sobota, 16 maja 2015

Rozdział 1

Towarzyszyło mi zanikające światło księżyca wpadające przez otwarte na oścież okno i uspakajająca cisza. Siedziałem na obdartym, starym, ale nadal wygodnym fotelu i wpatrywałem się w lewą rękę tak intensywnie, jakbym chciał przejąć nad nią panowanie. Przecież chciałem, tak bardzo chciałem! O ile stawienie czoła wiosce było nie lada wyzwaniem, tak okiełznanie sztucznej ręki stało się kolejnym. Frustrujące, ale jeśli szybko zapanuję nad nią, tym szybciej mógłbym odnowić treningi.
Rozumiem, że postanowiłeś wrócić — usłyszałem w oddali. — Kakashi mi powiedział. — Z prędkością żółwia przeniosłem wzrok w stronę okna. Stał tam blondyn, którego rozpoznałem po głosie. Spojrzałem w jego błękitne, pełne nadziei oczy.
Po prostu… przestałem być obłąkanym księciem — odparłem sarkastycznie i wziąłem głęboki oddech. Zapewne określenie książę mogło wydać się zabawne, to jednak było jak najbardziej odpowiednie. W końcu właśnie tak cały czas się zachowywałem — jak rozkapryszony egoista.
Ty? Od kiedy? — prychnął z rozbawieniem i skrzyżował ręce na piersi.
Odkąd dopadła mnie rzeczywistość — rzekłem z niepodważalną powagą. Cała ta sytuacja — mój powrót — wiele dla mnie znaczyła, lecz nasza krótka wymiana zdań musiała wydać się komiczna, ponieważ Uzumaki roześmiał się, przenikliwie mnie lustrując.
Jak tam ręka? — zapytał po krótkiej ciszy, a ja spojrzałem na niego kpiąco.
Z pewnością lepiej niż twoja głowa.
Ej! — Wydął usta. — No wiesz co? Martwię się o ciebie, a ty już od razu próbujesz mi dopiec! Co więcej, nie masz dobrego tekstu. Myślałem, że po tylu latach bardziej się wysilisz.
Spojrzeliśmy na siebie przyjaźnie i z zaufaniem, atmosfera się rozładowała. Dopiero po chwili to zauważyłem — cały czas był odziany w dres! Bardzo podobny do tego, w którym widziałem go ostatni raz, prawie trzy lata temu. Spoważniał, lecz z oczu nic się nie zmienił — ciągle był tym samym Naruto, na którego mogłem liczyć; nawet po takim czasie.
Naprawdę chcesz tu być? Sam? — O co mu chodziło? Zmarszczyłem brwi. — Nie zrozum mnie źle, Sasuke. Wiem, że to twój rodzinny dom, ale… po tylu latach nie jest tu zbyt przytulnie. Właściwie to... byłem pewny, że przepadł po ataku Paina. Niektóre fragmenty uległy fatalnym szkodom, a władze wioski uznały, że nie ma sensu się tym zajmować, zwłaszcza na koszt Konohy. — Myślałem, że chodziło mu o wioskę i ogólne życie, ale myślał o budynku; w duchu musiałem przyznać mu rację. Nie prezentował się schludnie ani w żadnym przypadku nie dało się go nazwać porządnym domem. W rzeczywistości była to już rudera, która mogła postać zaledwie jeszcze kilka lat, w końcu była to posiadłość o wiele starsza ode mnie. W związku z tym nie dziwiłem się, że nie chcieli odbudowywać zniszczonych miejsc. Na ich miejscu prawdopodobnie również bym się tym nie zajął.
