawia. Przywitał mnie jednak całkiem przyjaźnie. Pomimo irytujących, nieśmiesznych żartów z jego strony, wydał się być kimś w porządku — tak, jak zapamiętałem. Tego zazdrościłem Sakurze. Spokojnego, bezproblemowego życia, kochających rodziców i wielu prawdziwych przyjaciół.
Wdrapaliśmy się po stromych schodach na piętro i doszliśmy do drzwi na końcu korytarza. Naruto zatrzymał się gwałtownie, a ja — gdyby nie moja czujność — prawie wpadłbym na niego. Zmarszczyłem brwi, spojrzałem na niego z wyczekiwaniem, ale on tylko stał w jednym miejscu.
Naruto… wchodzisz? Czy ja mam wejść pierwszy? Nie mów, że Sakura zrobiła się dla ciebie tak straszna, że boisz się drzwi otworzyć — zakpiłem. Wyobraziłem sobie, jak Naruto otwiera drzwi od pokoju dziewczyny, a ta zniencka uderza go w głowę. Tylko za co? Za to, że wszedł?
Głupota.
Nie chodzi o to. — Blondyn z jakiegoś powodu stracił cały swój zapał. Zamyślił się, spoglądając na mnie niepewnie. — Ona… — nie słuchałem dalej. Po prostu zapukałem i nie czekając na odpowiedź, pchnąłem drzwi. Wszedłem do niewielkiego pokoju, a za mną podreptał Uzumaki. Poczułem zimny pot na plecach, ale zignorowałem to. Sakura siedziała skulona na parapecie. Wpatrywała się w przestrzeń za oknem i nawet nie raczyła na nas spojrzeć. Natomiast ja przez chwilę uważnie jej się przyjrzałem. Już na pierwszy rzut oka mogłem stwierdzić, że włosy jej nieco urosły, sięgały do łopatek. Podczas mojej nieobecności trochę schudła, ponieważ widoczne były zarysy kości na jej dłoniach i odsłoniętych barkach. Cerę miała niewiele bledszą od tej w dzieciństwie. Nie zmieniła się za wiele, choć było w niej coś innego. Najprawdopodobniej był to efekt zaniedbania. Była spowita ciepłymi promieniami słońca, ale od niej samej czuć było rozgoryczenie i żal.
Coś nie tak.
Sakura — zaczął Naruto, a Haruno gwałtownie przeniosła na nas wzrok. Przez chwilę wpatrywała się we mnie pustym wzrokiem, który przeobraził się w chwilowy strach, niepewność. Powoli zsunęła się z parapetu i stanęła wyprostowana przed nami. Starała się uśmiechnąć, lecz wyszedł jej jedynie dziwny grymas. Tak jak myślałem, w jej oczach dojrzałem jedynie niewielki cień radości zagubionej w lęku. Odniosłem wrażenie, jakby chciała zachowywać się całkiem naturalnie, ale już na starcie kompletnie jej to nie wychodziło.
Cześć — rzuciłem niedbale, wyczekując odpowiedzi, ale ta jedynie skinęła głową. Uniosłem delikatnie brew, nie dając po sobie poznać zirytowania jej zachowaniem. Co jak co, ale kulturalnie byłoby odpowiedzieć. Mogłem spodziewać się czegoś takiego po… każdym. Myślałem jednak, że Sakura wykaże się chociaż w najmniejszym stopniu uprzejmie. — Długo się nie widzieliśmy. Jak tam? — Nienawidziłem zaczynać rozmów, nigdy nie wiedziałem co powiedzieć. Nie leżało to w mojej naturze, więc w duchu modliłem się, aby głos zabrało któreś z pozostałej dwójki. Sakura jedynie wzruszyła ramionami. Udało mi się wychwycić drżenie jej rąk. Czy ona…?
Czemu nic nie mówisz? Boisz się? — Zbliżyłem się na kilka kroków. Moje pytanie było nieprzemyślane, jednak coś w głębi duszy mówiło mi, że jak najbardziej trafne. Miałem wrażenie, że ta chwila ciągnęła się w nieskończoność, tak bardzo drażniło, a jednocześnie niepokoiło mnie jej zachowanie. — Czy ty się mnie boisz, Sakura? — Ponowiłem próbę, ale ona jedynie wbiła wzrok w podłogę. Bawiła się palcami, starając się opanować. Miałem ochotę krzyknąć na nią lub prychnąć z irytacji, ale wolałem się pohamować ze względu na jej matkę piętro niżej i na sam stan Sakury. Bała się mnie! Bała. Widziałem to i nie rozumiałem. Może miałem taki okres w życiu, że nie pałałem do niej sympatią. Może raz czy dwa usiłowałem ją zabić. Może miałem w planach zniszczenie wioski, ale koniec końców nawróciłem się. Przy naszym ostatnim spotkaniu zachowywała się zupełnie inaczej — miła, rozmowna, rozluźniona. Proponowała mi nawet towarzystwo podczas mojej podróży. Dlaczego teraz…?
Sasuke… — Naruto westchnął i opadł na łóżko stojące nieopodal. W duchu miałem nadzieję, że coś na to poradzi, jednak jego następne słowa wbiły mnie tylko w osłupienie. — Sakura nie mówi… chyba już od półtora roku. Jest niemową. — Tysiące nieprzyjaznych igieł przeszyło mnie na wylot, serce jakby miało się zaraz wyrwać z klatki piersiowej, a pięści same się zacisnęły — bez mojej wiedzy! Jak to, kurwa, jest niemową?!
O czym ty gadasz? Wkręcacie mnie — rzuciłem sucho, jednak widząc minę Naruto, zrozumiałem, że to, co mówił, było prawdą. Sakura zaczęła powoli unosić głowę i nieufnie mi się przyjrzała. Wyglądała, jakby bała się mojego następnego ruchu.
Ona naprawdę straciła mowę. Jakim cudem to się, do cholery, wydarzyło?
Jak… jak to się stało? — Nie przejmowałem się nawet tym, że się zająkałem. Nie przejmowałem się też tym, że okazałem jakiekolwiek zainteresowanie. Chciałem wiedzieć. Po prostu wiedzieć.
Chodźmy może na ten ramen. Tam ci powiem. Jeśli oczywiście Sakura nie ma nic przeciwko. — Zwrócił głowę w stronę Sakury, a ta dała mu znać, że nie ma z tym problemu. Zaskoczyła mnie moja niecierpliwość, kiedy zdałem sobie sprawę, że naprawdę chciałem wiedzieć, co się stało.
Tak jak Naruto zarządził, tak zrobiliśmy. Szliśmy w trójkę w ciszy do słynnej w Konoha budki z ramen, którą regularnie odwiedzaliśmy kilka lat temu. Wtedy jednak brakowało nam tematów do rozmów, bo wszystkie wyczerpywaliśmy — tym razem było całkowicie na odwrót. Nikt nie odzywał się ani słowem pogrążony we własnych myślach. Widziałem stres wymalowany na twarzy blondyna oraz zmartwienie i spięcie Sakury. Zrozumiałem, że był to dla nich obu trudny temat, ale byłem zbyt ciekaw, żeby teraz tak po prostu dać im spokój.
Cały czas usiłowałem sobie wyobrazić, jak na początku musiało być jej trudno pogodzić się z tym. Nie rozumiałem, że ta drobna osóbka idąca obok mnie jeszcze kilka lat temu irytowała mnie swoją gadatliwością — a teraz być może po dłuższym czasie w wiosce zacznie mi tego brakować.
Robisz się zbyt sentymentynalny. Skończ z tym.
Moje drugie ja splunęło na ego i poruszyło temat uczuć.
To wina tego młotka!, odpowiedziałem mu bez namysłu.
Chyba wariowałem. Już od długiego, długiego czasu prowadziłem wewnętrzne dialogi ze samym sobą. Może to były monologi? Całą winą obarczałem Naruto, a jednak nie miałem mu tego za złe.
Uzumaki kończył swoją porcję, ale dalej nie podjął się wytłumaczeń. Kilkakrotnie otwierał buzię, lecz zaraz znowu ją zamykał. Nie chciałem na początku na niego naciskać, ponieważ była z nami Sakura, ale z każdą kolejną sekundą miałem wrażenie, że nie wytrzymam i wyłudzę to od niego siłą. W końcu przełknął ostatnie kluski i wpierw przyjrzał się uważnie młodej Haruno, która również bacznie go obserwowała. Nagle zapragnąłem, aby różowowłosej tu nie było — temat dotyczył jej, a tylko Naruto mógł się wypowiedzieć. Przez obecnosć Sakury przychodziło mu to z trudem, co mnie powoli denerwowało. Rozumiałem to doskonale, jednak blondyn byłby w stanie więcej mi powiedzieć, gdyby dziewczyna nie siedziała obok. Naruto przeniósł wzrok na mnie i ze spokojem stwierdziłem, że moja ciekawość zostanie zaraz zaspokojona. W duchu zacząłem się przygotowywać na ciekawą historię.