Widzisz jakieś inne rozwiązanie? Zanim zarobię na kupno lub wynajem mieszkania, minie jeszcze dużo, naprawdę dużo czasu. — Wzruszyłem ramionami, przyglądając się zagrzybionej desce wystającej zza rozdrapanej tapety na ścianie. Znałem dwa powody, dla których nie uśmiechało mi się tu zostać: stan tego miejsca oraz wspomnienia związane z nimi.
Mój mały, głupi braciszku. Jeśli chcesz mnie zabić nienawidź mnie, nie cierp mnie, a teraz uciekaj, uciekaj i żyj, żyj w hańbie.
Wzdrygnąłem się. Pamiętałem to, pamiętałem doskonale. Powiedział to do mnie w tamtą noc; to te słowa zmieniły moje życie. Stałem się mścicielem, a Itachi poświęcił się dla wioski. W tym momencie obiecałem sobie coś: wdzięczność wobec Naruto. Wdzięczność wobec osób, które mnie nie przekreśliły. To dzięki nim wróciłem.
Widzę jedno rozwiązanie. — Blondyn podrapał się po brodzie i spojrzał na mnie, jakby próbował rozgryźć, o czym myślę, ale z pewnością nie takie miał zamiary. — Zamieszkasz u mnie. Ja jestem tam sam, a mieszkanie ma dwie sypialnie. No wiesz, jedna została po moich rodzicach… ale jeszcze nic się nie rozpada, w przeciwieństwie do twojej posiadłości! — Spojrzałem na niego z politowaniem.
Nie sądzę, aby był to dobry pomysł — stwierdziłem z rozbawieniem. Prędzej byśmy się pozabijali. To było wręcz nierealne, żebyśmy w dwójkę zamieszkali pod jednym dachem.
Może i masz rację, ale to chyba lepsza opcja, niż żeby miał ci się dach na głowę zawalić!
Podrapałem się w tył głowy i rozejrzałem po pomieszczeniu. Za oknem powoli zaczynało się przejaśniać, więc pokój był niewiele bardziej oświetlony. Zerknąłem jeszcze raz w stronę spróchniałych desek, a potem przeniosłem wzrok na Naruto.
To kiedy mogę się wprowadzić? — Na twarzy Uzumakiego zagościł uśmiech.
Jak dla mnie, to możesz nawet teraz. — Jego śmiech rozniósł się po sypialni, a ja jedynie uniosłem kąciki ust.
Zanim się do ciebie przeniosę… — zacząłem. — Muszę jeszcze porozmawiać z jedną osobą. — Naruto zmarszczył brwi i zerknął na mnie podejrzliwie.
Kogo masz na myśli? — Ponownie podrapał się po brodzie, a ja niemal prychnąłem na ten gest.
Musimy przecież powiadomić Hokage, durniu.
Kiedy już się przejaśniło, wyruszyliśmy powolnym krokiem do Kakashiego. Musiałem przyznać, że przeprowadzka do przyjaciela była mi na rękę, ponieważ ciężko byłoby mi zająć się domem, kiedy nie miałem zbyt wielu pieniędzy. Chciałem czasem powrócić do treningów, a jeszcze później na misje, jednak mogło to zająć mnóstwo czasu, gdybym chciał wrócić całkiem sprawny — stwierdziłem więc, że zrobię to trochę wcześniej, lecz nie będę nadużywał nowej ręki.