Jak już mówiłem, Sakura nie mówi od półtora roku. Tak mniej więcej. — Teatralnie pomachał ręką, jakby chciał podkreślić swoje słowa. — To się stało, gdy wróciła z jednej misji. Po prostu nic nie mówiła. Babunia Tsunade robiła jej badania. Podczas walki uszkodzone zostały jej struny głosowe. Przez ten czas Piąta usiłowała przywrócić Sakurze mowę, ale na darmo. — Naruto uśmiechnął się ciepło do Haruno, a ta odwzajemniła uśmiech. Spodziewałem się czegoś o wiele dłuższego, pełnego emocji i zawiłych akcji, jak na narutowskie opowieści przystało. A tu po prostu kilka prostych zdań. Układałem sobie to w głowie; poszła na misję, uszkodziła sobie struny i teraz nie może mówić. Tyle, że bardziej interesowało mnie, kto to zrobił.
Rozumiem, że dość poważnie uszkodziłaś sobie te struny — zwróciłem się do Sakury, aby nie poczuła się odsunięta od rozmowy. Przytaknęła głową — bo co innego jej zostało? — Kim była osoba, która jej to zrobiła? Co się z nią stało?
Blondyn nieznacznie zesztywniał. W międzyczasie Teuchi, który trzymał się rewelacyjnie, podał mu kolejną miskę ramenu. Chłopak w ciszy mieszał posiłek.
Cisza, cisza.
Za dużo tej ciszy.
Nie wiemy nawet, kim jest ta osoba — powiedział ponuro, jakby zły na siebie, że nie mógł dać temu komuś nauczki. Jednocześnie jakby obawiał się mojej reakcji, o czym świadczyło jego nerwowe spojrzenie co chwilę kierowane w moją stronę.
Zemsta.
To pierwsza rzecz, o której pomyślałem. Pierwsza rzecz, która przemknęła gdzieś w zalążku mroku mojego serca — od razu ją stłumiłem. Gdybym w porę się nie opanował, pewnie pokręciłbym teatralnie głową, aby wyrzucić tę myśl i na zawsze o niej zapomnieć. Zostawiłem więc temat kto ci to zrobił, Sakura?, aby zastanowić się nad inną sprawą.
Tsunade była jednym z najlepszych medycznych ninja. Mogłem dać sobie uciąć drugą rękę, że setki razy trafiały w jej ręce gorsze przypadki i była w stanie coś zaradzić. Czemu więc miała taki problem z utratą głosu? Już nie mówiąc o tym, że Sakura jako uczennica Piątej była z nią blisko, więc blondynka z pewnością chciałaby ją uratować.
Podobno jest to rzadki i wyjątkowo ciężki przypadek. Babunia Tsunade nie mogła nic zrobić. — W pierwszej chwili pomyślałem, że blondyn czyta mi w myślach, lecz nie zdążyłem się nad tym głębiej zastanowić. Usłyszeliśmy krzyki na temat jakiejś poważnej napaści w wiosce, więc od razu poderwaliśmy się i wybiegliśmy na ulicę.
Co się dzieje? — zapytał Naruto, wpatrując się w jakąś trójkę geninów. Byli spięci i zdyszeni.
Zaatakowano szpital! — odpowiedziała potężnie zbudowana brunetka. Za nią stało dwóch chłopaków — pierwszy był oazą spokoju, z kolei od drugiego bił smutek, żal i drętwość. Byli jeszcze dzieciakami, mieli nie więcej niż trzynaście lat.
Ta krótka, udzielona przez dziewczynkę informacja wystarczyła, abyśmy czym prędzej gnali w stronę budynku. Po drodze minęliśmy wiele osób, które były zdezorientowane i zaskoczone całą sytuacją. Widać, że informacja o napadzie centrum medycznego Konohy rozeszła się po większej części wioski. Pod koniec dnia prawdopodobnie wszyscy będą o tym mówić.
Pod szpitalem stało wiele osób. Wszyscy coś między sobą szeptali. Wśród nich znalazły się również nasi znajomi. Minęliśmy ich i wpadliśmy do środka. Rozejrzeliśmy się po białym wnętrzu budynku.
Tam! — zauważył szybko Naruto. Po schodach wbiegało dwóch jouninów, więc podążyliśmy za nimi. Od razu rozpoznałem ich obu. Nie mogłem się pomylić. — Shikamaru! Kiba! — To, co powiedział Uzumaki, utwierdziło mnie w przekonaniu, że się nie pomyliłem. Znałem ich obu. Co więcej, jeden z nich był mi potrzebny — choć nie zdążyłem jeszcze porozmawiać o tym pomyśle z blondynem.
Nara spostrzegł mnie od razu, lecz szybko stwierdził, że nie ma czasu na powitania. Wyjaśnił prędko, że zaatakowany został oddział ANBU, który dziś trafił do szpitala. Spojrzeliśmy na siebie z blondynem, biegnąc w ciszy przez bijące chłodem, białe korytarze szpitala. Usłyszałem huk, a po nim kolejny. Przyspieszyliśmy, gdy tylko zauważyliśmy pomieszczenie, z którego wyrzucony został jeden pacjent. Przed nami stało czterech wysokich ninja. Twarze mieli zasłonięte przez ciemne maski, wykonane z nieznanego mi materiału, a jedyne co mogłem od razu stwierdzić to, że mieli kolejno od lewej czerwone, białe, brązowe i czarne włosy.
Kage Bunshin no Jutsu! — W dłoni Naruto jego klon zaczął formować Rasengan. Już po chwili zmierzał z nim w stronę wroga, lecz ten niespodziewanie odepchnął atak — nawet go nie dotykając. Po prostu odrzucił go, jakby potrafił dowolnie kontrolować wiatr lub miał moce telekinestyczne. Ukradkiem dostrzegłem metalowy przyrząd na jego ręce — nietrudny do zauważenia. Spojrzałem szybko na pozostałych pacjentów w sali. Tak jak mówił Shikamaru. To był ten ciężko poturbowany oddział ANBU. Jeden chłopak nie posiadał ręki, z kolei osobą, która chwilę temu wyleciała z sali, okazała się obandażowana w wielu miejscach dziewczyna bez oka. Zdałem sobie sprawę, jak nieciekawie prezentowała się sprawa. Musieliśmy uważać na poszkodowanych, a nieprzyjaciel z pewnością był kimś silnym. Jedyne, czym przeważaliśmy, to liczba — pięcioro na czterech.
Wyciągnąłem czym prędzej miecz, z którym się nie rozstawałem pomimo braku wszelkich treningów. Niepewnie się jednak czułem, trzymając go w prawej ręce pierwszy raz od długiego, długiego czasu. Niestety, o panowaniu lewą ręką nie było jeszcze mowy. Nie wiedziałem, czego się spodziewać. Wyszedłem z wprawy, przeciwnik z pewnością mnie przewyższał, przynajmniej w tym momencie. Gdybym nie robił sobie przerwy, być może teraz nie miałbym problemu z pokonaniem go. W końcu byłem silny, naprawdę silny.
Nawet w tym momencie odzywa się twoje ego.
Moje drugie ja wyraźnie nie dawało mi spokoju, ale nie było czasu na sprzeczki z samym sobą. W szybkim tempie znalazłem się obok wroga.
Jedno zamachnięcie.
Unik.
Drugie zamachnięcie.
Unik.
Kontratak.
Upadam.
Nie byłem w stanie go prześcignąć i jedynie sharingan pozwalał przewidzieć mi jego następny ruch — a nawet to nie pomagało. Mężczyzna o białych włosach raz za razem odpychał każdego z nas metalowym, szerokim przyrządem, znajdującym się na ręce. Już gdzieś to widziałem. Nie mogłem sobie przypomnieć gdzie i kiedy, ale widziałem już to.
Znowu zostałem odepchnięty. Potem Naruto. Kiba. Shikamaru. Każde z nas. Byliśmy jedynie odpychani, nie atakowani — chyba że w obronie, ale w żadnym razie nie były to silne ciosy. W pewnym momencie coś zauważyłem. Ja walczyłem z białowłosym, Naruto zajął się brunetem, szatyn pojedynkował się z Kibą, z kolei czerwonowłosym zajął się Shikamaru. Każdy z kimś walczył. Każdy z wyjątkiem…
Sakura, rusz się! — krzyknąłem w przypływie irytacji. Stała. Po prostu stała i nic nie robiła. Jak kiedyś, jak za dawnych lat. Jak wtedy, gdy była bezużyteczną kulą u nogi.
Nadal jest, wiesz to.
Nie dawałem się sprowokować samemu sobie — który desperacko próbował mnie wyprowadzić z równowagi.
Co z nią było? Czemu ujrzałem w jej oczach strach? Czemu stanęła wryta w ziemię niczym słup soli? Czemu tak zbladła? Czemu zaczęła nerwowo zaciskać dłonie na swojej czerwonokrwistej tunice?
Straciłem czujność i poczułem uderzenie w głowę tak potężne, że upadłem. Upadłem bezwładnie, a obraz zaczął mi się zamazywać. Zdążyłem zauważyć, jak Sakura próbowała powstrzymać łzy.
Taka irytująca…
Zawiodłem w takim momencie. Straciłem czujność i przegrałem.
Pomyślałem jeszcze, że tylko ja mogłem przeżyć tak niechybnie dynamiczny pierwszy dzień w wiosce po ponad dwuletniej nieobecności.
A potem zapadła ciemność i cisza.


Od autorki: Obiecałam i dotrzymałam słowa! Rozdział dłuższy i pojawił się szybciej. Co nie zmienia faktu, że nie do końca go czuję — jakby mi nie wyszedł. Nie miałam jednak ochoty pisać go jeszcze raz, bo mogłoby mi wyjść to jeszcze gorzej. Nie mówiąc już o tym, że czytałam ten rozdział chyba pięć razy, bo robiłam sobie między pisaniem tyludniowe przerwy, że musiałam wiedzieć, na czym stoję.
Rozdział miał mieć początkowo siedem stron, potem osiem. W efekcie wyszło dziewięć, także błagam, nie miejcie mi tym razem za złe długości, bo i tak miał być o wiele krótszy.
Mamy nowy szablon! Pisałam na fanpage'u o niespodziance, jaką dla Was mam — miałam na myśli, rzecz jasna, szablon. Jak Wam przypadł do gustu? Lepszy od poprzedniego? ;)
A na koniec: dziękuję Wam! Naprawdę Wam dziękuję. Nie spodziewałam się, że blog zostanie przyjęty tak miło, a tu proszę. Jesteście kochani! Buźka mi się uśmiecha, kiedy widzę te komentarze od Was — te wszystkie opinie, uwagi. Bez Was to nie byłoby to samo i chyba nie dałabym rady. Dziękuję! <3
Rozdział nie był sprawdzany — Vanes nie miała teraz za wiele czasu, więc publikuję na razie niepoprawiony, ponieważ i tak długo na niego czekaliście. Gdy tylko dostanę sprawdzony rozdział, od razu go zaktualizuję. :D
EDIT: Rozdział został już sprawdzony, poprawiony i zaktualizowany.