W końcu dotarliśmy na miejsce. Rozejrzałem się po pomieszczeniu, czego nie zrobiłem będąc tu wczoraj. Szybko stwierdziłem, że wnętrze prezentowało się nienagannie. Pomimo zalanej ściany w miejscu, gdzie niegdyś pękła rura, pomieszczenie wyglądało o wiele lepiej niż mój dom. Podobnie było z samym Kakashim — minęły tylko dwa lata, wobec tego nie postarzał się jakoś bardzo. Jedynie widać było jego przemęczenie, które charakteryzowało się siną skórą wokół oczu. Mój dom nie był tylko lekko przyniszczony. Był po prostu stary, spróchniały i nienadający się do zamieszkania. Swoją drogą dziwne było porównywanie człowieka do budynku. Pokręciłem głową, karcąc siebie za mało dojrzałe myślenie.
Rozumiem, że chcesz, Naruto, przenieść Sasuke do siebie? Nie ma sprawy — rzekł, gdy po wejściu do gabinetu wyjaśniliśmy mu całą sytuację. Blondyn przytaknął i w tym momencie poczułem się dziwnie; zamieszanie dotyczyło mnie, a to Naruto w większej części podjął się rozmowy z Kakashim.
Moja posiadłość nie najlepiej się trzyma, ale na razie nie będę w stanie postarać się o nowe lokum. Przez najbliższy czas zatrzymałbym się u Naruto. Chciałem po prostu cię poinformować, Wielmożny, że pod aktualnym adresem nie będę… dostępny — niepewnie zakończyłem zdanie, nie wiedząc jakiego słowa użyć. Również nie byłem przekonany jak zwrócić się do dawnego mistrza. Wszystko było takie… dziwne, niecodzienne, ale liczyłem, że w przeciągu kilku dni wszystko nakieruje się na właściwe tory.
Kakashi nie zdążył odpowiedzieć; do gabinetu bez pukania wpadł wysoki mężczyzna o rudych włosach i czekoladowych oczach.
Hokage-sama! Drużynę, która wczoraj wyruszyła do Wioski Piasku i nie dotarła, znaleziono pół godziny temu niedaleko wioski w stanie krytycznym. Przeniesiono ich do szpitala. Szanowna Tsunade zajmuje się nimi. Zostałem poproszony o dostarczenie informacji. — Zabrzmiało niepokojąco. Co się stało? Stan krytyczny?!
Rozumiem. Przekaż Tsunade, aby dostarczyła mi później informacje o ich stanie zdrowia. Niech przyjdzie za pół godziny ktoś z oddziału, który ich znalazł i niech złoży raport. — Mężczyzna skinął głową, ukłonił się i wyszedł z gabinetu.
Sprawa miała się nieciekawie — Kakashi był mało rozmowny z tego powodu; z kontekstu zrozumiałem, że już wcześniej musiał wiedzieć, że coś im się stało, w końcu nie dotarli. Kim były osoby z tej drużyny i kto ich zaatakował?
Raczej nikt, kogo byś znał, Sasuke — powiedział Hokage, jakby czytał mi w myślach. — Długo się nie widzieliśmy, ale znam cię wystarczająco. Ten atak to nic takiego czym ty i Naruto powinniście się przejmować. — Uśmiechnął się sztucznie, a ja z Naruto spojrzeliśmy na siebie podejrzliwie. Coś się działo, coś niepokojącego. Nawet poranne słońce wpadające przez szyby wyglądało ponuro na tle całej sprawy. Kakashi przyglądał mi się wyraźnie czymś zaciekawiony. Nie czułem się komfortowo, ponieważ on jakby wypatrywał mojego każdego najmniejszego ruchu.