Pozdrawiam! :3

33 komentarze:

  1. Już wcześniej trafiłam na twojego bloga, ale byłam takim cichym czytelnikiem. Nie komentowałam, ale czytałam!
    Kurczę. Co się stało z Sakurą, z jej głosem? Dlaczego go straciła? Kto ma taką zdolność? Jeszcze ten atak na ANBU. To naprawdę musi być potężny przeciwnik, skoro zjawił się po ponoć najpotężniejszym wrogu, jakim była Kaguya.
    I jeszcze ten atak na szpital.. ciekawi mnie dlaczego Sakura się go bała. Być może wróg musiał coś naprawdę złego zrobić, że aż tak ucierpiała.
    Kurczę. Jestem naprawdę ciekawa tej fabuły! Bardzo podoba mi się to, jak wczuwasz się w postać Sasuke. Czy będziesz prowadziła fabułę z perspektywy Sakury? - akurat jej motyw jest o tyle ciekawy, że nie mówi, a siedzenie takiej w głowie to naprawdę spore wyzwanie!
    Czekam oczywiście na dalsze rozdziały!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak się cieszę, że widzę cię na moim blogu! :D
      Ło, widzę, że dużo pytań ci się nagromadziło. ^^" Ale, ale! Dostaniesz na nie odpowiedź w następnych rozdziałach, także tylko troszkę cierpliwości i twoja ciekawość zostanie zaspokojona. :3
      Jeśli chodzi o narrację z perspektywy Sakury - raczej nie będę jej wprowadzać. ;) Od początku planowałam narrację ze strony tylko i wyłącznie Sasuke, więc myślę, że zostanę przy tym.
      Również pozdrawiam! ;)

      Usuń
  2. Czekam z niecierpliwością na kolejny :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiesz co Ci powiem na wstępie Okiś? :D Że powinnaś połączyć R1 z R2 i wsadziłabyś nam wtedy bombę, ot to co! :D wydaje mi się, że te dwa fragmenty mogły współgrać jako jeden :D co do wydarzeń, Sasuke nie zdążył nacieszyć się powrotem do wioski, a tu już ja ktoś zaatakował :D tego się nie spodziewałam, i że Sakura jest niemową! :D myślałam, że to będzie zwykłe romansidło a tu, zaskoczenie! :D

    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Zwykłe romansidła" to ja mogłam pisać rok temu, ale nie teraz. :D Wobec tego nie martw się - tu nie będzie zwykłego romansidła. :3

      No mogłam, mogłam, ale przy moim tempie pisania dopiero teraz byłby rozdział 1. Długi, ale dopiero teraz. ;)

      Ta, Sasuke to "szczęściarz", nie ma co. Sam na koniec stwierdził, że tylko on mógł przeżyć tak dynamiczny dzień zaraz po powrocie do wioski. :D

      Również cię pozdrawiam, Ven! :3

      Usuń
    2. *kop w dupę* tak ode mnie na wenę :D a zdradziłabyś mi jedną rzecz? :D Sakurze wróci mowa? :D

      Usuń
    3. Nie zdradzaj! Zaskocz nas! :DDDDD

      Usuń
    4. Kejża dobrze mówi, polać jej! (y)
      Nawet nie myśl, Ven, że to zdradzę :D

      Usuń
  4. Hejoo. :>
    Przyznam, że byłam tu od początku. I nie skomentowałam, bo takjakośwyszło. Przepraszam, od teraz postaram się komentować. ^^
    TSS zainteresowało mnie od samego początku, bo historii o Sasuke-amputancie jeszcze nie czytałam. Trochę szkoda, że tak szybko odzyskał rękę - mogło być ciekawie i bez niej, ale powrót do pełnej sprawności też może być interesujący. ;)
    Spodziewałam się wszystkiego, ale nie tego, że Sakura jest niemową. WIEEEEEEELKI PLUS. Ogromny. Jak stąd do Władywostoku. Mam tylko nadzieję, że za szybko nie przywrócisz jej jakimś magicznym sposobem mowy. :> I ta ciekawość, jak ona się porozumie z Sasuke, i Uchiha taki ciekawski, i ojej. No pięknie. No masz mnie.
    A ci shinobi, tacy silni, tacy fe. Naruciak musi zrobić z nimi porządek!