O co chodzi? — spytałem, nie owijając w bawełnę.
Hm, jak zwykle bezpośredni — prychnął. — Po prostu... zastanawiam się. Zastanawiam się, jak minęła ci podróż, co robiłeś. — Zauważalna była reakcja Naruto — natychmiastowo zwrócił twarz w moją stronę i wyczekiwał mojej odpowiedzi. Zastanawiałem się przez chwilę, co powiedzieć. Wiecie, właściwie to tułałem się tu i tam, rozmyślając nad całym życiem czy może opowiedzieć im, co dokładnie robiłem, gdzie przebywałem, kogo spotkałem. Wziąłem głęboki oddech, szykując się do obszernej odpowiedzi. O ile Kakashi dałby mi spokój, tak Naruto prędzej czy później wyciągnąłby ze mnie każdy szczegół podróży.
Przez pierwsze pół roku chodziłem po mniejszych wioskach, co jakiś czas zmieniając miejsce pobytu. Potem zatrzymałem się na rok w Kumogakure i tam jakoś żyłem. Właściwie to częściej bywałem poza wioską. Wiele razy zastanawiałem się, czy już wrócić, ale skoro się zastanawiałem, to oczywiście nie byłem jeszcze gotowy. Potem przez krótki czas, chyba dwa miesiące, przebywałem w Sunagakure. Wtedy też spotkałem Kibę, Hinatę i Shino, gdy byli na misji. — W tym momencie Naruto przytaknął. To było do przewidzenia, że ta trójka nie utrzymała języka za zębami. — Następnie znowu kręciłem się po mniejszych wioskach, a w ostatnim czasie trafiłem do Kirigakure. Jednak... — przerwałem. Jasne było dla mnie, że musiałem im to powiedzieć, więc ponownie nabrałem większą dawkę powietrza do płuc i spojrzałem na wyczekującą dwójkę. — Podczas podróży przez większość czasu miałem dziwne wrażenie, jakby ktoś mnie śledził. Niestety ani razu nie udało mi się upewnić w tej kwestii, ale cały czas miałem takie przeczucie.
Śledził cię ktoś? Czemu wcześniej nic nie mówiłeś? — Naruto zmarszczył brwi. Zapewne zastanawiał się, kim mogła być ta osoba — a nawet mnie nikt nie przychodził na myśl. Odkąd tylko wyruszyłem z Konoha miałem to uczucie, a ani razu nie udało mi się nikogo zdemaskować. Byłem na siebie zły, że dawałem się szpiegować i nic nie byłem w stanie zrobić.
Jak mniemam, nikt ci nie przychodzi na myśl? — spytał się Kakashi i splótł palce pod brodą. Pokręciłem głową, a on jedynie westchnął. — Coś mi mówi... że to może być powiązane z napadami na oddziały z wiosek. Jeszcze nie wiem co, ale mam takie przeczucie. — Gdyby powiedział to inny człowiek, nie brałbym takiej opcji nawet pod uwagę, ale intuicja Kakashiego nigdy nie zawodziła. Nie miałem pewności, że ktoś mnie śledził. Powinienem był wtedy bardziej się pilnować.
Niewykluczone jest, że ta osoba zawita w Konoha — napomknął Uzumaki. Przyznałem mu w duchu rację. Skoro wróciłem do wioski, a ta osoba zamiast mnie zabić — szpiegowała, to było bardzo prawdopodobne.
Póki co, Sasuke, zwiększę ilość patroli nocnych i dziennych. Jeśli ta osoba cały czas za tobą podążała i mordowała oddziały ANBU, może stanowić zagrożenie dla wioski. — Nie uśmiechała mi się ta wizja — nie po to wraz z Naruto broniliśmy wioski dwa lata temu, żeby teraz znowu ktoś próbował ją zniszczyć. Nie za to mój brat oddał życie i nie zamierzałem tego puścić płazem, a to oznaczało tylko jedno.
Będę musiał wrócić do treningów — rzekłem sucho, jakby na powrót obudził się we mnie stary Sasuke, który potrafił walczyć z całych sił, aby osiągnąć cel. Naruto wyszczerzył zęby, zdecydowanie podobał mu się obrót spraw — zapewne wyobraził sobie wspólne walki.
Zgoda, Sasuke, ale są jeszcze dwie ważne sprawy — powiedział blondyn i na podkreślenie słów wyciągnął przed siebie dwa palce — wskazujący i środkowy. Uniosłem brew i w tym momencie wiatr zza okna mocniej zawiał. — Musimy zjeść ramen, to raz. A druga sprawa... musisz spotkać się ze starymi przyjaciółmi! — Uśmiech z twarzy mu nie zniknął ani na moment, ale musiałem go rozczarować. Nie miałem zamiaru jeszcze się z nimi widzieć.
Naruto... — Westchnięcie wydobyło się z mojej buzi, a jego uśmiech nieznacznie przygasł. — Jeszcze nie jestem gotów — przyznałem.
Ty, Sasuke? — fuknął. — Jak to nie jesteś gotów? To twoi przyjaciele. Tak samo jak ja czekali na ciebie. Wszyscy. Po wojnie... zaufali ci. Oni cię o nic nie oskarżają, jeśli o to ci chodzi.
Mimo wszystko... wolałbym odczekać jeszcze trochę. Widziałem się z drużyną Kurenai w trakcie podróży i tyle mi wystarczy. Nie bądź w gorącej wodzie kąpany, głupku. W końcu zostaję tu i nigdzie się nie wybieram, więc jest jeszcze mnóstwo czasu, aby spotkać się ze wszystkimi. Teraz muszę myśleć o wróceniu do formy. Przez te dwa lata nie trenowałem ani razu. Mam nową rękę i chcę nauczyć się nią sprawnie operować. Zwłaszcza jeśli w pobliżu czyha niebezpieczeństwo. — Moje słowa najwyraźniej dotarły do niego, bo nieco spuścił głowę. Może inaczej sobie to wyobrażał, ale nie mogłem postąpić inaczej. Niektóre sprawy były ważniejsze — na przykład obrona wioski.
Jest jedna osoba, z którą musisz się spotkać i wiesz o tym... — To było niewyobrażalnie dziwne, z jaką łatwością to powiedział, a z jakim trudem ja to przyjąłem. Zdawałem sobie sprawę z tego i oczywiste było, że mówił o Sakurze. Naruto nie odpuściłby mi, gdybym nie zobaczył się chociaż z nią.
Niech ci będzie, Naruto. Jestem jej to winien. — Poddałem się, wiedząc, że w kwestii naszej przyjaciółki nie wygram. W duchu już przygotowywałem się na to spotkanie. Obiecałem jej, że zobaczymy się po moim powrocie, więc tym bardziej motywowało mnie do spotkania się z nią. Musiałem tylko wziąć się w garść i pójść na to cholerne ramen — byleby tylko odłożyć to jeszcze trochę w czasie.