    Tak jak Ven muszę przyznać, ze gdybyś połączyła te dwa rozdziały, byłoby idealnie, a tak te są takie króciutkie, a człowiekowi chce się czytać dalej i dalej a tu dupa. :c Mam nadzieję, że kolejny będzie jeeeeeeszcze dłuższy! I szybko, no bo jestem teraz mega ciekawa, jak to się wszystko potoczy. :3

    Pozdrawiam serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kejża! Miło mi cię tu widzieć. :3

      No tak, jak rozpoczął się Gaiden to zaczął mi przeszkadzać brak ręki u Sasuke - i mu ją jednak oddałam. Co jednak nie znaczy, że tak szybko się z nią oswoi na nowo. ^^
      Yatta! Czyli udało mi się zaskoczyć z tą Sakurą niemową. :3 Zacznę od tego, że nie możecie być pewni czy w ogóle jej przywrócę mowę - ale tę kwestię zostawię dla siebie. ^^
      Ano, i to będzie najlepsze. Chyba wszyscy spodziewają się tego, że się w sobie zakochają (inaczej nie byłby to blog SasuSaku), ale jak to będzie się toczyć, gdy Sakura nie potrafi mówić? ;>
      Oj tak, ci shinobi są bardzo fe! Bardzo, bardzo!

      Ćśś, za to byście mieli ten rozdział 1 dopiero teraz, gdybym je połączyła. :v Poza tym nie przywykłam do jakichś mega długich rozdziałów - ale kto wie, może z czasem się rozkręcę. :3

      Chyba i ty, i Ven nie dacie mi spokoju, jeśli się nie pospieszę (już mnie dziewczyna męczy o sprawę z Sakurą...), więc będę musiała brać się niebawem za pisanie. :v

      Dziękuję za komentarz i również pozdrawiam! :3

      Usuń
  5. Jestem w takim szoku, że nie wiem od czego mam zacząć. Po pierwsze gratuluję pomysłu, ponieważ pierwszy raz spotykam się z opowiadaniem, w którym Sakura straciła mowę. Oczywiście nie zapomniałaś o odrobinie tajemniczości i intrydze. Dlaczego i kto jej to zrobił? Nawet ja jestem tego ciekawa. To, że straciła głos to nie koniec świata, przecież może im pisać na kartce to, co chce powiedzieć xd jakoś tak sobie pomyślałam, że może wpadłaś na ten pomysł, gdy oglądałaś Małą Syrenkę? :D Przede wszystkim muszę przyznać, że Sasuke jest naprawdę pechowy. Najpierw brat wybija mu rodzinę, później odchodzi sobie z wioski, zabija brata, który okazuje się być dobry, chce zniszczyć wioskę, ale jednak mu się później odechciewa, a później wraca sobie do tej wioski po dwóch latach i od razu robi się w niej pierdolnik. Czy tylko ja zauważyłam, że gdzie tylko on się pojawi to jest źle? Może on niesie za sobą jakieś wieczne nieszczęście czy coś. Aż mi go troszkę szkoda. Bardzo mi się spodobało, jak opisywałaś Sasuke, który walczył w myślach ze sobą samym. Tak, to było coś, co chciałam przeczytać. A już najbardziej to rozbawił mnie moment: "Może miałem taki okres w życiu, że nie pałałem do niej sympatią. Może raz czy dwa usiłowałem ją zabić. Może miałem w planach zniszczenie wioski, ale koniec końców nawróciłem się." No a co tam, że chciałem ją zabić, przecież każdemu się może zdarzyć, a oni od razu się czepiają :D Bardzo mi się podoba kreacja Sasuke w Twoim opowiadaniu, bo jest taki prawdziwy. Niby ma wszystkich w dupie i w ogóle, ale tak naprawdę w głębi serca się przejmuje, bo Sakura jednak coś dla niego znaczy. Poza tym co do tych człowieczków, co zaatakowali ANBU to ja coś czuję, że Sakura już miała z nimi styczność i nawet podejrzewam w jakiej sytuacji i właśnie dlatego tak się zachowała - tzn. stała sparaliżowana ze strachu.
    Pewnie myślisz, że już chcę zakończyć mój komentarz, ale nie ma tak super. Nie martw się, nie zapomniałam o błędach. Nawet takie zwroty akcji i dobrze napisany rozdział nie pozwolą mi o nich zapomnieć. Wydaje mi się, że już zostało poprawione przez kogoś, kto tam miał Ci poprawić, bo jest lepiej niż we wcześniejszym rozdziale, ale mimo wszystko.... Ten ktoś, kto Ci poprawia błędy powinien jeszcze popracować nad interpunkcją i czasami zdania są zbyt krótkie. Poza tym przypominam, że jedno zdanie musi płynnie wypływać z dugiego. Tzn. u Ciebie się to pojawiało, ale niekiedy ten porządek był troszkę chaotyczny. Poza tym nieliczne literówki, więc polecam ze 3 razy sprawdzić przed publikacją :)
    Poza tym o nic więcej się nie czepiam. Aaa zapomniałabym! Bardzo ładny szablon :3
    I mam jeszcze jedno zażalenie! Dlaczego, przepraszam bardzo, przy rozdziale 3 nadal jest 0%? JA już się nie mogę doczekać, a Ty jeszcze się tak lenisz. No nieładnie. No cóż... Nie mogę nic zrobić i muszę cierpliwie czekać. W każdym razie życzę dużo weny i czasu <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, Kiyo-chan! Jak miło cię tu widzieć! :3
      A nie, na ten pomysł wpadłam oglądając "Ponury dom", bo tam główna bohaterka jest właśnie niemową (swoją drogą - film polecam!). :D
      Ano, w sumie to prawda. Jakby tak na to spojrzeć, to kto wie - może Sasuke przynosi pecha! ._.
      Hn, właśnie dałaś mi pewien pomysł... *nutka tajemniczości*
      A tak, to z "Może miałem taki okres w życiu [...] Może raz czy dwa usiłowałem ją zabić..." to specjalnie napisałam. Sama zaśmiałam się pod nosem po napisaniu tego, ponieważ zawsze śmieszyło mnie to w mandze. Sasuke próbował zabić Sakurę i Naruto, zniszczyć wioskę, itd. a oni mu od tak przebaczyli, bo pomógł na wojnie. :')
      Ano, spodziewam się, że błędy są, bo Vanes tym razem nie mogła sprawdzić, ale rzeczywiście - mogłam ja się do tego przyłożyć tym razem. Choć nie ukrywam, starałam się jeszcze przed publikacją wyłapać ewentualne błędy interpunkcyjne, literówki, ale cóż, najlepsza w tym nie jestem. c: A nad tymi zdaniami cały czas pracuję, bo niestety to nigdy nie było moją mocną stroną (choć z czystym sumieniem muszę stwierdzić, że kiedyś było o wiele gorzej...). ^^"
      Oj, przepraszam za to 0%! Ale przyznam szczerze, bez bicia, że nawet jeszcze nie ułożyłam planu do tego rozdziału. ._. Postaram się zrobić to na dniach, ale ja jak to ja, różnie z tym może być. xD
      Dziękuję i pozdrawiam! :3