Od autorki: Po długim oczekiwaniu jest! Napisałam go już w środę, ale najpierw miałam przypadłość zwaną brakiem Internetu, a potem rozmyślałam, czy nie poszukać jakiejś bety. Oczywiście przystałam na ten pomysł, jednak stwierdziłam, że na razie dodam ten rozdział. Na razie czekam, aż jedna beta mi odpisze — jak się nie zgodzi, to trudno, będę szukać dalej. Dlatego dodałam już rozdział, bo zanim znalazłabym betę, mogłoby to jeszcze trochę potrwać. ._.
Mamy trochę krótkawy rozdział — w sumie, to na taki czas oczekiwania jest on bardzo krótki. Wybaczycie mi, prawda? :c W końcu Sasuke wrócił! ^-^ No, ale teraz się zacznie się dziać... Aż mam ochotę zacząć pisać rozdział drugi, ale mam do przeczytania Romeo i Julię oraz zrobienie wszystkich lekcji... z całego tygodnia. Choroba nie zawsze popłaca, chodźcie do szkoły — lepiej na tym wyjdziecie, naprawdę.
No dobra, widzimy się następnym razem, kochani! :3

17 komentarzy:

  1. Cieszę się, że w końcu pojawił się nowy rozdział. Jak to zawsze mówiła moja wychowawczyni - czuję niedosyt. Zapowiada się naprawdę ciekawie. Bardzo zaintrygowało mnie kto mógłby śledzić Sasuke. W końcu to taki silny ninja, że kto mógłby mu podskoczyć? No i zdziwiło mnie strasznie, że Sasuke w ogóle nie trenował - tego się po nim w ogóle nie spodziewałam. Ale ma szczęście głupek, że w końcu pozwiedzał sobie ten cały świat ninja i wrócił. Naruto jak zwykle taki kochany i uroczy. Jestem ciekawa jak będzie wyglądać jego spotkanie z Sakurą. Co do treści bardziej warsztatowych to: całkiem fajnie piszesz z perspektywy Sasuke, pojawiło się trochę błędów - głównie interpunkcyjnych i składniowych, ale nie są one bardzo rażące, więc nie będę się za bardzo czepiać, no i jak dla mnie zdecydowanie za krótko, ale taka już moja przypadłość, że nigdy nie mam dosyć. Mam nadzieję, że na następny rozdział nie będziemy musieli tak długo czekać, ponieważ już jestem bardzo ciekawa, jak to wszystko się potoczy. Jednak nie pozostaje mi nic innego jak spokojnie czekać na kolejny rozdział. Pozdrawiam, życzę dużo weny i jak najwięcej wolnego czasu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ło, dobra, znam ból "czucia niedosytu", więc muszę się czym prędzej brać za rozdział drugi! ._.
      Właśnie dlatego poszukuję bety - myślę, że pomogłoby mi to trochę przy błędach, może z czasem sama mogłabym ich więcej zauważać, poprawiać, a najlepiej nie popełniać. ;)
      A powiem ci, że teraz mam takie chęci na pisanie, że nie - nie będziecie musieli prawdopodobnie tyle czekać! :D
      Pozdrawiam i dziękuję. ;)

      Usuń
  2. Sasuś taki nieporadny z tą rączką. Biedny, powodzenia trzeba mu życzyć. Co jest takiego strasznego w Sakurze? Nie ogarniam, mam nadzieję, że się to wyjaśni szybko. Dobrze, że zamieszkał z Naruciakiem, może w końcu wyjdzie na ludzi xd
    Martwii mnie to, że wkoło wioski mogą się kręcić jacyś podejrzani typowie (xd), serio. Zrób coś z tym!!!!1!1!!
    Kiedy następny rozdział? Fabuła jest ciekawa a trzeba czekać i czekać. Nie rób tak, błagam ;__; No i niedosyt! Czuję niedosyt! Czemu tak krótko, no ja się pytam, czemu?!
    Pozdrawiam i do następnego, Nanase ;__;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano, teraz musi się nauczyć żyć z nią - przez jakiś czas nie miał, a teraz na nowo. xD
      No, chłop się stresuje, co mu się dziwić! Powiedział jej, że zobaczą się, jak wróci, więc obietnicy dotrzymać trzeba! :D
      Haha, kiedy pisałam ten o zamieszkaniu u Naruto fragment, pomyślałam o NaruSasu. :')
      Zrobię, zrobię! Ale pierw nasi bohaterowie muszą dowiedzieć się, kto to taki... :3
      Postaram się szybko! Trochę przeciągnęło się z tym rozdziałem, ale trzeba się rehabilitować, jak ja to mówię! :D
      Niedosyt zaspokoisz jak dostaniesz drugi rozdział, obiecuję. ._.
      Pozdrawiam! :3

      Usuń
  3. Ktoś Ci chyba powinien obić tyłek za tę przerwę... Ale walić przerwę, za tę długość rozdziału! Co to ma być, ja się pytam? -_-

    Ogólnie oprócz tego, że Sasuke wrócił do wioski, to nic się nie dzieje - tylko parę informacji na temat zaginionych ninja i tego, że Sasuke ktoś śledził. I w sumie tyle.
    Ciekawi mnie co wyniknie z mieszkania Sasuke i Naruto... Coś czuję, że oni się tam pozabijają <3
    No i w końcu Sasuke zdecydował się spotkać Sakurę, ciekawi mnie ich wspólne spotkanie po dwóch latach... Czy zaś będzie "Saske-kun", "Sakura" i pogadane XDDD

    Weny morska małpo jedna! I żeby rozdział 2 był dłuższy i o wiele szybciej niż ten, bo będę Cię poganiać. :D