      Usuń
  6. Hejka. :3
    Szybciutko przeczytałam te trzy rozdziały. :3 I bardzo mi się podobają. Jestem mega zainteresowana tymi tajemniczymi atakami i tym, co się dzieje w szpitalu. :D Sakura straciła mowę - masakra. X_x Biedna. Ale jest to ciekawy zabieg, bardzo fajnie zobaczyć Sakurę w takiej odsłonie. A sądząc po jej reakcji, mam wrażenie, że właśnie spotkała się ze swoim napastnikiem. A Sasuke niech nie będzie taką mendą. Gdyby Sakura mogła to by przecież coś zrobiła. Ma swoje powody by być przerażoną.
    Ogólnie opowiadanie przypadło mi do gustu, naprawdę. :) Masz dobrze wyrobiony styl i w lekki sposób opisujesz uczucia. Podoba mi się. ^^
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tajemnicze ataki - dość popularne, ale potrzebne. :v No i niedługo zostanie Wam wszystkim to wyjaśnione, obiecuję! Ale potrzeba jeszcze kilku rozdziałów na wyjaśnienia. :3
      Sakura niemowa - nawet nie wiesz, jak bardzo chciałam napisać takiego bloga, kiedy tylko wpadł mi ten pomysł do głowy. A to wszystko za sprawą jednego filmu. :D
      No cóż, nie przeczę, choć i tak nie muszę tego robić, bo myślę, że każdy się domyśli, że coś jest na rzeczy. Tak, Sakura rzeczywiście musiała mieć jakiś powód, aby tak się zachować. Ale to przyjdzie wraz z wyjaśnieniami. ;)
      Dziękuję bardzo. :) Pozdrawiam serdecznie! :D

      Usuń
  7. Hej, jedynkę przeczytałam juz dawnoostatnio chce wejść skomentować a tu patrze nowy rozdział. Oczywiście się ucieszyłam, bo uwielbiam twojego bloga, ale trochę zrzedla mi mina no.myślałam ze juz prawie wszystko nadrabiłam. To.właśnie powód dla którego dopiero komentuje.
    Zaczęło się już trochę dziać. Na twoje szczęście rozdział dłuższy niż poprzedni, ale ja ci a to wybaczam bo zrobiłam to samo, długa przerwa i krótki rozdział, ale ty chociaż jakością nas przupilas. Sasuke, nie mogący do końca pokazać swoich umiejętności przez brak treningu nad nową ręką, to musi być ciężkie, znaczy psychicznie zwłaszcza dla takiej osoby jak Uchiha.
    Sakura, nie mowa. Tego się nie spodziewałam. Zaskoczyłas mnie i to bardzo. Czyżby ci kolesie mieli coś z tym wspólnego, dlatego była taka przerażona? Może to głupie, ale nie mogę przestać myśleć ze dziewczyna z prologu to Sakura. Może się mylę, może to by było zbyt oczywiste.
    Sakura pokazała ze nie jest nic nie warta kunoichi, że jest silna, i potrafi pokonać nie jednego wroga, Sasuke o tym dobrze wiec, czemu tak się zachowuje, kiedy nagle ona nie potrafi stanąć do walki? Czy to nie oznacza, że musi o coś chodzić, że nie mogła się ruszyć?
    Wybacz za jakość komentarza i jego długość, ale jestem na telefonie.
    Weeeeny :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, wybacz, że dorzuciłam ci kolejną rzecz do przeczytania. :D

      Oj tak, Sasuke jest naprawdę wkurzony tym, że nie panuje nad nową ręką, a ostatni trening odbywał naprawdę dawno temu! Co mu się dziwić, przez jedną walkę - i jego chore intencje - stracił teraz swoją siłę. Oby nie na długo, bo będzie słabo. :D

      Tak! Udało mi się Ciebie zaskoczyć! Ha, punkt dla mnie! :D (ćśśś, daj mi się nacieszyć)
      Być może mają, nie przeczę ani nie twierdzę. :D W końcu reakcja Sakury nie była jednoznaczna.
      Sasuke? Czemu tak się zachowuje? Cóż, to Sasuke. :v

      Oj tam, oj tam. I tak się uśmiecham do ekranu, widząc komentarz od ciebie, nieważne jaki jakościowo (choć i tak był dobry). :D
      Dziękuję i pozdrawiam! :3

      Usuń
  8. Odkopuję dzisiaj dawno zapisane blogi, choć dwa tygodnie to w zasadzie nie jest tak całkiem dawno, aaaale to nie jest najważniejsze! Ogólnie wchodzę, bo sprawdzam czy aby na pewno mnie nic nie ominęło, więc RANY DZIEWCZYNO, ZLITUJ SIĘ XD Twój blog był jednym z tych, który zmotywował mnie do jego założenia, bo zobaczyłam, że ludzie robią naprawdę kawał dobrej roboty prowadząc je, mimo że miałam na początku pisać dla siebie w moim małym zeszyciku. No i jednak przeniosłam się tutaj, z czym też przyszłam się pochwalić - oddać do przeczytania, oceny, bo może komuś podpasuję, no i wiadomo - poreklamować się trochę trzeba! :-D Równocześnie za to, zaczynam się na tyle uzależniać od tych stron, że wchodzę z telefonu co 15 minut i sprawdzam, czy aby ktoś nie dodał kolejnego rozdziału......................Poważnie. Więc nie bądź taka i pisz, dziewczyno, bo zachodzę o głowę, czy połowa tych niepiszących przypadkiem nie porzuciła tego na dobre. Mam nadzieję, że Ty się do nich nie zaliczasz i wkrótce będę mogła nacieszyć oczka kolejnym rozdziałem o słodkim Sasuke (bo mimo, że Sakura go ciągle wkurza, co jest normalne, przedstawiasz go tak w głębi bardzo urokliwie). :-)
    No, to zostawiam link i dużo dużo weny życzę!
    http://jaeidori.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początek: cieszę się, że mój blog częściowo przyczynił się do tego, że i ty postanowiłaś założyć swój własny blog. ;)
      Dziękuję ci za miłe słowa. Nie przejmuj się, nie zamierzam zawieszać bloga, ani nic. ^^" Po prostu takie jest już moje tempo pracy i nic na to nie poradzę (chyba, że Aerix mnie w końcu kopnie w dupę, bo ona podobne potrafi człowieka zmotywować), ale na pocieszenie powiem, że właśnie podniosły się procenty, także jest bliżej niż dalej do kolejnego rozdziału! :D
      Postaram się na dniach zajrzeć do ciebie i zobaczyć, co tam postanowiłaś zgotować u siebie. :)
      Dziękuję jeszcze raz i pozdrawiam. :3