    Trzymaj się :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dobra, no, będzie dłuższy i będzie szybciej ._. Teraz będziesz mogła mnie męczyć, bo zobowiązałam ci się tutaj pisemnie, och. </3

      Ta, aż się zastanawiam czy to dobry pomysł, że razem będą mieszkać... ale lubię być wredna dla swoich bohaterów! ^-^ Będą mi musieli wybaczyć i koniec.
      Co do spotkania Sakury i Sasuke... To będziesz musiała przeczytać i sama ocenić jak to będzie. :D
      Yatta, zostałam małpą morską! Cholercia ._. Poganiaj mnie, poganiaj - nie będę ci miała na pewno tego za złe. :D
      Pozdrawiam! :3

      Usuń
  4. Czytasz na własną odpowiedzialność.
    Rozdział króciutki. Możnaby powiedzieć, że za krótki. Jednak przyganiał kocioł garnkowi, więc zbytnich pretensji Ci robić nie będę, bo czasem tak bywa, że nie chce się zwlekać z dodaniem notki. :)
    Mało się działo, tak na prawdę ten rozdział to taka tablica ogłoszeń, ale jestem przekonana, że od dwójki wszystko się zacznie. :3
    Na razie sprzedałaś mi parę gorących ploteczek, jakimi jest szpieg i ataki na shinobich. Uwierz mi, ciekawość jest bardzo żarłoczna. :)
    Jednak nie wybaczę Ci jednej, jedynej rzeczy: ucięłaś notkę przed spotkaniem Sasuke i Sakury! Jesteś okrutna! Wykazałaś się zupełnym brakiem empatii dla czytelnika. Ja rozumiem, że biznes musi się kręcić, ale mogłaś zrobić ten jeden, jedyny wyjątek. :D
    Dobra, ja już zmykam, tak jak Ty (mam nadzieję) pomknęłaś pisać dwójkę.
    Do zobaczyska i weny :p
    Chou (niegdyś Kasumi) xx
    Jeśli nic z tego nie rozumiesz, to pamiętaj, że Cię ostrzegałam! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście o czymś zapomniałam! Mianowicie: wiesz, że mamy tę samą piosenkę na blogu? Może to przeznaczenie? ;)
      Chou xx

      Usuń
    2. No nie, każdy się czepia o tę długość! :D 6-7 stron póki co wam wystarczy w drugim rozdziale? :D Stopniowo będę je wydłużać... :3

      Wiem właśnie, tu się raczej nic nie dzieję - ciekawsze rzeczy zostawiłam na inne rozdziały. Po prostu w prologu umieścić tego nie mogłam (bo od prologu do momentu tutaj minęło trochę czasu), więc napisałam taki oto rozdzialik! :D
      Ale wiesz, dzięki temu Sakura i Sasuke będą mieli więcej czasu dla siebie w następnym rozdziale! :3 Tak, tak, zapowiadam już, że na 100% będzie tam ich spotkanie i nic nie będę przedłużać do jeszcze następnego, także macie tutaj taką informację "na zachętę". :D
      A już zaczęłam pisać, zaczęłam! B| Co prawda niewiele mam w porównaniu do długości 6-7 stron (jeszcze nie wiem, ile mi wyjdzie, ale liczę coś bardziej na 6 niż na te 7, ale kto wie). xD

      Oho, to musi być przeznaczenie w takim razie! :D Przypadki się nie zdarzają, bynajmniej nie wierzę w nie. xD Jaka faza, gdy weszłam na twojego bloga i w tym czasie włączyła się ta nutka i u ciebie, i u mnie. :') Niebawem do ciebie zajrzę i przeczytam, bo SasuSaku zawsze mnie zachęca, ale niestety nie mogę ci obiecać kiedy to się stanie - niebawem! :D

      Pozdrowionka i dziękuję bardzo! :3

      Usuń
  5. Nienawidzę cię za to, że nie opisałaś spotkania z Sakurą ._. JAK MOGŁAŚ? Czekałam na toooo...
    Nie będę ci sie rozpisywać bo biologia i chemia wzywają, ale powiem ci, że fajnie ci wyszedł ten rozdział. Ciekawa zmiana Sasuke i wielka niewiadoma z TAJEMNICZĄ ŚLEDZĄCĄ OSOBĄ.
    Błagam nie daj mi tyle czekać na rozdzial 2! :p
    Pozdrawiam, Linki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pff, ja u ciebie za to teraz muszę czekać na 7 rozdział! ._. Chyba cię zaszantażuję B| Spotkanie z Sakurą za 7 rozdział u ciebie! :D
      Nie no, zgrywam się tylko.

      Hyhy, nie martw się, Sakurcia będzie niebawem - obiecuję! Co do tajemniczej śledzącej osoby... hm, o niej na razie nic tu mówić nie będę. :3

      Również pozdrawiam i dziękuję! :3

      Usuń
  6. Zabije! :D Ty nie masz kiedy kończyć tych rozdziałów, prawda? :D czekam aż akcja nabierze rozpędu, dlatego lecę czytać następny! :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Oglądasz PLL? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś obejrzałam chyba dwa pierwsze odcinki i przeczytałam pierwszy tom książki. :D Do serialu planuję wrócić i obejrzeć od początku do końca (wybacz, nie jestem zorientowana, czy seria nadal trwa czy jest już zakończona), ale zupełnie pojęcia nie mam kiedy się za to zabiorę. :)

      Usuń
  8. Krótko! To po pierwsze.
    Po drugie "ten uczuć kiedy komentujesz dwa lata po dodaniu rozdziału". Ale wiem, że szykuje się piąteczka, a ja jestem ciekawa czy będzie jakaś wielka przepaść między nią, a czwórką. Poza tym muszę sobie pomarudzić.
    Ale najpierw to, co mnie mile zaskoczyło: hajsik. W sensie nie piniądz sam w sobie, ale to, że tu ktokolwiek się nim martwi. W fanfikach Naruto (kanoniczne uniwersum) rzadko jest poruszany temat kasy. No wiesz, pewnie znasz takie blogi, że Sasek wraca do wioski i srudududu albo posiadłość Uchihów stoi w nienaruszonym stanie albo dostaje wypas chatę od wioski i elo, po co na siebie zarabiać, nie? Jestem tylko zdrajcą i kryminalistą - dziena z domek, Konoho! Pierdoła, ale od razu jakoś... "realniej" odbiera się całe opowiadanie.
    Teraz se pomarudzę.
    Sasek! To nie mój Sasek. Gdzieżby tam Sasek się do kogoś "Wielmożny" zwrócił - no nie i już! XD Jakiś taki... ciapkowaty mi się wydaje. Może to celowy zabieg, nie wiem, okaże się, niemniej odrobinę to razi.
    Dobra, uciekam do następnego wpisu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedziała ta, co sama pisze krótkie rozdziały! xD
      Ano, to nieraz wydawało mi się takie... nierealne, że Sasydż nagle "od tak" dostaje sobie chatę od wioski. Jeszcze z pełnym wyposażeniem, wysprzątaną, nowoczesną. xD

      A weź, też nie lubię tego Sasuke. XDDDDD Dlatego tak ciężko mi to teraz pisać, nie pasuje mi charakter, jaki ukazałam tutaj na początku i teraz tak mi to nie leży, a nie chcę "tak nagle" go zmieniać. Wolę zrobić to nieco spójniej, bez chamskiego odcinania jednego charakteru od drugiego, dlatego muszę robić to przejściowo, co niestety trochę zajmie. </3 Wytrzymaj z nim jeszcze trochę i będzie już w miarę saskowaty. xD

      Usuń

LAYOUT BY OKEYLA