      Usuń
    2. Cieszę się strasznie, bo po prostu musiałam nie zauważyć rosnących procentów rozdziału. Skoro tworzysz, to po prostu czekam wytrwale :->
      I pozdraawiam również!

      Usuń
    3. No cóż, przy mnie czasem długo trzeba czekać, ale mam nadzieję, że wytrzymasz. ;)
      Również jeszcze raz pozdrawiam!

      Usuń
  9. Kto to jest ta cała Okeyla? Jedyna osoba, którą niezbyt dobrze kojarzyłam z konwersacji. No to czytam. I co? I przeczytałam wszystko w 20 minut. Nawet nie wiesz jak żałuje, że nie usłyszałam o Tobie wcześniej. Bardzo mi brakowało opowiadania, w którym akcja toczy się w swiecie Naruto. Z początku myslałam, że temat oklepany, ale ma w sobie "to coś", co nie pozwoliło mi wcisnąć krzyżyka w rogu. Z początku wkurzyło mnie, że tak ciepło przyjmują Srasuke, za którym w anine nie przepadam, ale w końcu to właśnie przez większą jego cześć, pragnęli powrotu Uchihy, wiec czemu nie? :3 pomysł z niepełnosprawnością Sakury jest świetny, nie mogę się doczekać, jak się rozwinie. Buzioszki xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ichi! <3
      Rzeczywiście, pomysł może się wydać na pierwszy rzut oka oklepany - w końcu Sasuke wraca do Konohy, ile to już razy było? Dlatego postanowiłam wpleść pewne wątki w fabułę, których jeszcze nie widziałam u nikogo, także no... :3
      Cieszę się, że ci się spodobało! :D Lepiej późno niż wcale, prawda? Dlatego teraz nie żałuj, że wcześniej nie spotkałaś się z moimi blogami, tylko bądź po prostu teraz, jeśli chcesz. :D
      No cóż, Sasuke jeszcze nie spotkał wszystkich - jak dotąd tylko Naruto, Sakurę, jeśli mowa o jego roczniku, więc nie wiadomo jak inni jeszcze zareagują! :D

      Pozdrawiam cieplutko i liczę, że cię nie zawiodę! :3

      Usuń
  10. No siemanko, syreno, znowu! xD
    Nadrobiłam, nie wiedziałam, że mam tylko dwa rozdziały do przeczytania, ale okazało się, że jesteś takim leniem, że od prologu zdążyłaś dodać tylko dwa, haha. Leniu jeden okropny! <3
    No więc, jestem w szoku przez to iż zrobiłaś z Sakury niemowę. Ale jak sobie tak zaczęłam wyobrażać wątek miłosny SS, jak ona np porozumiewa się z nim na migi, kiwa głową, on ją przytula i też coś pokazuje, rozumieją się bez słow, to stwierdziłąm, że możesz zrobić z tego jej wielki atut. Chyba, że kiedyś przywrócisz jej mowę, to też byłoby dobre :>
    Generalnie bardzo podoba mi się pomysł na to opowiadanie, jestem bardzo ciekawa, kto napadł na szpital i na ANBU ._. Więc mogłabyś już mi powiedzieć xD i czemu Haruno tak znieruchomiała, czyżby to oni zrobili jej tą krzywdę? I co z Saskiem? :o Bidulek :3
    W dodatku cholernie rozśmieszył mnie moment rozmyślań Uchihy na temat podłogi, no nie wiem czemu, ale śmieję się z tego jak głupia xD
    Jestem na tak, przechodzisz dalej :D Czekam na kolejny rozdział, ruszaj tyłek albo ogon! :P Bo to 30 parę procent nieładnie się prezentuje!
    Weeeeeny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam, Wodoroście, witam.B|
      Ależ ja wcale nie jestem leniem! :v No dobra, może trochę... może... dobra, jestem. Ale cóż poradzić?
      Oj tak, to kalectwo Sakury pod względem mowy, jakby się tak zastanowić, jest również piękne! :D W końcu Sakura będzie musiała okazać swoje uczucia inaczej niż tylko zwykłym "kocham cię". :3
      Nie, nie powiem ci, kto zaatakował ANBU. :v I nie odpowiem ci na żadne pytanie - trza czytać, żeby poznać odpowiedzi! :D
      Haha! Podłoga to geniusz, a co! <3
      Przechodzę dalej? Czyli widzimy się w następnej rundzie; i to rozumiem! B|
      To moje 36% jest lepsze niż Twoje 0% na Dożylnie!
      Dziękuję i wodorostowo pozdrawiam! :3

      Usuń
    2. Ale u cb rozdzial byl w lipcu, a u mnie nowy niedawno, bo 24 sierpnia :ppppp

      Usuń
    3. Próbowałam się w jakiś sposób pocieszyć/dowartościować, a ty mi tu plany na życie niszczysz. ._. Ale, ale! Teraz nie ma 36%, teraz jest 42%! :D

      Usuń
  11. Okeylo!
    Bardzo Cię przepraszam, że tak późno przeczytałam ale czas... Głupia wymówka wiem, ale teraz już pracuję i nie mam wolnego zbyt wiele. Zdarza się, że mam tydzień luzu a tydzień roboty od rana do późnego wieczora (jak w tym tygodniu!) i nie mam czasu. No i od egzaminów nie mieszkam z rodzicami tylko z wujkiem, więc cały dom mam na głowie.
    Teraz blog:
    PIERWSZY RAZ SPOTKAŁAM SIĘ Z TAKIM SASUKE!!!! :D
    I już po kilku akapitach wiedziałam, że muszę dokończyć czytać choćby nie wiem co! :D
    Nie dziwię się, że masz tyle komentarzy gdyż w pełni na nie zasługujesz! Błędów się nie doczytałam, pewnie dlatego, że masz korektorkę, którą pozdrawiam serdecznie :*
    Rozdział 2 – w pierwszej chwili jak pobiegli do szpitala myślałam, że bez Sakury, która stała jak zamurowana! Kurdesz! Grrr. Niech ona się weźmie do roboty i skopie tyłki tym napastnikom.
    Propo nich... To rewelacyjne, że akcja tak szybko się rozkręciła! I trzymam za Ciebie kciuki byś tego bloga jednak doprowadziła do końca! Chcę znać zakończenie!
    Zauważyłam też, że coraz więcej blogerek (w tym ty) pisze notki z punktu widzenia Uchihy całkowicie pomijając Sakurę w pierwszych rozdziałach. Pamiętam Ciebie i Sasame... Nie mogę sobie przypomnieć kto jeszcze ale wiem, że jest takich więcej. Jest to dość ciekawe! Jak ja napisałam cały rozdział z punktu widzenia Sasuke... nie przyjęło się to zbyt dobrze! Czaisz? Czytelniczki miały do mnie pretensje, że pominęłam Sakurę. Myślałam, że szlag mnie trafi, dlatego ja Ciebie całkowicie popieram. Blog, przynajmniej część niech będzie „od Sasuke”. Też chłopak nich coś ma z życia :D
    Mam wiele pytań odnośnie bloga ale to zrozumiałe jak na przykład:
    Dlaczego Sakura nie mówi? - uważam, że stoi coś więcej za tym niż tylko uszkodzone struny. No i dlaczego jest taka wychudzona. Rozumiem, że to spory cios, ale po TAKIM CZASIE pora się pozbierać nie?
    Kim są ci napastnicy?
    Mi to wygląda na jakieś techniki Paina – czyżby następcy Akatsuki?
    Mniejsza, poczekam na kolejne notki, które mam nadzieję będą się ukazywały częściej niż pół roku :D No i że dokończysz bloga! Chociaż tego, bo jak go porzucisz – nie wybaczę Ci!
    To ja życzę weny, czasu do pisania i mile spędzonych chwil!
    Pozdrawiam i całuję :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blackrose! Jest mi bardzo miło, że wróciłaś do mojej twórczości. :3
      Powiem Ci, że ten Sasuke jest dla mnie ciężki, bo muszę namieszać nieco w jego osobowości, ale cieszę się, że go lubisz (bo tak to zrozumiałam, mam nadzieję, że dobrze). :D
      Ano, zminimalizowanie błędów zawdzięczam genialnej Vanes!
      No cóż, z Sakurą ciężko stwierdzić - póki co była przerażona, ciekawe jak będzie zachowywać się w najbliższym czasie... ;>
      Akcja szybko się rozkręciła, masz rację, ale to też "zasługa" tego, że blog będzie krótki, coś w kole 20 rozdziałów, także wszystko musi się rozwinąć szybciej. A zakończenie poznasz, jak dotrwasz do końca! Bo ja z pisaniem się nie poddam, nawet od kilku dni mam małe powroty weny, także niebawem chyba zacznie się coś pisać i procenty pójdą w górę. ;3
      U mnie będzie zdecydowanie więcej Sasuke niż Sakury, ale to z wiadomych powodów - narracja jest ze strony Sasuke, więc Sakura pojawi się dopiero wtedy, gdy nasz "bohater" ją spotka, to oczywiste. :D Zaznaczam po raz kolejny: opowiadanie prowadzone będzie TYLKO z narracji Sasuke!
      Ee, nie przejmuj się czytelniczkami; Ty jesteś autorką swojego bloga, tak więc to Ty decydujesz, kiedy pojawia się, a kiedy znika dana postać. :D
      A odpowiedzi na wszystkie pytania poznasz w trakcie czytania! :3
      Dziękuję Ci za komentarz, jeszcze raz: ciesze się, że po raz kolejny ze mną jesteś.
      Pozdrawiam Cię serdecznie! :3

      Ps. Liczę również, że pospieszysz się z rozdziałem u siebie, moja droga!

      Usuń
  12. No, Oki, Oki. Jestem pozytywnie zaskoczona, tak mega, mega! Wiem, syrenko, że masz wielki talent, ale, że aż tak? <3
    Ogólnie rozdział pochłonęłam i trochę ubolewam, że tak szybko się skończyło, no. :< Ciekawi mnie ta cała sytuacja z tym oddziałem ANBU, swoją drogą, nie ładnie tak podsłuchiwać!
    Hehehheh, ojciec Sakury rzucający sucharkami, to jest to! <3 Ale powiem Ci... że ciekawy motyw z tym, że Sakura nie mówi. Coś mi się wydaje, że to przez tych ninja, przez których został zaatakowany szpital. Ale szkoda mi jej. No i znowu Sasuke myśli o niej jako o bezużytecznej, typowe. Mam nadzieję, że to się jednak zmieni... :>
    No i Sasuke zemdlał... Co dalej, kobieto? Pisz szybko, bo kończyć w takim momencie...

    Trzymaj się na tych nieznanych wodach. Weny!
    XOXO <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja za to jestem szczęśliwa, że udało mi się Ciebie zaskoczyć! :D
      Hehe, powiedz to chłopcom, to oni podsłuchiwali. Ano, ja tyż kocham ojca Sakury i te jego sucharki. <3
      Cóż, co do Sakury, która nie mówi - ja też nic nie mówię! xD
      Meh, ja tu muszę Sasuke ukrócić nosa za to jego zachowanie! :v
      Piszę, Sasix, piszę! <3
      Trzymam się, ja i włosy Sakury na ciele (niech nikt inny nie pyta, bo psychika będzie zniszczona, serio) - pozdrawiamy. :3

      Usuń

LAYOUT BY OKEYLA